O programie „Postęp a Sezony w parku”, relacjach między działaniami edukacyjnymi, artystycznymi i wystawienniczymi oraz o pracy z miejskim, społecznym i przyrodniczym kontekstem parku im. Lesława Węgrzynowskiego. Z Iwoną Kałużą, Joanną Synowiec i Magdaleną Weber o autonomii i powiązaniach programu publicznego w BWA Wrocław rozmawia Zofia Reznik.

 

 

Zofia: Postęp a Sezony w parku” to cykl działań wokół parku im. Lesława Węgrzynowskiego, znajdującego na terenie wrocławskiego Przedmieścia Świdnickiego, między ulicami Grabiszyńską, Tęczową, Szpitalną i Kolejową. To teren w sensie urbanistycznym nieco zapomniany, między innymi w konsekwencji degradacji Dworca Świebodzkiego i związanej z nim tkanki. O ile w pozakładowych budynkach przy Tęczowej kwitnie dziś życie nocne, to jednak niewiele osób przyjeżdża tam intencjonalnie w ciągu dnia, choć jest to niedaleko od centrum. Miasto stopniowo przywraca jednak ten obszar do życia. Sam park – dawniej Staromiejski – został w 2019 roku zrewitalizowany i jest dziś bardzo różnorodny gatunkowo: w sąsiedztwie starodrzewu i spektakularnych platanów posadzono nowe rośliny, w tym także zasilający życiodajną wilgotność ogród deszczowy”. W okolicy powstał kompleks budynków mieszkalnych Nowa Kolejowa, udostępnianych w ramach prospołecznego programu najmu, podobno ma też zostać przywrócony węzeł kolejowy. Nieopodal znajduje się zabytkowa hala montażowo-naprawcza żółtych autobusów Kraftpostu, czyli przedsiębiorstwa pocztowego i transportu pasażerskiego działającego na terenie dawnego Breslau i okolic, która w ciągu najbliższych kilku lat zostanie przeobrażona w nową siedzibę BWA Wrocław. Z perspektywy wrocławskiego życia społeczno-kulturalnego, jest to obecnie jednak obszar na uboczu. Opracowany przez Was program, składający się z różnorodnych spotkań, spacerów, wykładów i warsztatów, można postrzegać jako przygotowania instytucji do ulokowania się na obcym sobie terytorium, w ramach zakrojonego szerzej miejskiego projektu modernizacyjnego. Ale jest to w zasadzie kontynuacja – czy też druga edycja – programu publicznego Postęp a Sezony”, zainicjowanego przez Was w 2024 roku. Czemu i komu służy ten program?

Joanna: Postęp a Sezony” wzięły się z pomysłu Kasi Roj, dyrektorki programowej BWA Wrocław, na to, jak połączyć różne wątki wnoszone przeze mnie i Iwonę w ramach programu edukacyjnego ze ścieżkami, którymi BWA Wrocław podąża wystawienniczo. Główną osią jest tu nakreślanie współczesności poprzez koszty Oświecenia i wynikającej z niego industrializacji oraz przez współczesne perspektywy posthumanistyczne. Odbijamy w tym programie to, co dzieje się w galeriach i toczymy z poruszanymi tam zagadnieniami dialogi poprzez pracę z publicznością. Nasze działania rozgrywają się więc równolegle do wystaw i zarazem w poszerzonej przestrzeni. W tym roku pracujemy w parku Węgrzynowskiego, chcąc poznać to miejsce i zadomowić się w nim, zanim jako rozproszona obecnie instytucja przeniesiemy się tam ze swoją działalnością.

 

Iwona: Park posłużył nam w tej edycji za pomost: z jednej strony program miał być skierowany do naszych przyszłych sąsiadek i sąsiadów, by przybliżyć do nich instytucję, a z drugiej opowiedzieć o tym miejscu także aktualnym odbiorcom BWA Wrocław z innych części miasta. Nasz trzyosobowy Zespół Edukacji od dwóch lat realizuje nie tyle ciąg wydarzeń dopasowywanych do zmieniających się ekspozycji, ale odrębny i spójny program publiczny Postęp a Sezony”.

 

 

 

       Sztuka współczesna jest często hasłem, którego osoby mogą się obawiać i – w kontekście naszej nowej lokalizacji – zadawać sobie pytania w rodzaju: „co oni tam dziwnego będą robić w tej hali?”

 

 

 

Magda: Jego poprzednia odsłona odbywała się w dużej mierze w galeriach, choć także w przestrzeniach pozainstytucjonalnych: na Polach Irygacyjnych, nad Odrą czy w innych miejscach związanych z projektami. W tym roku nasze wydarzenia przyciągały osoby, które wcześniej nie interesowały się programem BWA Wrocław, a dzięki nim zaciekawiały się propozycjami naszych galerii i czytały o wystawach. Sztuka współczesna jest często hasłem, którego osoby mogą się obawiać i – w kontekście naszej nowej lokalizacji – zadawać sobie pytania w rodzaju: „co oni tam dziwnego będą robić w tej hali?” Chcemy więc pokazać przyszłym sąsiadom, że sztuka podejmuje nie tylko trudne i odległe od życia tematy, ale także dotyczące ich samych oraz miejsca ich zamieszkania. Z kolei zapraszając tam naszych aktualnych odbiorców, starałyśmy się wyrobić w nich nawyk przyjeżdżania w tamte okolice. Naszym głównym celem było rozpoznawanie miejsca i jego różnorodnych kontekstów oraz poznawanie mieszkańców: ludzi, zwierząt i roślin. Robiliśmy to za pomocą różnych narzędzi i sposobów, czasem bardziej ciałem albo bardziej słuchem, na różnych poziomach aktywności.

 

 

Tanie i własne. Rozmowy o mieszkalnictwie Przedmieścia Świdnickiego, fot. A. Kalinowska 

 

 

 

To bardzo ważne, by nie spadać nagle z nieba jak ze spadochronem na mocy urzędniczych decyzji, tylko stopniowo wnikać w tkankę i się z nią łączyć. A miejski park – jako modelowa przestrzeń zespolenia natury i kultury – to chyba także miejsce najlepiej oddające ideową dwubiegunowość waszego programu. W tej ramie eksplorujecie napięcia społeczne, środowiskowe, polityczne czy historyczne. Zeszłoroczny cykl podsumowałyście bardzo starannie zaprojektowaną publikacją, składającą się z dwóch osobnych książeczek w zeszytowym formacie. Opracowana przez Iwonę i Grzegorza Czekańskiego część pt. Postęp. O innowacji w PRL” ma błękitne strony nasycone wiedzą, reprodukcjami i ciekawostkami historycznymi związanymi głównie z badaną przez duet Krajową Wystawą Wynalazczości i Postępu Technicznego z 1954 roku, która odbyła się realiach powojennego Wrocławia. Zaś opracowany przez Joannę zeszyt pt. Sezony. Ćwiczenia z powtarzalności zdarzeń” zawiera między innymi spacerownik po Lesie Rędzińskim i Wrocławskich Polach Irygacyjnych, czyli obszarze pełniącym dawniej rolę oczyszczalni ścieków, który niedługo stanie się pierwszym wrocławskim rezerwatem przyrody. W tej książeczce jest sporo powietrza” – miejsca na refleksje, notatki czy obserwacje. To doskonale odzwierciedla dualizm waszego programu oraz specyfikę obu jego części: podczas gdy Postęp” oferuje nam stymulujące bogactwo informacji, Sezony” zapraszają do doświadczania przestrzeni. We wstępie do obu zeszytów głos zabrała Katarzyna Roj, wyjaśniając dialektyczne założenia Postępu a Sezony”, który “rozpięty był pomiędzy tymi dwoma, tytułowymi hasłami wiodącymi. Podejmowaliśmy w nim oświeceniowy koncept rozwoju, który kształtuje nasze wyobrażenie przyszłości. Łączyliśmy go z wyobraźnią sezonową, odnoszącą się do kontinuum pór roku i zjawisk astronomicznych. Interesowało nas to, co tematy te dziś dla nas znaczą i jak na siebie wzajemnie oddziałują”. Czy po poprzedniej edycji coś się zmieniło w filozofii Waszego programu? Jakie tematy i działania podejmowałyście w tym roku?

I: Postęp” jest nadal opowiadaniem o tym, co tu i teraz, ale przez pryzmat przeszłości – o tym, jak na teraźniejszość wpływają przemiany społeczno-gospodarcze i industrializacja. Chodzi też o nasze przeżywanie tych przeobrażeń: czy jest nam z nimi dobrze, czy jednak jesteśmy już przytłoczeni. Zawsze rozumiałam ten postęp jako innowacje i dynamikę zmian, za którymi próbujemy nadążyć. Jednocześnie ważna jest też potrzeba relaksu, zwolnienia i odpoczynku oraz dostrzeżenia cyrkularności zarówno w przyrodzie, jak i ludzkim obiegu. W Parku Węgrzynowskiego istotne było dla mnie poznanie przestrzeni naszych aktywności. Została ona zagospodarowana w latach 60., po rozebraniu znajdujących się tam wówczas ruin szpitala i kaplicy. W tym miejscu powstały nieczynne już dzisiaj korty tenisowe oraz nowe zabudowania. Znalazłam nazwisko architektki budynku szatniowo-sanitarnego – to była Elżbieta Król-Bać. Zorganizowałyśmy więc spotkanie pt. Architektura w służbie regeneracji” z Anną Bać, jej córką i również architektką, profesorką Politechniki Wrocławskiej, oraz wnuczką Moniką Bać-Kapałą, by bezpośrednio od nich posłuchać o ówczesnej filozofii projektowania ich krewnej. Podobnie zadziałał spacer Od osiedla Siedem Włók do BWA Wrocław” z badaczem architektury i urbanistyki Rafałem Eysymonttem, w ramach którego poznawaliśmy ten teren pod względem historycznym. To było dla mnie ważne, by zrozumieć tę przestrzeń w jej obecnym kształcie i właśnie z tej perspektywy myśleć o rozwijaniu w przyszłości infrastruktury w parku. Z kolei do rozmowy o mieszkalnictwie zaprosiłam też osoby z różnych typów okolicznej zabudowy: panią z kamienicy, osobę mieszkająca w powojennym budownictwie przy ulicy Zdrowej, a także lokatora współczesnego obiektu. Dyskutowaliśmy o tym, jak te trzy przestrzenie przenikają się,  gdzie są odrębne, o doświadczeniach zamieszkiwania w nich i związanych z nimi odczuciach, a także o tym, co można byłoby tam poprawić lub wzmocnić.

 

 

Gazeta sąsiedzka jako lokalne medium społecznościowe - warsztaty z Oficyną Peryferie, fot. Monika Muszyńska

 

 

 

 

Czyli jest w tym segmencie programu także praca z wyobraźnią na temat przyszłości?

I: To bardziej w Sezonach” [śmiech].

J: Ważniejsze w Sezonach” było zobaczenie tego momentu, w którym jesteśmy i w którym przyszłość jest już widoczna. Bo wszystkie raporty o kryzysach klimatycznych opowiadają o tym, co dzieje  się już teraz, a nie w przyszłości. Nie mam więc potrzeby przywoływania wyobraźni postromantycznej, ale raczej zapraszanie do dostrzegania otaczającej nas rzeczywistości właśnie taką, jaka jest. Możliwość przyglądania się temu procesowi zmian i próby jego opisu są dla mnie źródłem nadziei i sprawczości w działaniach. Sezony” są więc o widzeniu i o tworzeniu. Dlatego zapraszam przyrodniczki, artystki i ornitologów, którzy dostrzegają ogrom tego kryzysu i zarazem widzą też dużo życia rozumianego jako dynamiczne, gęste bycie. Bardzo chciałam, żeby Małgorzata i Marian Piszczkowie opowiedzieli ten park przyrodniczo, bo mając rozległą wiedzę potrafią od razu rozeznać sytuację. Dzięki nim zrobiłyśmy badanie pryzmy kompostowej znajdującej się na terenie kortów i okazało się, że ona jest świetna – pięknie pachnie i jest znakomitym sposobem na zagospodarowywanie liści, które zostają tam zgrabione z całego parku. Piszczkowie pokazali nam, gdzie odsłaniają się korzenie drzew a ścieżki są zrobione za blisko, ale też że topole białe mają bardzo dobrze opracowany system korzeniowy, który jest przykryty zrębkami i przez to wnika tam woda. Razem z nimi zbadaliśmy proces odzyskiwania zapomnianego kortu tenisowego przez rośliny oraz konsekwencje oddziaływania mączki ceglanej. Zaprosiłam też warszawskiego ornitologa Stanisława Łubieńskiego, który związany jest Ogólnopolskim Towarzystwem Ochrony Ptaków. Znając jego praktykę wiedziałam, że nawet jak wejdzie na nieznany sobie teren, to zobaczy tam coś, czego sama bym nie zobaczyła. Był to bardzo odkrywczy i przyjemny spacer z publicznością, która dopowiadała różne ciekawe informacje na temat ruderalnej okolicy Dworca Świebodzkiego.

 

 

 

Ważniejsze w Sezonach” było zobaczenie tego momentu, w którym jesteśmy i w którym przyszłość jest już widoczna. Bo wszystkie raporty o kryzysach klimatycznych opowiadają o tym, co dzieje  się już teraz, a nie w przyszłości

 

 

 

M: Jest Postęp” Iwony, “Sezony” Asi i moje małe a” [śmiech]. W sensie programowym dołączyłam do dziewczyn w pełni w tym roku, więc znalazłam sobie miejsce pomiędzy ich zbudowanymi już narracjami. Staram się je łączyć i równoważyć, choć nieraz czuję się między nimi w rozkroku.

 

 

 

Błyskotliwie! Czyli Twój obszar to sfera lacanowskich obiektów pragnień? Rozumiem, że realizuje się to w przestrzeni działania dla ludzi i z ludźmi, w rozpoznawaniu ich potrzeb i marzeń.

M: Tak, szukam przede wszystkim dziecięcej perspektywy na wszystkie poruszane w programie publicznym kwestie. Proponuję więc działania rodzinne, bo zależy mi, by w równym stopniu zaangażowane było dziecko co i opiekująca się nim osoba dorosła. Na przykład na Dzień Dziecka przygotowałam mapę, ilustrowaną przez Klementynę Epę, z zadaniami o różnych stopniach trudności, tak aby rodzic i dziecko mogli wykonywać je razem. I żeby poznali miejsce oraz jego historię. Jednym z elementów było napisanie listu do nowej siedziby BWA Wrocław – listu, bo będzie nią dawna hala pocztowa – z perspektywy dziecka. Czasem wyrażały one radość z przyszłej obecności galerii, a czasem życzenia dotyczące tego, co dane dziecko chciałoby mieć w nowej siedzibie dla siebie, na przykład miejsce do zabaw. Po sensorycznym i wiedzowym rozpoznaniu terenów zielonych te listy odkrywały przed nami też inne ważne kwestie, jak choćby potrzeba łazienki, której w parku nie ma. Balansowałam w tym roku między zagadnieniami postępu i sezonowości tak, by z jednej strony zanurzyć się w obserwacjach dotyczących przyrody i przemian tego miejsca, a z drugiej opowiedzieć o tym miejscu w sposób przystępny i ciekawy, dać przestrzeń przede wszystkim osobom najmłodszym. Okazją do tego były między innymi rodzinne warsztaty dźwiękowe z Łukaszem Iwaniukiem i Martą Konieczną, będące nie tylko przyglądaniem się parkowym ptakom, ale też wspólnym snuciem refleksji nad tym, jak te zwierzęta musiały zmienić swoje zwyczaje w odpowiedzi na zanieczyszczenie hałasem. Także w dostępnej formule wybrzmiewały tu i Ważniejsze w Sezonach” było zobaczenie tego momentu, w którym jesteśmy i w którym przyszłość jest już widoczna. Bo wszystkie raporty o kryzysach klimatycznych opowiadają o tym, co dzieje  się już teraz, a nie w przyszłości. Nie mam więc potrzeby przywoływania wyobraźni postromantycznej, ale raczej zapraszanie do dostrzegania otaczającej nas rzeczywistości właśnie taką, jaka jest sezony”, i skutki postępu”. Zaś przy okazji rozmowy o mieszkalnictwie, o której wspominała Iwona, odbył się także sprzyjający integracji piknik sąsiedzki, bo przecież każdy ma ochotę pójść na piknik. Ale towarzyszyła mu także bardzo cenna rozmowa… W ogóle bezcenne były te wszystkie rozmowy “przy okazji”, bo nawet jak szłyśmy przygotować się na warsztaty czy powiesić plakat, to obserwowałyśmy życie tego parku i mimochodem dowiadywałyśmy się rozmaitych rzeczy.

 

 

Gra terenowa, fot. Agata_Kalinowska

 

 

 

Słyszę, że zarówno zaproszone osoby eksperckie jak i osoby uczestniczące, szczególnie dzieci, są waszymi przewodnikami i przewodniczkami po parku i po okolicach ul. Kolejowej. Gromadzicie dzięki nim wiedzę, zbieracje efemerycznie wyłaniające się informacje, nasłuchujecie i obserwujecie, ale też zmieniacie swoje perspektywy. Sądzę, że ten sposób poszerzacie pojemność instytucjonalnego myślenia o pracy z publicznością, obejmując cały ludzki i pozaludzki kontekst: architektoniczny, społeczny i przyrodniczy, a także ich historyczne i polityczne wymiary. I to wy – jako osoby pracujące w tej instytucji – całą tę wiedzę ucieleśniacie oraz przenosicie w kolejny cykl programu wydarzeń. Co było dla was samych odkryciem albo niespodziewanym ujęciem tych zagadnień, z którymi pracujecie?

M: Doświadczyłam tego właśnie podczas tych rodzinnych warsztatów z tworzenia audycji radiowej. Bo wymyśliłam warsztaty o audiosferze miejsca, na czym się kompletnie nie znam [śmiech]. Ale zaprosiłam osoby, o których wiedziałam, że będą merytorycznym i osobowościowym strzałem w dziesiątkę. Łukasz Iwaniuk to absolutny poeta w opowiadaniu o ptakach: ich życiu, sposobie bycia i charakterze. A Marta Konieczna zrobiła ćwiczenia z głębokiego słuchania – wskazywała nam czego i jak nasłuchiwać oraz jak nagrywać. Zaś Jan Chrzan to wszystko fantastycznie zmontował w audycję. Uczestniczące rodziny były zachwycone i ja też się dzięki temu bardzo wiele nauczylam o audiosferze tego miejsca. Dowiedziałam się, jakie ptaki są naszymi „sąsiadami” i jak te gatunki odnalazły się w przestrzeni, która jest dźwiękowo i urbanistycznie dla nich bardzo trudna.

J: W cyklu Sezony” wiedziałam kogo i dlaczego  zapraszam, ale pod koniec przeżyłam coś nieoczekiwanego. Trzeba było z open calla wybrać działanie artystyczne, które odbędzie się na terenie kortów, i to była dla mnie niewiadoma. Wybrałyśmy Natalię Drozd, która zaproponowała działanie choreograficzne, a ja sobie tego wówczas w ogóle nie wyobrażałam. Zupełnie nie zdawałam sobie sprawy, co my sobie tam weźmiemy [śmiech]. Te zniszczone korty tenisowe, na których działamy, są moim zdaniem spuścizną transformacji – naznaczone ideałem doskonałego ciała Jane Fondy i pragnienia luksusu, bo przecież tenis ziemny nie był wcale tanią rozrywką sportową, choć od mieszkanki z okolicy dowiedziałam się, że te korty były akurat jedną z najtańszych opcji [śmiech]. W choreograficznym wydaniu Natalii Drozd to miejsce stało się zupełnie inaczej skonfigurowane na ciało osoby w przestrzeni. Powstał wspaniały spektakl, w którym zagrało wiele nieoczekiwanych elementów, jak choćby audiosfera ulicy Tęczowej wraz ze znajdującą się tam myjnią samochodową czy te wszystkie rośliny ruderalne – robinie akacjowe, pokrzywy i inne – które zasiedlają tę małą przestrzeń po kortach. W autorskiej choreografii opartej na ciele Natalia dała temu wszystkiemu wybrzmieć i zrobiła to na tylu poziomach, że nawet bym sobie tego nie wyobraziła. Jej praca otworzyła przede mną myślenie o tym, że zapraszając do programów publicznych osoby można zobaczyć to, co one widzą i czego doświadczają, co wynika z ich praktyki patrzenia i słuchania. Podobnie było podczas warsztatów z Anną Nacher, która też nie znała tego miejsca, co w rezultacie zaowocowało studium przypadku i ćwiczeniem głębokiego słuchania.

 

Podczas gdy zamieszkujące lokalnie osoby narzekały, że przeszkadzają im żywopłoty, to te przyjezdne chwaliły je doceniając, że tworzą tam cenną zieleń. To pokazało mi dualizm patrzenia na ten sam obszar – obie strony miały swój odbiór wnoszący coś istotnego

 

 

I: Dla mnie odkrywczy był moment zderzenia się dwóch przeciwstawnych spojrzeń podczas robienia papierowej gazety sąsiedzkiej. Na te warsztaty zapisały się zarówno osoby mieszkające w najbliższej okolicy, jak i z innych osiedli, na przykład z Nowego Dworu. Najpierw przeszliśmy się wspólnie po najbliższym terenie, a ja trochę opowiadałam o historii, by nadać kontekst wspólnym działaniom. Później osoby uczestniczące dzieliły się swoimi wrażeniami: co poczuły i co zobaczyły. Podczas gdy zamieszkujące lokalnie osoby narzekały, że przeszkadzają im żywopłoty, to te przyjezdne chwaliły je doceniając, że tworzą tam cenną zieleń. To pokazało mi dualizm patrzenia na ten sam obszar – obie strony miały swój odbiór wnoszący coś istotnego. Możliwość posłuchania przy stole warsztatowym tych rozpoznań była dla mnie jako organizatorki bardzo cenna, bo wydawało mi się, że już znam ten teren. Wydawało, bo pojawiło się mnóstwo nowych opowieści. I właśnie na tej bazie powstała wspólnie stworzona gazeta, w której zawarte zostały też teksty i wywiady pozyskane w kontekście tych warsztatów. Zamieściliśmy w niej także teksty odnoszące się do całego programu: profesor Eysymontt opisał historię nazewnictwa ulic znajdujących się w okolicy parku, o co często podczas wydarzeń nas pytano, a Aleksandra Gierko opisała historię jednego drzewa – rosnącego w parku platana.

 

 

 

Ptasie radio, fot. Agata Kalinowska, Gazeta sąsiedzka jako lokalne medium społecznościowe - warsztaty z Oficyną Peryferie, fot. A.Kalinowska

 

 

 

Czyli stworzyłyście na terenie dawnych kortów fizyczną platformę społecznościową – miejsce spotkań osób z okolicy oraz publiczności BWA.

M: To była też duża weryfikacja naszych działań promocyjnych, bo okazało się, że musimy wrócić do działań analogowych: umieszczania informacji na słupie, rozwieszania plakatów przed każdym wydarzeniem przy sklepie spożywczym i przy budynku rady osiedla czy w windzie pobliskiego budynku mieszkalnego, do wrzucania ulotek do skrzynek na listy albo rozdawania ich na placu zabaw, do korzystania z poczty pantoflowej między sąsiadkami. To właśnie one dawały nam znać, co dla nich działa: zobaczyłam informację na słupie i powiedziałam Jadzi, żeby przyszła na następne wydarzenie”. Wyjście poza cyfrowe media społecznościowe było tu najlepszym rodzajem promocji.

 

 

Czyli cofacie wajchę postępu w komunikacji! Ale nie tylko tam, skoro jako pracownice instytucji nie tyle projektujecie wydarzenia, co raczej dajecie się prowadzić zaproszonym gościom i osobom uczestniczącym, włączacie perspektywę dziecięcą. Czy to było to od początku waszym założeniem programowym, czy też wyniknęło organicznie z obserwacji oraz wspólnych procesów? I czy program wystawienniczy galerii także czerpie z waszych rozpoznań?

M: Tak, to jest kierunek, który jako BWA Wrocław obieramy.

J: Ale to się wpisuje także we współczesną ideę poszerzania pojęcia sztuki i w myślenie o tym, że nie polega ona tylko na wystawianiu prac artystycznych, ale na wspólnej pracy z publicznością, jak choćby na performatywnym doświadczaniu działań choreograficznych czy dźwiękowych. Takie przeploty między naszym programem i wystawami były już w pierwszej edycji Postępu a Sezonów”, na przykład w ramach Wystawy limitowanej” Kasi Fudakowski o energii, świetle i ich kosztach, do której wraz Hubertem Kostkiewiczem zrobiliśmy w ramach Sezonów” słuchowisko o zanieczyszczeniu sztucznym oświetleniem. Tego typu przeplotów było kilka.

 

 

Widzimy już wyraźnie, że praca artystów i artystek to nie jest tylko zlecenie na wystawę, tylko dłuższy proces, do którego potrzebne są rezydencje, research, warsztaty – dłuższy okres współpracy w ramach pewnej struktury

 

 

I: Na przykład koncert Michała Zygmunt na barce, co świetnie pasowało do wystawy Anny Kędziory Riverbeds” o rzece i wodzie. Zresztą już kilka lat temu zrealizowaliśmy projekt Pętla”, który mówił o Kościuszkowskiej Dzielnicy Mieszkaniowej, gdzie znajduje się galeria w galerii SIC! – aspekt społeczny był w nim bardzo ważnym czynnikiem. Ale jeśli chodzi o przepływ wniosków z parku do galerii, to dopiero zobaczymy, bo to pierwszy rok naszego działania w nowym miejscu. Mamy już pierwsze wnioski i zakładam, że będziemy z nich czerpać, ale okaże się czy są słuszne i co z nich wyniknie w kolejnych latach.

J: Widzimy już wyraźnie, że praca artystów i artystek to nie jest tylko zlecenie na wystawę, tylko dłuższy proces, do którego potrzebne są rezydencje, research, warsztaty – dłuższy okres współpracy w ramach pewnej struktury. I choć ostatecznie powstaje praca na wystawę, to jednak ma inną trajektorię niż konwencjonalne dostarczenie dzieła. Dzięki takiemu procesualnemu podejściu również instytucja korzysta z obecności osób artystycznych i bardzo się rozwija.

 

 

Tanie i własne. Rozmowy o mieszkalnictwie Przedmieścia Świdnickiego, fot. A. Kalinowska

 

 

 

Opisujecie też ciekawe przecięcia między wymiarami artystycznymi i społeczno-edukacyjnymi rozmaitych przedsięwzięć – wygląda na to, że BWA Wrocław od kilku lat konsekwentnie poszerza swoje działania i wychodzi poza wystawiennictwo. Ale podkreślacie, że wasz program publiczny ma w instytucji autonomiczny charakter. Jakie wnioski płyną do Was po całym roku działań i co zapisało się w waszych ciałach od wiosny do jesieni? Jakie pojawiły się nowe otwartości, co chciałybyście eksplorować dalej?

I: Muszę przyznać, że początkowo działałyśmy w parku trochę po omacku – badając grunt i sprawdzając, co wzbudzi zainteresowanie i się sprawdzi, a co niekoniecznie zadziała. Przy okazji pikniku sąsiedzkiego zaprosiliśmy Michalinę Kostecką do zrobienia poczęstunku i to było świetne, bo wspólne jedzenie jest bardzo angażujące i otwierające na nieformalne rozmowy. Największą satysfakcję miałam jednak po dwóch intensywnych dniach wspomnianych już warsztatów gazetowych z Oficyną Peryferie. Otrzymałam wówczas solidną dawkę nowych informacji, doświadczeń i opowieści. Myślę o zrobieniu w przyszłym roku na ich bazie dwóch ścieżek, które będą opowieściami o tamtym miejscu z dwóch różnych perspektyw: mieszkańca i osoby przyjezdnej. Chciałabym uwidocznić te różnorodne punkty widzenia na tę samą przestrzeń. Myślę też o wspólnej kolacji przy stole, która z jednej strony będzie mówić o zmianach w projektowaniu kuchni jako serca domu, a z drugiej stworzy otwierającą przestrzeń do wspólnych rozmów i integracji. Pod wpływem tegorocznych doświadczeń przyszły rok planujemy inaczej niż dotychczas – wspólnie jako zespół, choć każda z nas ma swoje wnioski. Chcemy kontynuować różne wątki i pogłębić wchodzenie w ten obszar przy ul. Kolejowej. Będziemy zajmować się mieszkalnictwem, udomawianiem i adaptacją…

 

 

Mój wniosek jest taki, że do realizacji programu potrzebujemy bardzo niewielkich zasobów – pracowałyśmy tam niemal całkowicie unplugged: bez dostępu do prądu, częściowo bez wody. i choć miałyśmy wydzielony w parku teren, to tak naprawdę mając koc pod pachą możemy działać wszędzie

 

 

M: … czy też zagnieżdżaniem. O proponowanych przeze mnie aktywnościach myślałam przede wszystkim przez pryzmat pór roku, bo działania w przestrzeni muszą mieć adekwatną dynamikę – są uzależnione między innymi od temperatury czy opadów. Tegoroczny sezon wiosenno-letni był bardzo nieprzewidywalny. To było duże wyzwanie, ale wiemy już jak planować. Mój wniosek jest taki, że do realizacji programu potrzebujemy bardzo niewielkich zasobów – pracowałyśmy tam niemal całkowicie unplugged: bez dostępu do prądu, częściowo bez wody. i choć miałyśmy wydzielony w parku teren, to tak naprawdę mając koc pod pachą możemy działać wszędzie. Utwierdziłam się też, by robić wspólne działania dużego i małego człowieka – to jest moim zdaniem najlepsza droga, bo w ramach rodzinnych warsztatów dorośli mogli porzucić ograniczające ich przekonania, poczuć się swobodnie i doświadczać. I nagle widziałam absolutnie pochłoniętą malowaniem mamę, której dzieci robiły swoje prace obok. To było niesamowite obserwować, jak ona zupełnie sobie odpuszczała, zapomniała o wszystkim i brudziła się farbami. Przy bardziej angażujących warsztatach związanych z dźwiękiem świetne było to, że opiekunowie także mogli zatrzymać się w parku i aktywnie słuchać, a nie tylko kontrolować bezpieczeństwo dzieci. W przyszłym roku chcę skupić się właśnie na doświadczeniach i obserwacji zmysłowej.

J: Ja z kolei jestem bardzo zainspirowana choreografią Natalii Drozd i warsztatami Anny Nacher – widzę ciało w przestrzeni jako rodzaj polityczności. Chodzi o zgubienie wreszcie tego poczucia, że rzeczy dzieją się prywatnie lub publicznie. Bo otwarta przestrzeń może być potraktowana jako intymne miejsce właśnie po to, by znaleźć jakiś rodzaj wspólnoty, na przykład ruchu czy dźwięku. Bardzo mnie też zainspirowały też warsztaty Zuzanny Skurki z robienia cegieł jako nowego materiału. Z jednej strony ona i jej ekspercka wiedza otwierają wiele pod względem intelektualnym, ale ponieważ moje dziecko uczestniczyło w tych warsztatach z dużym zaangażowaniem, to zobaczyłam też, że jakość wielu zdarzeń testuje się tym czy dzieci mogą w nich uczestniczyć podmiotowo. I Skurce naprawdę się to powiodło, z autentycznym poczuciem, że nikt na tym niczego nie traci, a wszyscy coś zyskują. Czasem formaty nie muszą być nazwane i właśnie dzięki temu są otwarte.

 

 

 

_______________________

 



Iwona Kałuża – historyczka sztuki, badaczka powojennego dizajnu. Absolwentka historii sztuki Uniwersytetu Śląskiego oraz Uniwersytetu Wrocławskiego. Ukończyła studia podyplomowe „Akademia Dziedzictwa” w Krakowie. Autorka tekstów o wzornictwie przemysłowym, ze szczególnym uwzględnieniem roli plastyka w przemyśle. Uczestniczy w konferencjach naukowych i publikuje z zakresu ochrony dziedzictwa materialnego, jak i niematerialnego. Pracuje w BWA Wrocław Galeriach Sztuki Współczesnej, pełniąc rolę kierowniczki zespołu ds. edukacji i opieki nad widzem oraz kuratorki wystaw („Mózgi elektronowe. Elwro i jego plastycy”, „Kwiaty Polskie”, „Pętla”, „Dobry wieczór we Wrocławiu”, „Kowalscy muszą wypocząć. Wystawa o Pafawagu i czasie wolnym” i jej kolejna odsłona „Kowalscy potrzebują kultury”). Uczestniczy w projektach badawczych związanych z kulturą i sztuką na Dolnym Śląsku. W 2020 roku otrzymała wyróżnienie w międzynarodowym konkursie TDC w kategorii „Wystawy” za projekt „This Way! Navigation Tools in Visual Communication”.  



Joanna Synowiec jest kuratorką wystaw i programów publicznych, artystką i redaktorką. Pracuje w Dziale Edukacji w BWA Wrocław Galeriach Sztuki Współczesnej. Z Dominiką Łabądź rozwija pracownię-wydawnictwo „Dzikie przyjemności”, gdzie tworzą publikacje artystyczne i literackie. Współpracowała m.in z BWA Tarnów, MWW Wrocław, BWA Zielona Góra. Stypendystka MKiDN (2015, 2020) i Prezydenta Wrocławia (2022).



Magdalena Weber – artystka, graficzka, animatorka kultury. Od 2018 roku związana z BWA Wrocław Galeriami Sztuki Współczesnej, gdzie współtworzy dział edukacji. Od 2021 roku pełni tam również funkcję koordynatorki dostępności. Absolwentka Akademii Sztuk Pięknych im. Eugeniusza Gepperta we Wrocławiu, kierunków Mediacja Sztuki oraz Grafika. Swoją twórczość realizuje głównie w grafice artystycznej, w technice linorytu. Stypendystka Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w 2020 roku, Prezydenta Miasta Wrocławia w 2019. Od 2017 współtworzy projekt Printcard Wrocław międzynarodowy projekt wymiany prac graficznych. Brała udział w wielu międzynarodowych przeglądach grafiki artystycznej, m.in. International Print Biennale Yerevan, Armenia, XIV Międzynarodowe Biennale Grafiki Współczesnej „Iosif Iser”, Ploieşti, Rumunia, VII Międzynarodowe Biennale Grafiki, Szeklerland, Rumunia, V International Miniprint Biennial, Laguna Paiva, Argentyna.

 

 

_____________________

 

 

Zofia Reznik – feministka, badaczka i działaczka sztuki, sytuuje się na jej pograniczach z nauką i aktywizmem. Zajmuje się przede wszystkim herstoriami oraz badaniami artystycznymi, zbiera i archiwizuje relacje dolnośląskich artystek. Pisze, trzyma kręgi, kuratorkuje, porusza wiedzę w ramach Tercetu ¿CBA? oraz Kolektywu Kariatyda. W 2022 r. zaprezentowała wraz z Beatą Rojek i Sonią Sobiech wystawę „Wczorajsze sny tkają ruiny jutrzejszych świątyń”,  dedykowaną sieci wsparcia aborcyjnego w Polsce. Pracuje w ASP we Wrocławiu, a niedawno w Instytucie Historii Sztuki UWr złożyła pracę doktorską dotyczącą mikronarracji wrocławskich artystek z lat 70.



_____________________

 

Zdjęcie główne: Od osiedla Siedem Włók do BWA Wrocław  - spacer z Rafałem Eysymonttem, fot. A. Kalinowska

 

 

 

Patronite