Jak zamienić doświadczenie przemocy w język sztuki? Z Kacprem Broniszewskim o traumie, snach, alternatywnych rzeczywistościach, potrzebie sprawiedliwości i twórczości, która pomaga odzyskiwać utracony czas, rozmawia Pola Sztuk.

 

 

Czytałam na twojej stronie, że pochodzisz z Nowego Sącza, a od kilku lat tworzysz w Krakowie. Zawsze ciekawi mnie, jak miejsce, w którym się mieszka i pracuje, wpływa na praktykę artystyczną. Czy w twoim przypadku ma to znaczenie? Jak te dwa miasta wpłynęły na ciebie i twoją twórczość? A może to ty w jakiś sposób wpływasz na swoje otoczenie?

Raczej tak. Wychowując się w swoim rodzinnym mieście, Nowym Sączu, później w zasadzie na peryferiach, bliżej Starego Sącza, wciąż byłem otoczony Beskidem Sądeckim. Ta zieleń, natura, górzyste tereny na mnie wpłynęły; to mnie uspokaja i koi. Wydaje mi się też, że to, w jaki sposób teraz używam palety barw w mojej sztuce, wiąże się trochę z pamięcią koloru, pamięcią wzroku, która zatrzymała się w czasie dzieciństwa czy później, w latach młodzieńczych. Wracam wtedy pamięcią do tego okresu, w którym przechadzałem się dróżkami wśród lasu czy nad skarpami. Na wzgórzu, po przeprowadzce, miałem widok na cały Beskid Sądecki. Takie momenty ze swojego dzieciństwa zawsze zapamiętujemy przez jakiś konkretny filtr, jakbyśmy założyli różowe okulary. Ale wracając do terenu, z którego pochodzę – wydaje mi się, że to tak naprawdę spływa z tych chwil. Nieczęsto powracam do domu, ale zawsze mam pewien sentyment, jakąś nostalgię, która uruchamia się we mnie. Wydaje mi się, że to jest taka cząstka, która we mnie po prostu pozostała i w jakiś sposób ją kontynuuję w swoim malarstwie. Chociażby ta imitacja skały – jakby już zagnieżdżonej w pewnym procesie gnicia czy innej konkretnej konstrukcji – przejawia się u mnie w twórczości. Wydaje mi się, że to nawiązuje do bliskiej mi przyrody i środowiska wokół mnie.

 

 

 

      W tym czasie, gdy uciekałem gdzieś myślami, dystansując się od tego, co się dzieje, błądząc w myślach, to było dla mnie jedyne wyjście: przenieść się do jakiegoś takiego momentu w czasie, w którym poczuję się komfortowo, bezpiecznie

 

 

 

Skąd właściwie się to wzięło? Pamiętasz moment, w którym zrozumiałeś, że właśnie w tę stronę chcesz iść, czy to po prostu dojrzewało przez lata? I czy dziś myślisz o tym jako o czymś charakterystycznym dla całej swojej twórczości, czy raczej dla prac, które powstają teraz?

Gdy byłem na przedostatnim roku studiów, a może już na roku dyplomowym, dopadł mnie kryzys — zarówno kolorystyczny, jak i bardziej fundamentalny. Zacząłem się zastanawiać, kim właściwie jestem i co robię. Zawsze to malarstwo było głównym medium, w którym chciałem się poruszać i które chciałem wykorzystywać do przekazywania, uzewnętrzniania swoich emocji czy osobistych doświadczeń; czy przy powracaniu do traumatycznych wydarzeń z dzieciństwa. Pierwszym takim obrazem był „Phantom”, który powstał bardzo przypadkowo, pod wpływem jakiegoś transu. Po nim po prostu zacząłem produkować prace jakby fabrycznie, powstały kolejne i kolejne, i kolejne. W końcu poczułem się dobrze sam ze sobą i miałem wrażenie, że efekt jest bliski temu, co chciałem osiągnąć. Czułem po prostu, że w końcu mogę się utożsamiać z tym, co robię. Wcześniej, podczas studiów mój styl był bardzo różnorodny, bardzo kolorowy: od realizmu, przez impresjonizm, później trochę abstrakcji. To było chodzenie pomiędzy wszystkimi epokami i stylami w sztuce, i w końcu tymi kolorami się zmęczyłem. Nie miałem takiego poczucia, że jest to część mnie, że to się ze mną zgadza. Myślałem, że na późniejszym etapie będę już przestymulowany ilością obrazów utrzymanych w tej samej, monochromatycznej tonacji. Okazało się jednak, że otworzyły przede mną drogę do wprowadzania nowych elementów. Teraz częściej sięgam po formy bardziej realistyczne i wykonane z metalu.. Często ten metal pojawia się jako jakieś narzędzie, które ma być na początku świata, który tworzę. Początkowo nazywałem to „Wieloświat”, ponieważ to było moje pierwsze słowo, które padło podczas pracy nad tytułem. Pomyślałem, że w tym wieloświecie, w tym świecie alternatywnym, w który ja uciekałem w dzieciństwie, i w który uciekam teraz, izolując się często, mogę po prostu czuć się w pewien sposób jak w domu. Jakby to było bliskie temu, co jest rzeczywiste, co może być nam znane, ale tak naprawdę jest wyjęte z jakiejś konkretnej scenerii, chociażby ze scenerii kosmicznych, czasami z innych terenów, całkowicie nieludzkich. Więc to jest taka mieszanka. Ostatnio wprowadziłem, jako pewne przełamanie, czerwoną barwę w niektórych elementach prac. Chciałem sprawić, aby ten świat nie pozostał tylko w stonowanej kolorystyce. On po prostu w ten sposób rozszerza się i przełamuje pewne zasady, które sobie sam postawiłem.

Dziwny obraz utrzymany w beżowych barwach, głowa i skrzydła, czerwona kropla

 

Cuckoo", 60cmx70cm, olej na płótnie, 2026, fot. Kacper Broniszewski 

 

 

 

Ta czerwień, jak rozumiem, teraz będzie się częściej pojawiać w twojej twórczości? Ona wydaje mi się mocnym komunikatem w kontraście. Tak jakby coś z tej skały się wykluło, albo pękło, i wyszło na wierzch, jak lawa. Więc ta czerwień na pewno nie jest przypadkowa, pewnie jest jakimś symbolem albo impulsem?

Tak, w zasadzie ta czerwień w tym momencie jest jeszcze dla mnie niedookreślona, ale stanowi pewien symbol, który szczególnie będzie widoczny na nowym obrazie. Ten obraz akurat będzie nosił nazwę „Lohengrin”, która odnosi się do legendy o strażniku płynącym łodzią. W zasadzie czerwone obręcze, które znajdują się na szyjach, są w pewnym sensie znakiem, symbolem władzy i przywłaszczenia. Pojawia się również zbroja i trąbka z czerwoną wstęgą. 

Wykreowałem też głównego bohatera. To jest ważne: ta fantomowa postać bazuje najczęściej na mojej sylwetce, ale ja też określam ją jako postać bezpłciową, androgyniczną. Ona w iluminacji tego świata odbija w pewien sposób to, co można w niej znaleźć, doszukać się bądź upodobnić się do niej. Ta postać, krążąc wokół tych przestrzeni, przechodzi przez znaki progowe, jak drzwi, bramy, wrota, przejścia. Ona odkrywa tak naprawdę nie tylko ten świat, w którym się znalazła, ale też w pewien sposób swoją tożsamość. Wydaje mi się, że to jest bardzo osobiste odwołanie do mojego doświadczenia z dzieciństwa. Niektóre obrazy nawiązywały do konkretnych zjawisk czy tematów, chociażby nękania, którego sam też doświadczyłem w szkole podstawowej. Ten rok koszmaru później spowodował, że całkowicie zamknąłem się w sobie, izolowałem się od ludzi, nie chciałem zaufać nikomu i to bardzo na mnie wpłynęło. Bardzo trudno było mi się z tym pogodzić. Straciłem lata życia. W tym czasie, gdy uciekałem gdzieś myślami, dystansując się od tego, co się dzieje, błądząc w myślach, to było dla mnie jedyne wyjście: przenieść się do jakiegoś takiego momentu w czasie, w którym poczuję się komfortowo, bezpiecznie. Myślałem o tym tak, jakby to było w pewnym sensie przejście, może nawet po śmierci, bo w tamtym czasie ta sytuacja była dla mnie na tyle obciążająca, że miałem kilkanaście lat, a myślałem o tych złych rzeczach. To był bardzo trudny okres, w którym nie potrafiłem się po prostu odnaleźć. 

Przy pracy nad dyplomem powróciłem do tych motywów. Wcześniej posiadałem egzemplarz „Alicji w Krainie Czarów”, z którego zapamiętałem oryginalne ilustracje. To był moment, w którym zrozumiałem, że jest to mój ulubiony temat, do którego wciąż powracam. On jest wszechobecny w popkulturze, ten motyw ucieczki, przejścia. Alicja znalazła się w innym świecie za sprawą snu, więc te marzenia czy wyobrażenia się przewijają. Patrząc na to, jak tam to wyglądało, interesowały mnie te znaki progowe, chociażby właśnie drzwi, klucze, dziurki od klucza.

 

 

 

 

      Pomimo różnych rezygnacji z samego siebie, to był taki kluczowy moment w mojej twórczości

 

      

 

 

To są zazwyczaj w sztuce elementy o głębszym znaczeniu.

Tak, to była symbolika, z której chciałem zaczerpnąć, nie kreując konkretnych podobieństw, ale odnosząc to do realizacji w moim własnym odczuciu. W każdym z obrazów, w których one się pojawiały w monochromatycznych barwach, chciałem rozwijać uniwersum – ukazywać, że jest tak wiele elementów, które mogą się tam znajdować. Wydaje mi się też, że zapoczątkowałem tę serię obrazów, żeby wyrzucić z siebie emocje. Te moje postacie mają tylko oczy, prawda? One nie mają nosa ani ust. W zasadzie był to celowy zabieg – myśląc o wizerunku samego siebie, nie chciałem portretować swojej osoby. Chciałem, żeby to była postać neutralna, bliska każdemu, żeby każdy mógł wejść w jej skórę, w tę rolę, i utożsamić się z nią. Po drugie, te oczy były dla mnie najważniejsze, ponieważ oczy w pewien sposób są źródłem, przejściem do czyjegoś wnętrza, prawda? 

Obraz przedstawiający głowe i rękę z kluczami, bężowa tonacja

 

Decay", 100cmx120cm, olej na lnie, 2025, fot. Anita Mucha

 

 

 

Mówi się często, że oczy to „zwierciadło duszy”. Inicjują moment, w którym widać, co naprawdę się w nas dzieje, bo oczy często nie potrafią kłamać.

Ja też często nie potrafię kłamać, więc można mnie przejrzeć przez oczy (śmiech). Zatem to było zasadne i symboliczne – te oczy zawsze będą uwidaczniać pewne konkretne uczucia, skrywane emocje. W jakiej sytuacji możemy odczytać to, co się dzieje? Jak zobrazować to, co wpłynęło na ten widoczny strach albo przerażenie, smutek, płacz? To jest budowane przeze mnie; malując i wcześniej przygotowując szkic, nie dostrzegałem tak naprawdę, że ta postać jest jakaś przykra, smutna czy zdecydowanie niepokojąca. W zasadzie nie do końca się z tym zgadzałem, ale później, po dłuższych obserwacjach, faktycznie odczułem, że jednak to mogło być widoczne na pierwszy rzut oka. Ale mimo tego, że gdzieś ten niepokój się pojawia, to kolorystyka tła ma w sobie zielone tony, które koją i uspokajają, szczególnie w naturze, co stwierdzono naukowo. Czas spędzony pośród zieleni wyraźnie poprawia samopoczucie. To był mój zabieg, żeby te obrazy były sposobem przywołania mojej przeszłości, ale jednocześnie, aby nie ciągnęły mnie całkowicie w dół. Jest to trudne doświadczenie, gdy wyciągamy z pamięci traumatyczne zdarzenia z naszego życia. W tym przypadku, kiedy opowiadam o nich w formie, która pozwala mi swobodniej to przekazać, staje się to czymś, co bardziej mnie buduje — poprzez uwolnienie własnych emocji, trochę tak, jakby była to forma terapii. I to chyba jest najważniejsze, bo długo nie wiedziałem, w jaki sposób mam sobie z tym poradzić. Pomimo różnych rezygnacji z samego siebie, to był taki kluczowy moment w mojej twórczości. Co do tych nowych elementów, o których wspomniałem: metalu i czerwieni – to się jeszcze rozwija i wydaje mi się kolejnymi wrotami do tego, co jeszcze pojawi się w tym moim świecie. Te nowe fragmenty mają konkretne cele, konkretne symbole i to jest takie archetypiczne podejście do tego, w jaki sposób ten świat zostaje zamknięty w jednym kadrze.

 

 

 

      To rzecz, o którą osobiście będę walczył i na pewno o tym mówił głośno, bo ja tego nie akceptuję. Choć nie jest to często dosłowne czy oczywiste w mojej sztuce, zawsze wspominam o tym, że przemoc psychiczna i fizyczna w szkole czy w innych środowiskach to okrucieństwo, które nie powinno być tematem tabu

 

 

 

Wrócę do tego, jak opowiadałeś o sięganiu do traumatycznych wydarzeń. Wiadomo, że to jest zawsze trudna materia i trudno jest tworzyć sztukę, która jednocześnie jest autoterapeutyczna, bo zawsze jest to pytanie, czy odbiorca ma tam dostęp. Podoba mi się ten zabieg, że nie podajesz na talerzu konkretnie tych sytuacji, jak na przykład Patryk Różycki w swoim malarstwie, który bardzo dokładnie podpisuje osoby i wydarzenia. Wprowadzając tę postać, z którą się utożsamiasz, dajesz też możliwość interpretacji, że to równie dobrze może być też odbiorca. Myślę, że otoczenie tych sytuacji symboliką to trafny sposób włączania odbiorcy w ten świat.

Zastanawiałam się, czy jeśli to jest forma jakiegoś rozliczenia się z przeszłością, to traktujesz je bardziej jako takie wyrzucenie, rozliczenie się z żałobą, czy może czasami jako portal do stworzonej przez siebie alternatywnej przeszłości? W sensie, że trochę kreujesz swój bezpieczny świat, w którym niekoniecznie coś takiego musiało się wydarzyć? Mówiłeś, że wyrzucasz z siebie te trudne wspomnienia, ale z drugiej strony robisz to w taki sposób, że chcesz wyjść z tego silniejszym, że to jest budujące, że cię nie ciągnie w dół. Więc to jest też ciekawe, że w jakiś sposób to balansujesz.

Tak, zdecydowanie powiedziałbym, że to balansuję. W pewien sposób chcę powrócić do straconych lat mojego dzieciństwa, gdy tak naprawdę nie miałem możliwości wyjścia do rówieśników, bo idąc do szkoły, bałem się i płakałem, że muszę pojawić się wśród ludzi, którzy sprawiali mi przykrość. Stawiało mnie w takiej pozycji, że nie wiedziałem kompletnie, co zrobić. To był rok piekła. Nikt wokół nie mógł mi pomóc i jako małe dziecko byłem tak naprawdę pozostawiony sam sobie. Pomoc dawałem sobie sam, oczywiście z drobnym wsparciem rodziców. To uczucie jest znane wielu osobom, młodzieży, która jest dotknięta przemocą w szkole: psychiczną czy fizyczną. Ta przemoc niestety wciąż się pojawia, co widać, gdy patrzy się nawet na ostatnie wydarzenia. Niedawno młody chłopak popełnił samobójstwo, ponieważ jego rówieśnicy w szkole go nie akceptowali i po prostu byli dla niego okrutni. Takie sytuacje są dla mnie niezwykle dotkliwe. To rzecz, o którą osobiście będę walczył i na pewno o tym mówił głośno, bo ja tego nie akceptuję. Choć nie jest to często dosłowne czy oczywiste w mojej sztuce, zawsze wspominam o tym, że przemoc psychiczna i fizyczna w szkole czy w innych środowiskach to okrucieństwo, które nie powinno być tematem tabu. Powinniśmy o tym mówić, dyskutować, wspierać ofiary przemocy i ulepszać nasz system, który jest nie do końca sprawiedliwy. Wydaje mi się, że ta sprawiedliwość była brakującym elementem w moim życiu. Brak sprawiedliwości mnie pokonywał. 

Dziwny obraz utrzymany w beżowych barwach, cztery łyse postacie siedza w kręgu przy dziwnym przedmiocie, trzech z nich dotyka go, jeden ogląda zakrwawione dłonie

 

Betrayal", 120cmx150cm, olej na płótnie, 2025, fot. Anita Mucha

 

 

 

To, o czym teraz mówisz, mocno wiąże się z twoją praktyką — w zasadzie jest jej sednem. Pojawia się w niej też temat żalu i żałoby po straconym czasie, którego nie da się już odzyskać. Przebija się przez to coś bardzo trudnego: pogodzenie się z tym, że świat nie działa zero-jedynkowo, a osoba, która zawiniła, nie zawsze ponosi konsekwencje.

Mam wrażenie, że twórczość stała się dla ciebie sposobem radzenia sobie z poczuciem, że być może nigdy nie nadejdzie pełne ukojenie ani sprawiedliwość. Może też nigdy nie będzie bezpośredniej konfrontacji z osobami, które cię skrzywdziły, bo być może i tak nie byłyby w stanie tego zrozumieć.

Czy właśnie to jest w tym najtrudniejsze — że doświadczenie bycia ofiarą często oznacza pozostanie samemu ze swoim przeżyciem?

Tak, zdecydowanie. Bardzo się zgadzam z tym, co powiedziałaś. Ja też w ten sposób nie rozliczam całkowicie tego, co się wydarzyło. Nadal mam problemy z otwarciem się na innych ludzi i z zaufaniem. Za pomocą twórczości przepracowywałem to w pewnym stopniu, była to dla mnie inspiracja. Zbliżyłem się do tego na nowo, aby móc to w końcu pokonać. Nie tyle, żeby rozszarpać na kawałki, ale po prostu móc wyciągnąć z tego to, co mogłem i zakopać to, co powinno być już dawno w ziemi. Odnosi się to do ziemistości, organiczności w moich obrazach. To jest o kręgu życia: rodzimy się, żyjemy, umieramy. To jest to, co wyszło z ziemi i powraca do niej.

 

Nawet gdy byłem młody, śmierć była dla mnie czymś niezwykłym: strach, przerażenie; jak to będzie, gdy umrzemy, czy w końcu dowiemy się, co jest po tej drugiej stronie? Czy to będzie jeden wielki sen? Wciąż tak myślę, że to będzie sen, w którym będziemy widzieć absurdalne, surrealistyczne rzeczy. Przechodząc z tych traumatycznych spraw w sferę snów – nigdy nie zagłębiałem się naukowo w tę tematykę, ale zawsze były dla mnie mocno ciekawe. Cyklicznie pojawiał, się u mnie jeden koszmar, w którym zawsze widziałem klamkę i dziurkę od klucza. Patrząc za drzwi, widziałem intruza, obcego, kogoś, kto był niewidoczny. Była to jakaś czarna postać, ale czasami była całkowicie biała. Ten sen zawsze występował dokładnie w takiej samej odsłonie: ktoś próbował wkroczyć do mojego domu, w moją strefę komfortu; nie chciałem, żeby ktoś mógł ją złamać i przekroczyć.

 

obiekt o podłużnym pionowym kształcie, a na nim namalowana postać, jakby duch

 

Portal" (obiekt), 217cmx82cmx134cm, olej na płótnie, tkanina w kleju gipsowym, 2025, fot. Maciej Prochal

 

 

 

To przypomina mi, że cykliczne sny, powtarzające się symbole są podświadomym znakiem, że nie zakończyliśmy jeszcze czegoś w głowie. To jest ogólny lęk przed wtargnięciem w naszą przestrzeń, tak jak w przeszłości wiele osób weszło w twoją strefę bezpieczeństwa. Więc to się bardzo łączy – tak samo te symbole, których używasz.

Ten sen ciągle powracał. Czasami na jakiś czas przestawał się pojawiać, ale zawsze powracał w krytycznym momencie mojego życia. Ten intruz wciąż chciał wejść do mojej przestrzeni i w chwili, kiedy to już prawie się wydarzało, nagle sen się urywał. To był taki moment, w którym zastanawiałem się, co później się działo – czy finalnie wyrządził mi krzywdę, czy stało się coś zupełnie innego, nieobliczalnego. Nigdy się nie dowiedziałem. Ostatnio pojawiało się u mnie bardzo mało snów, ale ten konkretny, szczególnie w dzieciństwie, wracał regularnie. Czasami widziałem go z innej perspektywy, w innych miejscach, które wydawały mi się bardzo podobne do mojego domu albo przestrzeni, w których aktualnie przebywałem. Taka jest specyfika snów — coś może dziać się niby w naszym domu, ale jednocześnie wyglądać, jakby zostało wyjęte z jakiegoś alternatywnego świata.

 

 

 

      Cyklicznie pojawiał, się u mnie jeden koszmar, w którym zawsze widziałem klamkę i dziurkę od klucza

 

 

 

Swoje malarstwo czy rysunki często oplatasz swego rodzaju ramami. Teraz, w kontekście tego, co mówisz, one wydają mi się portalami – czy do alternatywnej rzeczywistości, czy do własnych emocji. Ale ciekawi mnie też to, co mówiłeś o swojej twórczości jako podróży przez prawie wszystkie historyczne nurty sztuki, przez impresjonizm, abstrakcjonizm, itd. Te portale wydają się prowadzić do przestrzeni nieosadzonej w konkretnym czasie. Czasami twoje prace wydają się być bardzo archaiczne, nawiązujące do motywów średniowiecznych, przez kolorystykę i użyte media. Z kolei estetyka snu często nam się kojarzy z czymś futurystycznym. Te elementy przejścia prowadzą do nieliniowego czasu, bo świat tam nie jest osadzony ani w przeszłości, ani w teraźniejszości. Pojawiają się symbole, które są znane z historii sztuki, ale są ze sobą przemieszane.

Tak, to zdecydowanie. Tak jak to ujęłaś, występowały u mnie nawiązania do różnych epok w sztuce – na początku sięgałem mocno do surrealizmu. Artystami, którzy byli dla mnie ważni i istotni, są: Leonora Carrington, Max Ernst, René Laloux, francuski reżyser, który we współpracy z Rolandem Toporem tworzył rysunki do filmów mocno surrealistycznych, czy chociażby Odilon Redon, przez swoje ilustracje osadzone w konkretnej stylistyce, między jawą a czymś kompletnie nieprawdziwym. To było dla mnie nie tylko źródłem inspiracji, ale też przedmiotem adoracji: ci artyści potrafili wykreować świat, w którym pojawiają się konkretne elementy, symbole, postacie, hybrydy czy stwory. Jak średniowieczne bestiarium, do którego też wcześniej sięgałem dzięki Aleksandrze Waliszewskiej. Była dla mnie głównym źródłem i zapalnikiem tego zainteresowania, bo zostałem pochłonięty przez jej świat, gdy oglądałem jej twórczość kilka lat temu. Chciałem wiedzieć, jak on wygląda, co mogę tam spotkać, jaka jest główna postać i czy tworzy się tam jakaś konkretna fabuła. To wiele tłumaczy w odniesieniu nie tylko do tych artystów, ale też do literatury. Wspomniałem o „Alicji w Krainie Czarów”, ale podobną książką był dla mnie „Zamek po drugiej stronie lustra” Mizuki Tsujimury. To współczesna pisarka, która porusza temat nękania i przemocy psychicznej w szkołach w Japonii. To było pewne doświadczenie zbieżne z moją twórczością: po przejściu przez lustro główna postać znalazła się w świecie, który wyglądał zupełnie inaczej. Taki obraz powstał jako reinterpretacja tego, w jaki sposób mogła wyglądać ta konkretna scena. Moje własne odczucia, ich piętno, miały konsekwencje w mojej twórczości.

 

Obra z ramą wykonaną z dzinego materiały, wyglądający jak skała, w środku namalowany mała postać na tle wielkiej dziwnej kraty

 

Widok wystwy dwa dzine obrazy z postaciami, trochę potworami, jeden trzyma kufer, na podłodze obiekt, jakby skała, a na nim cos w rodzaju maszyny do szycie, wszytko w beżow brązowych barwach

 

Zdjęcie górne: Follow The Tunnel Into The Portal", 35cmx25cm, olej na desce hdf, tkanina w kleju gipsowym, 202, fot. Anita Mucha, dolne: widok z wystawy dyplomowej „Między jawą, a snem”, MAS, Kraków), 2025; fot. Anita Mucha

 

 

 

Mimo, że możemy coś przepracować w sposób, który pozwala nam codziennie funkcjonować, doświadczenia traumatyczne z przeszłości w jakiś sposób zawsze będą determinować nasze życie i wpływać na późniejsze obcowanie ze  społeczeństwem. Nasunęło mi się pytanie: czy tworzenie alternatywnych światów i przenoszenie się w rzeczywistość, która nie do końca istnieje, ale jest pociągająca i fascynująca, uważasz za eskapizm? Czy potrzebujesz uwolnić się od tego piętna, czy po prostu brakuje ci w rzeczywistości bardziej metafizycznych doznań?

To jest dobre pytanie. Na pewno to jest taki rodzaj eskapizmu, który polega na tym, że uciekając i zostawiając pułapki za sobą w trakcie tej ucieczki, próbuję pozostawić to, co jest za mną. Ale uciekając, chcę nadgonić chwile, których kiedyś mi zabrakło. Chcę gonić je, nie zważając na to, czy spotkam coś złego, czy dobrego. To też jest dla mnie forma leczenia swoich ran, które wciąż się goją, które gdzieś są odsłonięte, ale uciekając sprawiam, że mogę je zregenerować. To jest proces regeneracji — odzyskiwania sił, ale też przyglądania się błędom popełnionym w życiu, temu, czego mogłem uniknąć, co mogło zostać powiedziane i co może całkowicie zmieniłoby jego bieg. Cały ten cykl właśnie tego dotyczy. Każde zdarzenie miało wpływ na kolejne i to było błędne koło, które zawsze będzie powstawać; zawsze będzie nieuniknione i będziemy z niego uciekać. 

 

 

 

To w sumie trochę pesymistyczne, że z jednej strony jest to coping mechanism, ale z drugiej jest świadomość, że ten krąg życia i to doświadczenie w różnych formach będzie się wybijać. Pewnie jest to też forma zrekompensowania sobie tego straconego czasu.

W pewien sposób tak. Wiadomo, że w odczuciu mogło być to bardziej pesymistyczne, ale ktoś może teraz przechodzić przez dokładnie to samo, co przeżyłem w dzieciństwie. Krąg polega na tym, że możemy to dostrzegać i nieważne, jak bardzo byśmy się starali naprawić świat, to i tak to będzie się działo. Będziemy wciąż z tym problemem walczyć, a to będzie nieuniknione.

 

 

 

       To dla mnie też czas i przestrzeń, w której mogę wyzwolić swoje wewnętrzne dziecko, właściwie zapomnieć, że to jest praca

 

 

 

Chciałam cię też zapytać o to, co zaznaczasz na swojej stronie z portfolio, że ukończyłeś edukację artystyczną i jest dla ciebie ważne, równolegle do praktyki artystycznej. Czy to był świadomy wybór kierunku, czy dopiero w trakcie odkryłeś tę drogę dla siebie? Jestem ciekawa, czy starasz się to rozdzielać, czy ta edukacja wpływa na twoją twórczość? Pracujesz z młodzieżą, dziećmi czy dorosłymi? Czy czujesz misję wsparcia młodzieży w tym trudnym wieku?

Odnosząc się do samego kierunku edukacji – to wyszło w trakcie. Wcześniej myślałem o tym, że chciałbym studiować grafikę, a po nieudanej próbie dostania się, finalnie zdecydowałem się na edukację artystyczną. Wtedy nie wiedziałem jeszcze, co mnie czeka, do czego to doprowadzi i jakie będą możliwości po takim kierunku. Szczerze mówiąc, nie żałuję tego — to był słuszny wybór. Podczas studiów nie byłem przekonany do pracy z młodzieżą. Odbywaliśmy praktyki głównie z grupami dzieci i młodzieży, we wszystkich przedziałach wiekowych. Było to bardzo miłe, mimo, że inni mówili, że dzieci mnie zniszczą i wykończą. To było ciekawe doświadczenie, moje obawy były niepotrzebne. Wiele wyniosłem z moich praktyk pracy z dziećmi i młodzieżą. Podczas warsztatów, które prowadzę z przyjaciółką, wykorzystuję techniki i metody ze swojej twórczości. Wiem, że mogę realnie pomóc, wspierać, zadbać o komfort i bezpieczeństwo dzieci. Oprócz tego, że mogą się nauczyć różnych technik i form ekspresji plastycznej, dla mnie najważniejsze jest dawanie im odpowiedniego wsparcia, które w ich wieku sam chciałem uzyskać. To dla mnie też czas i przestrzeń, w której mogę wyzwolić swoje wewnętrzne dziecko, właściwie zapomnieć, że to jest praca. Możemy wspólnie porozmawiać, tworzyć i dobrze się bawić, bez negatywnych emocji, a gdyby takie występowały, zawsze przeciwdziałamy im, żeby każdy czuł swobodę i akceptację.

 

 

 

Często słyszę od ludzi, że w dzieciństwie chcieli śpiewać czy rysować, ale ktoś im powiedział, że się do tego nie nadają. Dzieci nie mają jeszcze mechanizmów obronnych, więc taki system ciągłego oceniania zamyka je i blokuje ich potencjał. Najgorsze jest, gdy np. rodzice robią prace plastyczne za dzieci na konkursy, żeby było „ładnie”. Dzieci tracą wtedy bezpieczną przestrzeń na robienie błędów i eksperymenty. Potem w dorosłym życiu boimy się próbować nowych rzeczy, bo od razu oczekujemy ideału.

Zgadzam się. Sam jako dziecko doświadczyłem krytyki ze strony nauczycieli. A co do rodziców — robiąc coś za dziecko, kierują się własnym lękiem przed oceną otoczenia. Dzieciństwo to idealny czas na swobodną, wyzwoloną z norm ekspresję. Fascynuje mnie to w mojej pracy. Czasem dziecko potrafi ciągle zmazywać rysunek albo od razu powiedzieć, że nic nie zrobi, bo wyjdzie brzydko. Boi się, że nie osiągnie perfekcji. Podejrzewam u tych dzieci pewną blokadę, ale po roku wspólnej pracy widzę u nich całkowitą zmianę podejścia. Przestają się przejmować opiniami innych. To niesamowicie budujące.

 

obraz z frendzlami a na nim biegnące ludzki, wybiegające z wielkiego zwoju

 

Escapism", 140cmx240cm, akwarela, kredka na papierze, 2025, fot. Anita Mucha 

 

 

 

Co mówisz takim dzieciom, gdy czują lęk, że zepsują swoją pracę?

To kwestia indywidualna, ale tłumaczę im, że błędy są czymś normalnym i służą do nauki. Powtarzam im, że z każdym obrazem będą lepsi. Tłumaczymy z moją przyjaciółką, że wielcy artyści też uczyli się latami, a my sami jako młodzi twórcy wciąż eksperymentujemy i się uczymy. Dzieci to doceniają. Z czasem przychodzą na zajęcia z nowymi pomysłami i zaczynają po prostu tworzyć znowu po swojemu. Mam wtedy wielką satysfakcję. I made it.

 

 

 

     Tak, myślę o sobie jako pół-edukatorze i pół-artyście wizualnym. Te dwie ścieżki u mnie bardzo dobrze ze sobą współgrają i nawzajem się karmią. Doświadczenia z dziećmi wykorzystuję we własnych eksperymentach artystycznych i na odwrót

 

 

 

Warto powtarzać dzieciom te zdania, bo żyjemy w micie „wrodzonego talentu”. Ludzie rzadko pokazują proces i porażki, a częściej porównują się z innymi. Super, że dajesz im tę przestrzeń, bo to buduje w nich pewność siebie na całe życie. Widzę zresztą, że bardzo spójnie łączysz prowadzenie zajęć z własną twórczością. Planujesz kontynuować obie te rzeczy równolegle?

Tak, myślę o sobie jako pół-edukatorze i pół-artyście wizualnym. Te dwie ścieżki u mnie bardzo dobrze ze sobą współgrają i nawzajem się karmią. Doświadczenia z dziećmi wykorzystuję we własnych eksperymentach artystycznych i na odwrót. Udało mi się osiągnąć balans. Nie wiem dokładnie, co przyniesie przyszłość, ale w tym momencie czuję, że w końcu spełniam to, do czego od dawna dążyłem. Nie wiedziałem, że w ogóle znajdę się w takim położeniu, chociażby patrząc na to, że robimy ten wywiad.

 

 

 

Dobrze to słyszeć. Cieszę się, że tak dobrze się z tobą rozmawia. Słyszę w tym, co mówisz, dużo spełnienia, ale czy masz teraz jakiś cel albo marzenie związane ze swoją twórczością? Mam wrażenie, że jesteś bardzo obecny w tym, co dzieje się tu i teraz, płyniesz z możliwościami, które się pojawiają — ale czy jest coś, do czego szczególnie chciałbyś dojść?

Trudno powiedzieć. Tworzę teraz konkretną serię obrazów i chciałem po prostu dać sobie wolność. Rynek sztuki jest w tym momencie dość trudny i bycie widocznym wymaga dużego zaangażowania i pracowitości, ale mimo to sam staram się trwać, żeby tego nie zaniedbywać. Mam swoją zasadę i wiem, że jeśli przestanę tworzyć, to będzie mi ciężko do tego powrócić.

 

 

Potrzebujesz tej ciągłości, rozumiem to bardzo.

Tak, bo to jest ważne. Nie powinno się tracić tego konkretnego transu, w którym jest się przepełnionym pomysłami, kolejnymi ideami i projektami. To jest dla mnie ważne, żeby pomimo braku motywacji czy chęci, wciąż to spełniać w ramach samodyscypliny. W pracy artysty, niezależnie od studiów, trzeba wypracować taką samodyscyplinę.

 

Rzeżba mężczyzny siedzącego z rekami na kolanach, na dłoniach zapalona świeca

 

Turned Into Stone" (obiekt), 124cmx94cmx82cm, technika własna, 2025, fot. Anita Mucha 

 

 

 

To mnie właśnie czeka — wypracowanie sobie czegoś takiego po ukończeniu studiów.

Tak, to jest zdecydowanie ważne. Żeby odpowiedzieć na pytanie: moim marzeniem jest utrzymać tę samodyscyplinę i nie przestawać tworzyć. W osobistym odczuciu pojawiły się we mnie duże pragnienia, żeby ilustrować książki – zamknąć się w ilustrowaniu opowieści magicznych. Ale też marzę o tym, żeby ta twórczość była wypracowana. Nie chodzi tylko o sławę, ale samospełnienie. Na pewno spodobałaby mi się współpraca z innymi wielkimi artystami – to byłoby dla mnie wynagradzające.

 

 

 

      Moich rówieśników artystów jest dużo i sam wspieram kolegów. Wywodząc się ze środowiska artystycznego, powinniśmy czuć odpowiednie wsparcie, a nie zagrożenie, bo to nie jest wyścig szczurów

 

 

 

 

To życzę ci, żeby to wszystko się spełniało i żebyś trwał w tym procesie. Bo chyba właśnie na tym polega twórczość — nawet kiedy coś nie wychodzi, pojawiają się kolejne pomysły i nowe drogi. Super, że po zakończeniu edukacji udaje ci się zachować tę dyscyplinę, rozwijać się dalej i otwierać na nowe wątki.

Moich rówieśników artystów jest dużo i sam wspieram kolegów. Wywodząc się ze środowiska artystycznego, powinniśmy czuć odpowiednie wsparcie, a nie zagrożenie, bo to nie jest wyścig szczurów. Jest dla mnie cenne, że spojrzałaś na moją twórczość z tej perspektywy. Doceniam, że mogłaś ten obszar zgłębić inaczej, niż ja bym to zrobił.

 

Młody lekko uśmiechnięty mężczyzna na tle swojego obrazu przedstawiającgo jakby głowę potwora

 

Kacper Broniszewski na tle wystawy „Anomalia”, Karrot, Warszawa) - „Trough The Keyhole", 110cmx110cm, olej na płótnie, 2025, fot. Maciej Prochal

 

 

 

To prawda, wiele osób niestety odpada, kiedy znika struktura uczelni i trzeba samemu wyznaczać sobie rytm pracy. Przejście na tryb samodzielnego działania nie jest łatwe, ale twój przykład pokazuje, że można to zrobić.

Da się, da się. Było bardzo ciężko, nie ukrywam – dużo załamań, dużo pracy włożonej w łączenie studiów z pracą w kawiarni, gdzie musiałem zarobić na utrzymanie siebie i na drogie materiały na studiach artystycznych, o czym nikt nie mówi poza środowiskiem. To jest trudna rzecz po edukacji artystycznej, ale musimy o tym rozmawiać.

 

 

 

Artykuł powstał w ramach cyklu rozmów z młodymi twórcami i twórczyniami realizowanego w ramach zadania „Miej Miejsce w kulturze 2026–2027”, dofinansowanego z Programu Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego „Czasopisma” oraz z budżetu Miasta Łodzi w ramach programu „Łódź Pełna Kultury”.

 

 

 

___________________

 

 

Kacper Broniszewski (ur. 1999 w Nowym Sączu) jest absolwentem Wydziału Edukacji Artystycznej Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Jako artysta wizualny pracuje na stanowisku starszego instruktora ds. edukacji kulturowej w instytucji Pole Kultury w Niepołomicach. W swojej praktyce artystycznej koncentruje się przede wszystkim na malarstwie olejnym oraz technikach mieszanych. Pasję do sztuki i kreatywnej ekspresji rozwija również jako edukator, prowadząc kursy rysunku oraz warsztaty plastyczne dla dzieci i młodzieży. Jest autorem dwóch wystaw indywidualnych w krakowskim Hevre oraz jednej w Karrot w Warszawie. Brał także udział w wystawach zbiorowych prezentowanych w Pałacu Sztuki, Galerii Olympia, Muzeum Manggha i Aptece Designu w Krakowie, a także w Galerii Świetlik w Niepołomicach. Mieszka i tworzy w Krakowie.

 

 

___________________

 

 

Pola Sztuk – ur. w 2002 r. w Warszawie,  świeża absolwentka Intermediów na ASP w Gdańsku, a wcześniej kierunku Fotografia i Multimedia na łódzkiej ASP. Zainteresowana sztuką współczesną, kuratorstwem, kuchnią oraz czułym analizowaniem zmieniającej się rzeczywistości i miejsca człowieka w tym procesie. We własnej praktyce artystycznej najczęściej posługuje się autoportretowaniem, medium fotografii, wideo, instalacji czy obiektu. 

 

___________________

 

 

___________________

 

 

Zdjęcie główne: Phantom", 90cmx120cm, olej na płótnie, 2024, fot. Anita Mucha