Jeszcze rok temu nie wiedziała, w którą stronę skierować swoją energię. Dziś ma za sobą drugą edycję Fashion Leak, stypendium Artystyczne Miasta Łodzi, pokaz w Berlinie i kolejne zaproszenia do współpracy. Porusza się między modą, sztuką, performansem i kuratorowaniem, nie próbując zamknąć swojej praktyki w jednej definicji. Z Kingą Stec o Fashion Leak, sile współpracy i o tym, dlaczego warto zostawić sobie trochę miejsca na przypadek, rozmawia Marcin Polak.

 

 

Marcin Polak: Naszą poprzednią rozmowę przeprowadzałyśmy jeszcze przed pierwszą edycją Fashion Leak. Dziś jesteśmy już po drugiej edycji, w międzyczasie zostałaś też stypendystką Miasta Łodzi i brałaś udział w kilku ważnych wydarzeniach.  Możemy już  głośno o tym mówić  że odniosłaś sukces?

Kinga Stec: Mocny wstęp, haha. Sama nie określiłabym tego jako sukces. Ale gdybyś po pierwszej edycji Fashion Leak zapytał mnie, jak wyobrażam sobie kolejny rok, to nawet nie śniło mi się, że wydarzy się aż tyle fajnych rzeczy. Jeszcze w styczniu miałam moment, w którym zastanawiałam się, gdzie właściwie powinnam skierować swoją energię i do jakich projektów się zgłaszać. A potem nagle wszystko zaczęło dziać się trochę samo. Janek Suchorab, który jest autorem fotograficznego projektu „Showcase” zaprosił mnie i kilka innych fajnych osób do zrobienia pokazu w Berlinie. W marcu, zupełnie niespodziewanie, dowiedziałam się o otrzymaniu grantu z MKiDN na organizację Fashion Leak, a kilka dni później dostałam telefon z informacją o przyznaniu mi stypendium Miasta Łodzi. W międzyczasie z Marcysią  (Marcjanna Sokołowska – przyp. red.) wymyśliłyśmy teaser Fashion Leak x LAAF — performatywne wydarzenie będące zapowiedzią Fashion Leak, zrealizowane we współpracy z Łódź Abstrakt Art Festival. Od początku roku trwały też przygotowania do drugiej edycji Fashion Leak, a później, w czerwcu, pojawił się jeszcze udział w pokazie podczas festiwalu Ravekjavik. I tak, trochę krok po kroku, wszystko samo się napędzało.

Mam wrażenie, że dopiero teraz otworzyło się przede mną naprawdę dużo nowych ścieżek, kontaktów i możliwości rozwijania kolejnych projektów. Jestem bardzo zadowolona z tego, co wydarzyło się w ostatnim roku, ale jednocześnie mam poczucie, że dopiero zaczynam sprawdzać, dokąd to wszystko może mnie zaprowadzić.

 

 

 

       Bardzo dobrze wychodziło mi działanie na drugim planie, praca organizacyjna, pomaganie w tworzeniu wystaw innym osobom, miałam wtedy za mało odwagi, żeby robić coś pod własnym nazwiskiem

 

 

 

Kiedyś nie było takie oczywiste, żeby osoby zajmujące się modą postrzegać jako artystki i artystów. Ty funkcjonujesz dziś jednocześnie jako artystka, osoba związana z modą, kuratorka i działaczka kultury. Jak sama definiujesz swoją praktykę?

Myślę, że właśnie to, że nie potrafiłam i nie chciałam się jednoznacznie zdefiniować, bardzo pomogło mi w budowaniu mojej ścieżki. Na początku próbowałam określić siebie jako projektantkę mody (zrobiłam magistra na projektowaniu ubioru na ASP w Lodzi), później jako artystkę, ale w żadnej z tych definicji nie odnajdywałam się w pełni. Z czasem przestałam mieć potrzebę wybierania jednej z nich i zaczęłam po prostu podążać za tym, co w danym momencie naprawdę mnie interesuje i w co chcę się zaangażować. Bardzo dobrze wychodziło mi działanie na drugim planie, praca organizacyjna, pomaganie w tworzeniu wystaw innym osobom, miałam wtedy za mało odwagi, żeby robić coś pod własnym nazwiskiem. Po studiach dostałam pracę w Instytucji Kultury w Kamienicy Hilarego Majewskiego w dziale komunikacji. Dzięki temu zaczęłam poznawać świat sztuki i kultury z bardzo różnych perspektyw. Zajmowałam się nie tylko pracą artystyczną i projektową, ale też stroną organizacyjną, techniczną, komunikacją czy bardziej formalną i „papierkową” częścią pracy. Dzisiaj bardzo to doceniam, te doświadczenia się ze sobą łączą i wzajemnie uzupełniają. Myślę, że właśnie możliwość poruszania się pomiędzy różnymi obszarami jest jedną z ważniejszych cech mojej praktyki.

 

Kobieta w granatowym stroju uszytym z namiotu

 

Namiot z kolekcji dyplomowej, fot. archiwum artystki

 

 

Podczas naszej pierwszej rozmowie powiedziałaś, że razem z Marcysią, z którą współpracujesz, miałyście moment, w którym poczułyście, że macie dość świata mody. Co sprawiło, że mimo tego nadal w nim działacie, ale inaczej, po swojemu?

Z Marcysią spotkałyśmy się w dość ciekawym momencie. Ona właśnie zaczynała studia na projektowaniu ubioru z pewnymi oczekiwaniami, które bardzo szybko zostały przez studia zweryfikowane, a ja właśnie je skończyłam z podobnym poczuciem, że nie do końca dostałam to, czego szukałam. Obie miałyśmy w sobie bardzo dużo energii i chęci do działania, a ramy, w których funkcjonowało projektowanie ubioru, zaczęły nas po prostu ograniczać.

Z każdym kolejnym spotkaniem coraz bardziej okazywało się, że nasze praktyki i sposób myślenia są sobie bardzo bliskie. Obie lubimy eksperyment, pracę z materią, ale przede wszystkim sam proces tworzenia i możliwość sprawdzania, co się wydarzy, kiedy wyjdziemy poza oczywiste rozwiązania. W pewnym momencie wynajęłyśmy więc wspólną pracownię w budynku YMCA i zaczęłyśmy myśleć o czymś, co mogłybyśmy zrobić razem. Ja bez Marcysi prawdopodobnie nie odważyłabym się wtedy podjąć wielu kroków. To wzajemne wsparcie było dla mnie naprawdę kluczowe. Nie miałyśmy większego doświadczenia ani szczegółowego planu, ale wpadłyśmy na pomysł stworzenia kolekcji i wydarzenia w opuszczonym basenie YMCA (I edycja Fashion Leak). Zgłosiłyśmy projekt do open calla programu SpinOFF Fotofestiwalu i dostałyśmy od nich pierwsze wsparcie finansowe. I to był dla mnie taki moment zapalny. Nagle ktoś z zewnątrz powiedział: „to, co wymyśliłyście, jest ciekawe i chcemy w to zainwestować”. To dało mi ogromną motywację. Miałam poczucie, że ktoś nam zaufał, więc teraz musimy zrobić wszystko, żeby temu zaufaniu sprostać. I tak zaczął się projekt Fashion Leak.

 

dwie kobiety stoją w przestrzeni starej fabryki, w której odbywa się akcja artystyczna, obie trzymają teczki, obie maja słuchawki i mikrofony

 

Fashion Leak teaser, Kinga Stec i Marcjanna Sokołowska, fot. Jan Suchorab

 

 

Opowiedz o Fashion Leak. To nie był przecież klasyczny pokaz mody, ale raczej wielopoziomowe wydarzenie łączące modę, sztukę, performans i scenografię. 

Fashion Leak zaczął się przede wszystkim od próby redefinicji pokazu mody. Na początku podeszłyśmy do tego jeszcze dość klasycznie – znalazłyśmy ciekawą przestrzeń, stworzyłyśmy kolekcję, zaprosiłyśmy dodatkowe osoby zajmujące się ubiorem, kogoś odpowiedzialnego za muzykę, dokumentację fotograficzną i filmową, oświetlenie. Wydawało nam się, że mamy wszystkie elementy potrzebne do zrobienia pokazu.

Dopiero w trakcie przygotowań zaczęło do nas docierać, że samo pokazywanie ubrań jest właściwie tylko kroplą w morzu tego, co może wydarzyć się podczas takiego wydarzenia. Sama przestrzeń zaczęła generować kolejne problemy. Opuszczony basen okazał się na przykład bardzo trudny akustycznie, więc nagłośnienie go było wyzwaniem. Na godzinę przed wydarzeniem wywaliło nam korki, a nie miałyśmy wtedy żadnej osoby technicznej. Marcysia została na backstage'u, a ja latałam po całym budynku, szukając pomocy i próbując uratować całe wydarzenie.

 

 

 

       Dopiero w trakcie przygotowań zaczęło do nas docierać, że samo pokazywanie ubrań jest właściwie tylko kroplą w morzu tego, co może wydarzyć się podczas takiego wydarzenia

 

 

 

Wiele rzeczy nauczyłyśmy się wtedy po prostu „na żywca”. I paradoksalnie to było bardzo cenne doświadczenie, bo przy organizacji kolejnej edycji skrupulatnie pilnowałyśmy już rzeczy, o których wcześniej nawet byśmy nie pomyślały. Zaczęłyśmy też coraz bardziej świadomie budować Fashion Leak jako wydarzenie, w którym odchodzimy od mody w kierunku performansu, sztuk wizualnych, czy pracy z konkretną przestrzenią.

Druga edycja odbyła się w czerwcu tego roku w przestrzeni OFFset, dawnej drukarni akcydensowej i była już dużo bardziej rozbudowana. Oprócz projektantów i osób pracujących z ubiorem zaprosiłyśmy twórców i twórczynie z innych dziedzin, a sama przestrzeń stała się integralną częścią wydarzenia. Udało nam się też pozyskać pierwsze większe dofinansowania, co pozwoliło nam potraktować projekt bardziej profesjonalnie i zwiększyć jego skalę. Dzisiaj myślimy o Fashion Leak już szerzej – jako o platformie i rozwijającym się festiwalu. Interesuje nas sytuacja, w której ubranie jest jednym z elementów większego wydarzenia, a równie ważne stają się przestrzeń, dźwięk, obraz, performans i relacje między osobami, które je współtworzą.

 

Pokaz mody w starej fabryce, ubrania w brązowych barwach, bardzo awangardowe

 

Fashion Leak 2.0, fot. Oleg Sapizhynski

 

 

Wróćmy jeszcze do samej kolekcji. Czy powstawała od zera z myślą o tym wydarzeniu, czy punktem wyjścia było konkretne miejsce? Na ile inspiracją była sama YMCA i jej architektura, kolory, atmosfera?

Moja zeszłoroczna kolekcja powstała w całości z myślą o tym wydarzeniu. Budynek YMCA był dla mnie punktem wyjścia, a technika, w której wtedy głównie pracowałam – batik – okazała się wyjątkowo trafna i bardzo ciekawie współgrała z tym, co działo się w tej przestrzeni pod wpływem czasu. W batiku pracuje się między innymi z woskiem, którym można uzyskać na tkaninie efekt przypominający pajęczynę, żyłkowanie czy spękania. W przypadku tej kolekcji kojarzyło mi się to z odpadającym tynkiem i starymi, patynowanymi powierzchniami budynku. Bardzo mocno zapamiętałam też jego kolorystykę – brudne brązy, beże, przygaszone odcienie, które powtarzały się w pokojach i różnych zakamarkach YMCA. Świadomie zostawiałam też w niektórych sylwetkach nie do końca usunięty czy przeprasowany wosk. Z czasem delikatnie się kruszył i odpadał, więc ubranie zmieniało się wraz z jego użytkowaniem.

 

 

 

W YMCA bardzo mocno obecny jest też upływ czasu. Czy ten proces starzenia się i rozpadu był dla ciebie częścią pracy nad kolekcją?

To była właściwie podstawa pomysłu na tę kolekcję. Interesowało mnie to, że zarówno przestrzeń, jak i materiały mają swoją historię i że wraz z czasem mogą się zmieniać, zużywać, rozpadać albo nabierać nowego charakteru.  Zależało mi na tym, żeby kolekcja nie była zamkniętym, skończonym obiektem, ale czymś, co również podlega procesowi starzenia.

 

Pokaz mody, modelka stroi w niecce nieczynnego baseny, na pietrze pblicznosć

 

Fashion leak 2025, m. Maja Radecka, fot. Jan Suchorab 

 

 

Duża część Waszej kolekcji powstała z materiałów z odzysku, z ubrań z lumpeksu, z anteny, piłki czy opony. Interesuje cię nie tylko recykling, ale też sam proces rozpadu i przekształcania rzeczy. Skąd to zainteresowanie?

To zainteresowanie jest ze mną właściwie od studiów. W mojej pracy magisterskiej inspirowałam się motywem tymczasowych schronień i tworzyłam ubrania, wykorzystując m.in. stelaż namiotu znaleziony na OLX, starych plandek z nadrukami reklam deweloperskich, kołder czy skrawków ubrań kupionych w lumpeksie. Podczas pierwszego Fashion Leak wykorzystałam między innymi wspomnianą przez Ciebie antenę znalezioną na śmietniku i zrobiłam z niej przeskalowaną, kompletnie niepraktyczną torbę, którą modelka wlokła za sobą podczas pokazu. Były też skrawki materiałów pozostałe po innych eksperymentach, fragmenty futerek z lumpeksu, sztuczny warkocz znaleziony przypadkiem w sklepie z odzieżą używaną, z którego zrobiłam krawat, czy potargane rajstopy, które wykorzystałam do stworzenia customowego obuwia na wybieg. 

 

 

       Znaleziony przedmiot często od razu narzuca jakieś ograniczenia, a tego rodzaju  ograniczenia bardzo pobudzają moją kreatywność. Zaczynam zastanawiać się, co można z nim zrobić, jak zmienić jego funkcję, formę albo skalę

 

 

Bardziej niż sam recykling interesuje mnie potencjał rzeczy, które przypadkiem trafiają w moje ręce. Znaleziony przedmiot często od razu narzuca jakieś ograniczenia, a tego rodzaju  ograniczenia bardzo pobudzają moją kreatywność. Zaczynam zastanawiać się, co można z nim zrobić, jak zmienić jego funkcję, formę albo skalę. To też jeden z powodów, dla których nigdy szczególnie dobrze nie czułam się w klasycznym procesie projektowania kolekcji, który funkcjonował na studiach – najpierw rysunek, a później przez pół roku próba dokładnego odtworzenia tego, co zostało zaplanowane na papierze. Dużo bardziej interesuje mnie moment, kiedy zaczynam pracować z materią i pozwalam jej trochę przejąć kontrolę nad procesem. Coś upinam, przesuwam, odwracam i nagle okazuje się, że element, który miał pełnić jedną funkcję, znacznie lepiej działa w zupełnie innej.

 

Detale awangardowego stroju, projektantka poprawia spódnice na modelce

Trzy modelki w awangardowych brązowo-szarych strojach, dwie w czepkach, trzecia trzyma coś w rodzaju anteny

 

Zdjęcie górne: Fashion Leak 2025, fot. Jan Suchorab, zdjęcie dolne: Fashion Leak 2025, kolekcja Kingi Stec, fot. Olimpia Kopiec 

 

 

 

W kolekcji pojawiają się też filc i wosk, a nawet konceptualne zapachy. Gdzie kończy się tutaj ubranie, a zaczyna obiekt albo dzieło sztuki? To rzeczy przeznaczone do noszenia czy raczej koncepty dotyczące ubioru?

Myślę, że w moich projektach zdecydowanie ważniejsze od funkcji praktycznej jest to, co ubiór czy cała kolekcja może opowiedzieć. Nigdy nie miałam też poczucia, że chcę funkcjonować wyłącznie w ramach branży modowej, stąd zresztą pomysł na projektowanie własnej ścieżki i stworzenie Fashion Leak. Funkcjonalność nie jest dla mnie warunkiem koniecznym. Wręcz przeciwnie – moment, w którym ubranie staje się niewygodne, ogranicza ruch albo przestaje być oczywistym przedmiotem użytkowym, może być bardzo ciekawy. Wtedy zaczyna opowiadać o ciele, ruchu czy relacji z przestrzenią w zupełnie inny sposób.

Od jakiegoś czasu coraz częściej wykorzystuję też motyw ubrania w pracy nad autonomicznymi obiektami artystycznymi. Takie prace pokazywałam między innymi podczas pierwszego Festiwalu Sztuki Współczesnej w Łodzi „Pulsowanie codzienności”. Więc jeśli miałabym wybrać, zdecydowanie bliżej mi dziś do konceptów dotyczących ubioru niż do projektowania ubrań rozumianego wyłącznie jako tworzenie funkcjonalnych rzeczy. Ubranie jest dla mnie bardzo elastycznym narzędziem – może być kostiumem, obiektem, rzeźbą, elementem performansu albo punktem wyjścia do opowiedzenia jakiejś historii.

 

 

 

W ostatnim czasie współpracowałaś z wieloma młodymi osobami artystycznymi. 

O Boże, tak. Właściwie mam poczucie, że to jest jedno z najważniejszych pytań, bo gdyby nie ludzie, z którymi pracowałam, to większość tych rzeczy po prostu by się nie wydarzyła. Ogromnie napędza mnie energia osób, które mają ochotę coś zrobić. Sam fakt, że ktoś chce się zaangażować, przychodzi z własnym pomysłem i pozytywną energią, jest dla mnie ogromną wartością.

Przy pierwszym Fashion Leak zapraszałyśmy do udziału między innymi osoby, które dopiero zaczynały studia na Instytucie Ubioru. Ktoś przygotował jedną sylwetkę, ktoś dwie, ale widziałyśmy w nich ogromne zaangażowanie i ekscytację tym, że być może po raz pierwszy mogą pokazać swoją pracę w takim kontekście. Bardzo chciałyśmy dać im tę możliwość.

 

 

 

      Przy pierwszym Fashion Leak zapraszałyśmy do udziału między innymi osoby, które dopiero zaczynały studia na Instytucie Ubioru. Ktoś przygotował jedną sylwetkę, ktoś dwie, ale widziałyśmy w nich ogromne zaangażowanie i ekscytację tym, że być może po raz pierwszy mogą pokazać swoją pracę w takim kontekście

 

 

 

Z czasem coraz bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że siłą takich projektów nie jest to, że jedna osoba potrafi zrobić wszystko sama, tylko właśnie znalezienie ludzi, którzy są dobrzy w zupełnie innych rzeczach. Ktoś robi świetną identyfikację, ktoś fotografuje, ktoś zajmuje się muzyką, ktoś performansem, ktoś produkcją. I nagle z pomysłu dwóch osób powstaje coś dużo większego (Fashion Leak community ;) ). Dobrym przykładem jest Janek Suchorab, który przyszedł na pierwszą edycję właściwie przypadkiem, żeby zrobić zdjęcia z pokazu. Zrobił to wtedy po prostu z własnej inicjatywy, a później z tych fotografii stworzył swój projekt „Showcase”. W kolejnym etapie pojechaliśmy razem do wspomnianego wcześniej Berlina. Później naturalnie stał się częścią kolejnych działań Fashion Leak. Podobnie było z Zuzią Małaszuk, która przygotowała dla nas identyfikację graficzną i od początku była bardzo zaangażowana. To są właśnie te współprace, które zaczynają się od jednego projektu, a później przeradzają się w coś długofalowego.

Mogłabym wymienić takich osób naprawdę kilkadziesiąt. Jestem naprawdę ogromnie wdzięczna wszystkim osobom, które dołożyły coś od siebie. Pracujemy z ludźmi zajmującymi się modą, sztukami wizualnymi, fotografią, grafiką, muzyką czy nowymi mediami i właśnie ta różnorodność jest dla mnie największą siłą. Myślę, że to też jest trochę moja odpowiedź na bardzo indywidualistyczne podejście do pracy artystycznej. Dużo ciekawsze jest dla mnie budowanie sytuacji, w której każdy wnosi coś swojego. I chyba właśnie to daje mi największego kopa, kiedy widzę, że komuś naprawdę chce się być częścią tego, co robimy.

 

Grpa modelek ubranych w awangardowe stroje stoi na korytarzu i schodach

 

Dwie modelki i strojach i kapeluszach z filcu

 

Fashion Leak 2.0, fot. Olimpia Kopiec 

 

 

Jesteś też pracowniczką instytucji kultury. To dość częsta droga wśród osób zajmujących się sztuką — łączenie własnej praktyki artystycznej z pracą w instytucji. Czy praca instytucjonalna wspiera twoją drogę artystyczną, czy czasem z nią konkuruje? No i czy sama instytucja się wspiera?

Pracuję w Kamienicy Hilarego Majewskiego (inLodz21), już właściwie ponad dwa lata, w dziale komunikacji. I ta praca daje mi ogrom doświadczenia w obszarach, z którymi bez niej  niekoniecznie miałabym styczność. Sama komunikacja oznacza dla mnie ciągły kontakt z artystami przy wystawach, ale też możliwość obserwowania od środka pracy produkcyjnej czy kuratorskiej. Nauczyłam się bardzo dużo o promowaniu wydarzeń — od kontaktów z mediami i planowaniem komunikacji, przez współpracę z grafikami i drukarniami, po takie pozornie drobne rzeczy, jak wybór odpowiedniego papieru do materiałów promocyjnych. Do tego dochodzi cała strona organizacyjna i formalna: umowy, dokumentacja, planowanie pracy. To są rzeczy, które później bardzo przydają mi się przy realizacji własnych projektów.

A najlepszym przykładem wsparcia, jest chyba tegoroczny Fashion Leak 2.0. Po pierwszej edycji dyrektor Adam Mazur, sam zaproponował, żeby instytucja zaangażowała się w kolejną  i żebym spróbowała pozyskać na nią dofinansowanie. Dzięki temu z ramienia inLodz21 mogłam przygotować i złożyć wniosek do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. KHM zaangażowało się jako współorganizator, zapewniając wkład własny, wsparcie promocyjne i przede wszystkim doświadczone osoby, które pomogły mi przy produkcji wydarzenia.

 

 

 

      Mam więc nadzieję, że osoby z Kamienicy przeczytają ten wywiad i będą dla mnie wyrozumiałe, kiedy znowu wszystko się zazębi i będę musiała być w trzech miejscach jednocześnie ;))

 

 

 

I też samo poczucie, że ktoś po pierwszej edycji nadal chce w ten projekt wierzyć, było bardzo mobilizujące. Od razu pojawiła się oczywiście większa odpowiedzialność i wjazd na ambicje, bo skoro ktoś we mnie i w ten projekt uwierzył, to chcę zrobić wszystko, żeby kolejna edycja była zrealizowana na jak najwyższym poziomie. Więc odpowiadając na pytanie, czy instytucja mnie wspiera — tak. I to wsparcie nie jest tylko formalne, ale też bardzo praktyczne.

Jest też oczywiście druga strona. Moja praca w instytucji jest na pół etatu, co jest dla mnie bardzo ważne, bo przy równoległym prowadzeniu własnych projektów nie wyobrażam sobie obecnie pracy na pełen etat. Nawet te pół etatu, szczególnie kiedy dochodzą dodatkowe projekty, angażuje sporo czasu i energii. A moje projekty potrafią być bardzo rozbudowane i wymagają zaangażowania właściwie na każdym etapie — od pomysłu i produkcji, przez komunikację, aż po realizację. Czasami więc te dwie rzeczy zaczynają ze sobą konkurować, przede wszystkim czasowo.  Zdarza się, że terminy się zazębiają i jedna rzecz zaczyna zabierać uwagę drugiej. To bywa przytłaczające i chyba cały czas uczę się z tym dealować. Zarządzanie czasem i energią przy takiej ilości pracy jest dla mnie dużym wyzwaniem. Mam więc nadzieję, że osoby z Kamienicy przeczytają ten wywiad i będą dla mnie wyrozumiałe, kiedy znowu wszystko się zazębi i będę musiała być w trzech miejscach jednocześnie ;))

 

Pokaz mody w starej fabryce, ubrania w brązowych barwach, bardzo awangardowe

 

Fashion Leak 2.0, fot. Jan Suchorab

 

 

A jak oceniasz Łódź jako miejsce do działania i tworzenia dla młodej artystki? Co jest tutaj największą szansą, a co największym ograniczeniem?

W Łodzi jest stosunkowo niewielkie środowisko artystyczne, ale jednocześnie mam poczucie, że jest ono bardzo zaangażowane i ambitne. Ludziom naprawdę chce się tutaj działać i mają ogromną energię do robienia rzeczy. Kiedy zaczyna się poznawać to środowisko i w nie wchodzić, bardzo szybko buduje się sieć kontaktów, która później realnie ułatwia realizowanie projektów. Z czasem zaczyna się po prostu wiedzieć, do kogo zadzwonić w sprawie przestrzeni, montażu, oświetlenia czy produkcji. Z doświadczenia wiem już, że jeśli wymyślę sobie projekt w jakimś opuszczonym, dziwnym budynku, to jest spora szansa, że uda się  rzeczywiście go tam zrobić. Nie wiem, czy w każdym innym mieście byłoby to możliwe.

Z drugiej strony niewielkie środowisko ma też swoją ciemniejszą stronę. Jeśli coś dobrze wyjdzie, bardzo szybko się o tym dowiadujemy, ale jeśli coś się nie uda, również bardzo szybko to do nas wraca ;). Jest w tym pewna presja, bo kiedy zaczyna się budować zaufanie ludzi i dostawać od nich przestrzeń czy możliwość realizowania kolejnych projektów, pojawia się też poczucie odpowiedzialności, żeby temu zaufaniu sprostać i utrzymywać dobre relacje.  Myślę jednak, że w Łodzi coraz bardziej widać pozytywną stronę tej bliskości. Mam wrażenie, że od jakiegoś czasu ludzie zaczęli ze sobą coraz więcej współpracować i wzajemnie się motywować, zamiast traktować się wyłącznie jako konkurencję.

 

 

 

Zaletą nowego dyrektora Wydziału Kultury i dosyć dużą zmianą w kontekście jego poprzedników jest to, że uczestniczy w wydarzeniach, ale też je kreuje i po prostu spotyka się ze środowiskiem. Podczas jednego z takich spotkań rozmawialiśmy o wydarzeniu zamykającym Łódź Art Now i wtedy zapytałem Michała, czy widział Fashion Leak i czy może ty z osobami skupionymi wokół YMCA nie byłybyście ciekawym wyborem. I wtedy dosłownie wyszłaś zza rogu. 

To się nazywa wyczucie czasu. Dosłownie szłam na kawę, a przy okazji zostałam zaangażowana w organizację wydarzenia. Michał Bieżynski zaprosił mnie do koordynowania i kuratorowania eventu zamykającego Miesiąc Sztuki w Łodzi. Znowu zostało mi powierzone bardzo duże zaufanie, za co jestem ogromnie wdzięczna, ale mam też poczucie, że moja głowa jeszcze nie do końca nadąża za tym, jak zaczynają mnie postrzegać inni i ile tego zaufania dostaję. I oczywiście wraz z tym zaufaniem pojawia się też odpowiedzialność. Ale mega się cieszę i chcę zrobić ciekawy i dobrze przemyślany event.

 

 

 

       Bardzo zależało mi na tym, żeby przyjrzeć się, kto kryje się w tych małych pracownianych pokojach. Jest tam mnóstwo zdolnych osób, pracujących w różnych mediach. Chciałam więc nie tylko pokazać ich indywidualne praktyki, ale przede wszystkim stworzyć okazję do współpracy między osobami, które wcześniej ze sobą nie pracowały

 

 

 

Co tam się wydarzy? 

Nie mogę za wiele zdradzić, bo ten projekt w dużej mierze opiera się na ciekawości i pewnym graniu z odbiorcą. Tak jak we wcześniej wspomnianych działaniach — teaserze Fashion Leak czy samym Fashion Leak — bardzo interesuje mnie budowanie sytuacji, w której odbiorca nie jest tylko widzem, ale staje się częścią projektu. Lubię też pracować z fikcją i zacierać trochę granicę między tym, co jest rzeczywiste, a tym, co zostało wykreowane. Mogę na razie ujawnić daty — wydarzenie odbędzie się w ostatni weekend listopada i będzie dwudniowe. Będą w nie zaangażowane osoby, które starałam się dobrać tak, żeby każda wnosiła do projektu coś innego.

Część zaproszonych osób to artyści i artystki związani z YMCA. Bardzo zależało mi na tym, żeby przyjrzeć się, kto kryje się w tych małych pracownianych pokojach. Jest tam mnóstwo zdolnych osób, pracujących w różnych mediach. Chciałam więc nie tylko pokazać ich indywidualne praktyki, ale przede wszystkim stworzyć okazję do współpracy między osobami, które wcześniej ze sobą nie pracowały. Dlatego projekt będzie też dość międzypokoleniowy. Wśród zaproszonych artystów jest między innymi Gu–Tang Clan, Mikołaj Nowosad, czy Cezary Bodzianowski. Zależało mi właśnie na takim zestawieniu różnych pokoleń, doświadczeń i sposobów pracy. Fashion Leak (ja i Marcjanna Sokołowska) też dorzuci swoje 3 grosze ;)

No i będzie to wszystko działo się oczywiście w ciekawej przestrzeni, która do tej pory nie gościła jeszcze tego typu sytuacji artystycznej. Mam nadzieję, że dla odbiorców samo wejście w tę przestrzeń będzie więc też jakimś odkryciem. I chyba na tym etapie tyle mogę zdradzić. Resztę kart będę odkrywała w najbliższym czasie.

 

Wnętrze starej fabryki, instalacje artystyczne o nieokreślonej formie, pomarańczowe światło

 

Widok wystawy, Fashion Leak 2.0, prace Kingi Stec, Marcjanny Sokołowskiej i Ani Swiontek, fot. Kinga Stec

 

 

Patrząc na to, co wydarzyło się przez ostatni rok — masz poczucie, że to wszystko jest częścią jakiegoś większego planu, czy raczej po prostu dajesz się prowadzić kolejnym zrządzeniom losu?

Myślę, że jedno i drugie. Z jednej strony mam swoje plany i rzeczy, które chciałabym rozwijać, a z drugiej mam wrażenie, że dużo ciekawych rzeczy w ostatnim roku wydarzyło się trochę przypadkiem. Nie planowałam Berlina, dostania stypendium czy że pod koniec roku nagle pojawi się możliwość zrobienia kolejnego dużego wydarzenia. To były sytuacje, które pojawiały się po drodze, a ja starałam się je łapać. Ale jest też Fashion Leak, który jest chyba pierwszym projektem, wobec którego mam już naprawdę konkretny plan rozwoju na kolejne lata. Jesteśmy właśnie w trakcie zakładania fundacji, która będzie prowadziła ten projekt, i budowania wokół niego stałej grupy zaangażowanych osób. Chciałabym też, żeby Fashion Leak miał swoją stałą datę, mniej więcej w okolicach czerwca, i odbywał się raz w roku, ale jednocześnie żeby z każdą kolejną edycją trochę się zmieniał i szedł w nowe strony. Więc tutaj zdecydowanie jest jakiś większy plan.

 

Natomiast wszystkie rzeczy, które dzieją się trochę obok — artystycznie, kuratorsko czy po prostu zawodowo — chyba wolę zostawić bardziej otwarte. Nauczyłam się, że nie zawsze warto wszystko planować z dużym wyprzedzeniem i wypełniać sobie każdą wolną przestrzeń kolejnymi zadaniami. Zwłaszcza że sama ostatnio znalazłam się w takim momencie, w którym wzięłam na siebie naprawdę dużo rzeczy, również zawodowych, które zabierają mi ogrom czasu i energii. I wtedy zupełnie przypadkowo pojawił się jeszcze ten projekt Łódź Art Now, przy którym ani sekundy nie zastanawiałam się czy to brać. I nagle okazuje się, że na coś, co nie było częścią mojego planu, bardzo chcę znaleźć czas i energię. Więc chyba nie mam wielkiego planu na najbliższe pięć czy dziesięć lat, haha. Mam konkretny projekt, który chcę rozwijać, ale poza nim staram się zostawiać sobie trochę miejsca na przypadek. I patrząc na to, co wydarzyło się w ostatnim roku, chyba całkiem dobrze na tym wychodzę.

 

 

Artykuł opublikowano w ramach zadania "Miej Miejsce w kulturze 2026-2027" dofinansowanego z Programu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego „Czasopisma" oraz z budżetu Miasta Łodzi w ramach Programu „Łódź pełna kultury ".

 

 

_________________

 

 

Kinga Stec – artystka wizualna, absolwentka Projektowania Ubioru na Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi. W swojej praktyce porusza się na styku sztuki współczesnej, obiektu, instalacji i performansu. Interesuje ją ubiór wykraczający poza funkcję użytkową, jako autonomiczny obiekt, narzędzie pracy z ciałem i przestrzenią oraz sposób konstruowania tożsamości i fikcji. Eksperymentuje z tkaniną, materiałami z odzysku i przedmiotami znalezionymi. Współtwórczyni i kuratorka Fashion Leak – rozwijanej od 2025 roku interdyscyplinarnej platformy artystycznej łączącej obiekt, performans, muzykę, działania site-specific i eksperymentalne podejście do ubioru. Jej prace były prezentowane m.in. w SEE OUR VISION Gallery w Berlinie, Muzeum Sztuki w Łodzi, podczas Fotofestiwalu, Łódź Design Festival oraz I Festiwalu Sztuki Współczesnej „Pulsowanie Codzienności” w Łodzi. W 2026 roku została laureatką Stypendium Artystycznego Miasta Łodzi.

 

 

_________________

 

 

Marcin Polak – artysta i kurator poruszający się na styku działań artystycznych i społecznych. Inicjator działań z cyklu „Zawód Artysty”, mających wpłynąć na zmianę polityki kulturalnej. Założyciel i redaktor portalu „Miej Miejsce“. Współprowadzi latającą „Galerię Czynną“. Absolwent PWSFTViT w Łodzi. Stypendysta MKiDN. W 2016 został odznaczony honorową odznaką „Zasłużony dla Kultury Polskiej“.

 

 

_________________

 

 

_________________

 

 

Zdjęcie główne: Kinga Stec, fot. Oleg Sapizhynski