Wystawa „Retrowersje. Nowe, całkiem stare szczecińskie Podzamcze” w Trafostacji Sztuki staje się punktem wyjścia do rozmowy o odbudowie miast, pamięci miejsca i emocjach wpisanych w architekturę. Stanisław Ruksza, Emilia Orzechowska i Mateusz Włodarek opowiadają Joannie Szczepanik o retrowersji nie jako zamkniętej doktrynie, lecz żywym procesie — metodzie negocjowania przeszłości z teraźniejszością. W rozmowie splatają się wątki Elbląga i Szczecina, archiwów i sztuki współczesnej, archeologii i doświadczenia mieszkańców, odsłaniając Podzamcze jako laboratorium miasta wciąż w budowie.

 

 

 

Kto był pomysłodawcą tej wystawy? To była inicjatywa odgórna, czy oddolna?

Stanisław Ruksza: W przypadku TRAFO trudno mówić o rzeczach odgórnych. Wystawa o pewnej metodzie, zainicjowana przez Mateusza i Zuzannę [Mielczarek] przy współpracy z Emilią w Elblągu, okazała się na tyle ważna do przemyślenia w kontekście Szczecina, że wpłynęła do TRAFO jako propozycja do przyszłej kooperacji. To był moment, kiedy próbowaliśmy przemyśleć sposoby konstruowania większych projektów artystycznych, w których staram się odchodzić od figury jednej osoby kuratorskiej, ku kolektywnym rozwiązaniom. Budowanie dużych zespołów ma sens, kiedy poruszamy się pomiędzy projektami artystycznymi a projektami badawczymi.

Po pierwsze, [Emilio i Mateuszu] przygotowywaliście projekt elbląski, czyli Narodowy Instytut Architektury i Urbanistyki [NIAiU] i Centrum Sztuki Galeria EL w Elblągu, w momencie, kiedy my byliśmy po trzech latach projektu nad „Kryjówkami” [Natalia Romik „Kryjówki. Architektura przetrwania”] robionego wspólnie z Zachętą. I podejście, które wy w trójkę mieliście wtedy w Elblągu, wpisało się w zmianę, która mam nadzieję, będzie coraz bardziej powszechna w instytucjach sztuki w Polsce.

 

 

Staramy się w TRAFO działać globalnie, wskazując lokalne problemy w perspektywie szerszej i rozmawiać o tym, co jest kwestią zmieniającej się współczesności czy przyszłości

 

 

Po drugie, znaleźliście metodę i temat istotny do przedyskutowania w Szczecinie, co zgrywało się z naszą linią programową. Staramy się w TRAFO działać globalnie, wskazując lokalne problemy w perspektywie szerszej i rozmawiać o tym, co jest kwestią zmieniającej się współczesności czy przyszłości. Odbudowa centrum niestety, nie jest przedmiotem większej debaty w mieście, przy całym „zwrocie tożsamościowym”, który się odbywa dzisiaj na tzw. ziemiach zachodnich.

Bardzo dziękuję wszystkim tym osobom, bo prawdopodobnie nie byłoby takiego sposobu myślenia o Podzamczu w Szczecinie bez Elbląga, bez tamtej wystawy. Cieszę się też, że są kontynuacje różnych projektów, że wystawa okazuje się nie tylko odfajkowaniem tematu, ale uruchomieniem nowego potencjału. 

 

Emilia Orzechowska: Wspomniana przez Stacha pierwsza edycja wystawy pod tytułem „Retrowersje. Sobie mieszkania, miastu Starówkę” dotyczyła powojennej odbudowy Elbląga i była konsekwencją zaproszenia mnie do współpracy kuratorskiej przez Zuzannę Mielczarek z NIAiU w Warszawie. Zuza pojawiła się w Elblągu w momencie, kiedy Centrum Sztuki Galerią EL zarządzała Adriana Rożnewska-Kotyńska, architektka, która zgodziła się z pomysłem, że retrowersja Elbląga może być niesamowitym tematem z unikatowym potencjałem i fascynującą historią do opowiedzenia na wystawie, na której materiały archiwalne, historyczne i archeologiczne będą przenikać się z pracami współczesnych artystek i artystów zaproszonych do reinterpretacji hasła „retrowersje”. Praca nad projektem rozpoczęła się zanim pojawiłam się w instytucji w październiku 2021 roku. Z radością kontynuowałam współpracę NIAiU i Zuzą, a później z Mateuszem Włodarkiem, dołączając wraz z Maciejem Olewniczakiem z EL do zespołu kuratorskiego, by ostatecznie w maju 2023 roku otworzyć wspólnie wystawę w Galerii EL w Elblągu.

Dobrym duchem procesu prawie dwuletniej pracy nad projektem była Katarzyna Wiśniewska, ówczesna dyrektorka Departamentu Architektury i Urbanistyki w Urzędzie Miasta w Elblągu, a obecnie Wiceprezydentka Miasta, której wiedza i kompetencje, ale też pozytywna energia i dogłębna znajomość miasta, pomogły nam w precyzyjnym, wielowątkowym i różnorodnym spojrzeniu na Elbląg i jego odbudowę. Wystawa zajęła nie tylko całą przestrzeń Galerii EL, która mieści się w XIII-wiecznym zdesakralizowanym kościele, ale też wypełniła luki we wspomnieniach mieszkanek i mieszkańców miasta, wywołując w ich pamięci ogrom osobistych, subiektywnych i wzruszających historii, którymi chętnie dzielili się z nami w trakcie trwania wystawy, tworząc społeczne, ulotne archiwum retrowersyjnych mikroopowieści.

Przeszłość, do której sięgamy, dotyka naszej teraźniejszość, bo retrowersja dzieje się nadal i w Elblągu, i w Szczecinie. Jest przestrzenią żywą, nieustająco kształtującą się, która poddaje się różnym krytykom, opiniom i ocenom. To jest właśnie potencjał i siła zarówno wystawy szczecińskiej, jak i elbląskiej: są to konstrukty wystawiennicze, które uruchamiają żywą, wieloaspektową dyskusję wśród publiczności. Dotykają bowiem tego, co dzieje się „tu i teraz” – obszarów, na które nadal mamy realny wpływ, które stanowią element naszej codzienności i tożsamości, a zarazem są perspektywą oraz widokiem za „naszym oknem”.

 

 

Widok wystawy Retrowersje. Nowe, całkiem stare szczecińskie Podzamcze", TRAFO Centrum Sztuki Współczesnej w Szczecinie, fot. Szymon Sokołowski / Archiwum Narodowego Instytutu Architektury i Urbanistyki.

 

 


Mam wrażenie, że dochodzimy powoli do punktu startowego inicjatywy, czyli do Instytutu.

Mateusz Włodarek:
To rozpocznę od tego, czym zajmuje się Narodowy Instytut Architektury i Urbanistyki, bo właśnie w instytucie narodziła się idea, aby zapoczątkować cykl wystaw o retrowersji. NIAiU to instytucja kultury, która działa już od ośmiu lat. Naszą działalność można podzielić na dwa główne obszary. Z jednej strony opowiadamy o architekturze w kontekście lokalnych procesów i wyzwań współczesności, z drugiej podejmujemy duże, przekrojowe tematy, takie jak twórczość Macieja i Stanisławy Nowickich, wielkich ikon architektury.

Dołączyłem do zespołu NIAiU w 2022 roku i dowiedziałem się, że Ada Kotyńska i Ewa Rombalska [Pełnomocnik Dyrektora NIAiU], wpadły na genialny pomysł, żeby zająć się tematem retrowersji. Uznały, że jest to ciekawe, nieopracowane jeszcze wystawienniczo i badawczo zjawisko, i że warto o tym mówić, ponieważ często ta architektura kojarzona jest niestety z estetyką kiczu i tandety… Wtedy nad projektem pracowała już Zuzanna Mielczarek, ja do niej dołączyłem. Wykonaliśmy ogrom kwerend i researchu, żeby zrozumieć dlaczego na Starym Mieście w Elblągu powstały kamienice, które odtwarzają średniowieczny układ miasta oraz naśladują i przetwarzają utracone widoki miasta. To było dla nas punktem wyjścia. Chcieliśmy też pokazać, że retrowersja to kolejny ze sposobów na odbudowę zniszczonych w czasie wojny zespołów staromiejskich, zupełnie różny od tego, które znamy z Warszawy czy Gdańska.

Na tle tych przykładów Elbląg wyróżnia się przyjęciem metody opartej na twórczej interpretacji historycznych form, zamiast ich wiernej rekonstrukcji. To nowy sposób poszukiwania tożsamości, odradzania się miasta w duchu zaangażowanych mieszkańców i mieszkanek, a nie w duchu odgórnego planowania.

Sam pomysł na wystawę to też trochę nasza metoda pracy w Instytucie. Często staramy się sięgać po dzieła artystów, które pomagają przełożyć zjawiska z obszaru architektury na bardziej dostępny język oraz zestawiać je z archiwalnymi dokumentami, otwierając dzięki temu przestrzeń do debaty, negocjacji znaczeń i krytycznego namysłu. Galeria EL była pomysłem na współpracę: opowiedzenie historii odbudowy przez pokazanie archiwaliów tworzących trzon wystawy i uzupełnienie ich pracami artystów, którzy te wątki reinterpretują, pokazują ich zakorzenienie, opowiadają o nich w nowym języku. Tak samo jak retrowersja jest przetworzeniem dawnych i utraconych wzorów, widoków, idei na nowy język.

 

 

Nastrój to XIX-wieczna kategoria, która trafiła do sztuki, kiedy zastępowano sztywne ramy ikonograficzne. O architekturze można by powiedzieć podobnie, bo ciekawa jest kategoria emocji. Uzasadnia użycie, przez nas i wcześniej w Elblągu, sztuki współczesnej jako metody

 

 

Odmieniacie „retrowersję” przez wszystkie przypadki. Jak ją definiujecie? Tytuł wystawy odwołuje się do konkretnej doktryny konserwatorskiej, która występuje w liczbie pojedynczej. U was natomiast występuje w liczbie mnogiej.

MW: To nie doktryna, lecz metoda. W Elblągu pierwotnie zakładano modernistyczną zabudowę Starego Miasta, podobną do tego, co aktualnie mamy na przykład w Malborku. Na początku lat 80. Maria Lubocka-Hoffmann [Wojewódzka Konserwator Zabytków w Elblągu w latach 1975-2002], postanowiła zrewidować plan modernistycznej odbudowy i poszukać nowego sposobu na odtworzenie staromiejskiego wizerunku oraz klimatu miasta. W efekcie powstała metoda odbudowy nazywana retrowersją (w liczbie pojedynczej): zasada ochrony historycznego planu urbanistycznego i zachowania układu ulic w oparciu o relikty dawnych murów oraz utrzymanie skali zabudowy, jaka była przed 1945 rokiem. Lubocka-Hoffmann dążyła do odtworzenia dawnej panoramy miasta. Jednocześnie projektowane kamienice otrzymywały współczesne formy architektoniczne, a podejmowane działania zmierzały do przywrócenia Staremu Miastu funkcji centrum. Retrowersja nie polega na wiernej rekonstrukcji ani na prostym naśladowaniu historycznych budynków, lecz na twórczym odwołaniu się do ducha miejsca, staromiejskiej atmosfery i lokalnej tożsamości. Lubocka-Hoffmann uważa, z czym się zgadzam, że retrowersję trzeba poczuć. To poszukiwanie genius loci miejsca.

 

 

Zuzanna Skurka, Badania materialności Podzamcza", 2025, fot. Szymon Sokołowski / Archiwum Narodowego Instytutu Architektury i Urbanistyki.

 

 


Skojarzyło mi się to z kontrowersyjną definicją restauracji budynku autorstwa XIX-wiecznego reformatora konserwacji, Eugène’a Emmanuela Viollet-le-Duca, który uważał, że jest to „przywrócenie do pełnego stanu, który mógł nigdy nie istnieć”.

SR: Zajmujemy się retrowersją, aby rozpropagować kolejny, mało uświadomiony społecznie, model odbudowy miast zniszczonych w wyniku działań wojennych. Ta wystawa pokazuje jeden spośród wielu możliwych sposobów przywracania tkance miejskiej obszarów, które uległy zniszczeniu w czasie wojny, wpisując się w światowe debaty na ten temat. Kilkaset kilometrów stąd jest Drezno, prawdopodobnie w tym momencie najdroższy przykład odbudowy miasta na świecie, gdzie rekonstrukcje realizowane w czasach DDR-owskich ponownie zburzono, żeby teraz odbudować miasto „właściwie”. Ale przecież nigdy nie jest to to samo miasto.

 

 

Zdjęcie górne: projekty kamienic dla kwartałów XIV i XVII, Podzamcze w Szczecinie, 1995, Archiwum STUDIO A4, zdjęcie dolne: widok na ul. Sienną, Podzamcze w Szczecinie, 1998, Archiwum STUDIO A4.

 

 

 

Drugi element, na który wskazał Mateusz, popularyzatorski, wydaje mi się interesujący. Nastrój to XIX-wieczna kategoria, która trafiła do sztuki, kiedy zastępowano sztywne ramy ikonograficzne. O architekturze można by powiedzieć podobnie, bo ciekawa jest kategoria emocji. Uzasadnia użycie, przez nas i wcześniej w Elblągu, sztuki współczesnej jako metody. Jest bardzo adekwatna dzisiaj, kiedy emocjami zaczynamy pisać dzieje świata w różnych dyscyplinach. Podobnie, gdy próbujemy opowiedzieć coś, co jest in statu ascendi, powstaje cały czas, a jest czymś, wobec czego ludzie mają emocje. Tak jak New Art History wprowadziła różne metody czytania historii sztuki pod kątem ekonomicznym, marksowskim, feministycznym, genderowym, psychoanalitycznym, tak architekturę i sztuki wizualne możemy odczuwać pod kątem emocji.

 

MW: Używamy tu pojęcia retrowersje w liczbie mnogiej. Często odbudowy, które działy się poza Elblągiem, jak tutaj w Szczecinie, czy na przykład w Głogowie, nie są dokładnie tym samym, co wydarzyło się w Elblągu, ale wchodzą z nią w dialog. Pracując w Szczecinie wielokrotnie słyszałem, że to nie retrowersja, a restrukturalizacja, metoda opracowana przez profesora Zbigniewa Paszkowskiego, współautora projektu wyróżnionego w ramach konkursu na koncepcję zabudowy Podzamcza, ogłoszonego przez Urząd Miasta w Szczecinie oraz Towarzystwo Urbanistów Polskich w 1982 roku. Projekt ten stał się później podstawą dla opracowania koncepcji zagospodarowania tego obszaru. Sama restrukturalizacja, to według autora metoda, której celem jest zachowanie lub przywrócenie ciągłości historycznej struktury przestrzennej miasta, a której podstawą są badania historyczno-urbanistyczne oraz typologiczne. Z kolei Tatiana Balcerzak ze studia A4, które miało nadzór nad odbudową Podzamcza, aby opisać ten proces sięga po pojęcie rewaloryzacji. Na wystawie używamy słowa „retrowersja” w odniesieniu do nowej metody odbudowy starych miast, której początek przypadł na lat 80. i 90. Liczba mnoga pokazuje wielość procesów związanych z pracą w lokalnych kontekstach, które składają się na to zjawisko.

 

 

 

Czy jeszcze któreś z miast będzie poddane wystawienniczemu procesowi retrowersji?

MW: Zobaczymy, póki co jesteśmy w Szczecinie.

 

 

Każda wypowiedź artystów, artystek zaproszonych do wystawy również jest „retrowersją” – w znaczeniu „procesu”, osobistą wypowiedzią wizualną, która niesie ze sobą ładunek emocjonalny oraz osobistą interpretację wielowątkowej historii i palimpsestowej architektury każdego z tych miast

 

 

EO: Każda wypowiedź artystów, artystek zaproszonych do wystawy również jest „retrowersją” – w znaczeniu „procesu”, osobistą wypowiedzią wizualną, która niesie ze sobą ładunek emocjonalny oraz osobistą interpretację wielowątkowej historii i palimpsestowej architektury każdego z tych miast.

Mówimy o odbudowie i zagęszczaniu, o wypełnianiu nową materią tkanki miejskiej, ale możemy też myśleć o retrowersji w kategorii pustki i braku. W myśleniu o procesie twórczym i tym, jakie ostatecznie prace artystek i artystów znalazły się na obu wystawach, możemy dostrzec różne strategie: można wyjść od dziury w ziemi z odkopanymi fundamentami i „wymyśleniu” tego, co ma się nad tą powierzchnią pojawić, ale można też rozpocząć swoją pracę od pustki i „białych plam” w projektach i konceptach architektonicznych, które nigdy nie zostały dokończone albo pozostały tylko w fazie idei.

 

 

Małgorzata Markiewicz, Trzecia skóra", 2025, instalacja, fot. Szymon Sokołowski / Archiwum Narodowego Instytutu Architektury i Urbanistyki.

 

 

 

To, co powiedziałaś Emilio o wypowiedziach - retrowersjach, zgadza się z moją intuicją. Oglądając na wystawie prace artystyczne odniosłam wrażenie, że przedstawiają historie równolegle, dopełniając opowieść o Podzamczu. Te narracje są jak coś wypartego, ukrytego, albo jak wchodzenie w szczeliny konkretnej perspektywy, na przykład dotyczącej materii, albo kobiecej. Tych ujęć jest wiele.

MW: Jeśli próbujemy zrozumieć, czym jest retrowersja, to zachęcam do przyjrzenia się pracy Gizeli Mickiewicz. Według mnie świetnie wyjaśnia to pojęcie. Po pierwsze, używa szkła, które jest widmową powierzchnią: kruche, przezroczyste, dające nowe perspektywy. Po drugie, ta praca jest odlewem – portretem istniejącego miejsca, które Gizela przekształca w nową formę. Podobnie jak retrowersja, która sięga po konkretne miejsce, jego ślad, i go przetwarza.

 

EO: Każda z tych prac daje inną perspektywę i pokazuje „te retrowersje”, dlatego liczba mnoga. Kiedy rozmawiamy o przestrzeni, to praca kolektywu CentrumCentrum (Małgorzata Mazur i Łukasz Jastrubczak) – słuchowisko pararadiowe rozpisane nagłosy trzech Narratorów: Piasku, Wody i Siatki Budowlanej, które cały czas „stwarza się na nowo”, „odgrywa się” na wystawie, negocjuje z publicznością swoją ostateczną formę. To zapis próby bycia w rozmowie, ale także często nieudanej komunikacji. Ta praca jest również o tym, że prowadząc dialog (na przykład społeczny), bywa, że artykułujemy nasze stanowisko niekoniecznie słuchając zdania innych. A dobrym rozmówcą nie jest ten, który dużo mówi, lecz ten, kto potrafi słuchać.

Podobnie jest z pracą Małgorzaty Markiewicz „Trzecia skóra”, w której rozwija ideę relacji między ciałem, ubraniem i architekturą, trzema warstwami naszego zamieszkania. Pierwsza to pamięć dotyku, cienka błona między światem a nami. Ubranie jest drugą, intymną przestrzenią ochrony i ekspresji. Architektura natomiast staje się „trzecią skórą”, materialnym przedłużeniem ciała w świecie. Projekt nawiązuje do myśli Juhaniego Pallasmy, według którego architektury doświadcza się wszystkimi zmysłami. Markiewicz łączy tę filozofię z historią Szczecina jako miasta o kupieckiej, miejscami zmaskunilizowanej narracji. W rysunkach i obiektach tekstylnych przywraca pamięć kobiecej, często niewidocznej i nieopłacanej pracy, która współtworzy codzienność. Poprzez szydełkowanie i tkanie buduje sensualne formy, w których czas, dotyk i praca rąk stają się nośnikami herstorii.

 

MW: Myślę też o pracy Zuzanny Skurki, która przesuwa tę rozmowę w zupełnie inne miejsce, bo zamiast historii, dotyka samej materii Podzamcza. Autorka pyta z czego Podzamcze mogłoby być zbudowane, gdyby odtwarzano nie tylko jego formę, ale też surowce. Zestawienie historycznych materiałów: kamienia, drewna, gliny, cegły, piasku, z tym co tworzy dzisiejszą tkankę, ujawnia pęknięcie - współczesne budynki starzeją się inaczej, zamiast nabierać patyny, łuszczą się, pękają i rozłażą.

W prototypach opartych na tradycyjnych surowcach połączonych z lokalnymi odpadami, muszlami, żelatyną rybną, rzęsą z Odry, pojawia się alternatywna wizja Podzamcza zbudowana z tego, co już tu było i co wciąż krąży w obiegu. Makiety fasad pokazują, że retrowersja może działać jak materialna spekulacja: nie tyle przywraca przeszłość, ile przesuwa ją w stronę możliwej przyszłości, co jest również istotne w kontekście współczesnych debat na temat architektury.

 

EO: Pracą, która została przywieziona z Elbląga do Szczecina, a która również odnosi się do materii „pozyskanych” miast, jest obiekt  „W pył” Dominiki Skutnik. Nawiązuje do trudnego etapu historii elbląskiego Starego Miasta, którego zdecydowano się nie odbudowywać po bombardowaniach w 1945 roku, jednak ruin nie pozostawiono samym sobie. Zabytkowe cegły skruszono, zmielono i użyto przy odbudowie między innymi Gdańska i Warszawy. Zabranie ich z miejsca, do którego przynależały to ogromna, bolesna strata, dlatego artystka dokonuje symbolicznego gestu powrotu miejskiej tkanki i zabytkowe cegły z Gdańska zamienia w pył, traktując jak pigment, materię malarską, którą nanosi na „obraz”.

 

 

Gizela Mickiewicz, Miejsce z widokiem na czas", 2025, rzeźba, fot. Szymon Sokołowski / Archiwum Narodowego Instytutu Architektury i Urbanistyki.

 

 

 

Mam wrażenie, że historia odbudowy Podzamcza na wystawie koncentruje się na latach 80. i 90. TRAFO - galeria sztuki jeszcze wtedy nie istniała. Inna sytuacja jest w przypadku Galerii EL, od powojnia wrośniętej w restaurowaną tkankę elbląskiego Starego Miasta. Pomagała wam okoliczność, że jako zespół kuratorski byliście trochę z zewnątrz, mam tutaj na myśli głównie Instytut Architektury? Na wystawie jest dużo archiwaliów, dokumentacji projektowej. Jak wam się pozyskiwało materiały? Czy mieliście wrażenie, że czekano, aż ktoś po nie przyjdzie i powie: „zróbmy w Szczecinie wystawę na taki temat”?

SR: My jako TRAFO, ani ja, nie widzimy się jako osoby z zewnątrz. Byłoby nadużyciem używanie TRAFO jako zewnętrznej instytucji, która miałaby stać w opozycji do wcześniejszych tożsamości szczecińskich. TRAFO jest przecież podmiotem ze Szczecina, krytycznym, wolnomyślicielskim i jak najbardziej z wewnątrz, bo takie też bywa to miasto. Nie ma jednego wyrazu. Zresztą świadomie cały czas jesteśmy w procesie przekształcania tożsamości postinstytucji.

Ale hipotetyzując jakie by to były gotowe punkty odniesienia? Miasto, które jest polskie 80 lat, w stanie tożsamości zawieszonej. W którym nie wiadomo, czy uwzględniać długie losy historii miasta, czy nie. Samo istnienie TRAFO jest elementem, który jest przykładem rozwoju i dojrzałości miasta, powołującego kolejne samodzielne podmioty miastotwórcze. Wytworzyło ono kilkanaście różnych instytucji artystycznych, naukowych, uniwersytetów, nie wydaje mi się, żeby to była pozycja „z zewnątrz”. Ja tutaj mieszkam ponad 8 lat, więc nie wiem ile lat trzeba, żeby stać się Szczecinianinem.

 

 

I mam nadzieję, że Szczecin nie jest horyzontem poznawczym dla Szczecina, a granice postrzegania są przekraczane. Obawiam się zresztą utkwienia w przesadnej lokalności i związanego z nim samozadowolenia. To zawsze rozleniwiające intelektualnie

 

 

TRAFO i kilka innych instytucji Szczecina to przykład rozwojowy - krytycznego i świadomego podchodzenia do swojego otoczenia i rzeczywistości. Dla mnie, bez względu na to, w którym mieście mieszkałem, ambicją było i jest, żeby to miasto nie było horyzontem poznawczym dla tego siebie. I mam nadzieję, że Szczecin nie jest horyzontem poznawczym dla Szczecina, a granice postrzegania są przekraczane. Obawiam się zresztą utkwienia w przesadnej lokalności i związanego z nim samozadowolenia. To zawsze rozleniwiające intelektualnie.

 

MW: Część badawcza była po stronie Instytutu, co oznaczało długotrwały, intensywny etap kwerendy poprzedzający samą wystawę. Przez blisko rok regularnie pracowałem w Szczecinie, zanurzając się w lokalnych archiwach, zbiorach i pamięci osób biorących udział w odbudowie. Ten czas zaowocował wieloma znajomościami, rozmowami i nieoczywistymi spotkaniami, które stopniowo nadawały kierunek dalszym poszukiwaniom, ale także samej narracji wystawy. Jestem z wykształcenia socjologiem i kulturoznawcą i traktuję spotkanie jako narzędzie badawcze samo w sobie. Dlatego praca z archiwami nie była dla mnie wyłącznie analizą dokumentów, lecz procesem żywym, dialogicznym, opartym na uważności i przyjemności bycia w kontakcie z ludźmi, miejscem i jego historią.

Nieocenionym wsparciem w tym projekcie była doktor Grażyna Nawrolska, archeolożka, z którą współpracowaliśmy nad wystawą w Elblągu. Znała w Szczecinie osoby zaangażowane w odbudowę, między innymi Tatianę Balcerzak. Był profesor Zbigniew Paszkowski, profesor Piotr Fiuk, doktor Małgorzata Gwiazdowska, Ewa Stanecka i instytucja Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. Później dotarłem do Wydziału Archeologii PAN w Szczecinie i wielu innych osób. Materiałów był ogrom. Spotykałem się z wielką otwartością i serdecznością. Każdy trzymał kciuki, ale początkowo było też dużo zaskoczenie, że zajmujemy się Podzamczem, które ciągle się buduje, jest w procesie. Jeszcze chyba nie minął czas, żeby poczuć, że to założenie jest wyjątkowe w swojej formie.

 

 

W Szczecinie mamy więc plejadę realizacji pokazujących kanon architektury lat 90. w Polsce. Mało kto o tym wie

 

 

 

Dla mnie ciekawym elementem jest tak zwany „kwartał mistrzów”, zaprojektowany pod koniec lat 90. przez osoby uznane wówczas w świecie polskiej architektury – można śmiało powiedzieć , że przez polskich starchitektów. W kwartale tym możemy zobaczyć projekty [Stefana] Kurłowicza, [Konrada] Kuczy-Kuczyńskiego, [Szczepana] Bauma, [Ryszarda] Semki oraz [Marka] Budzyńskiego, który w tym czasie kończył realizację BUW [Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego], a jednocześnie rozpoczynał projekt kamienicy na Podzamczu. W Szczecinie mamy więc plejadę realizacji pokazujących kanon architektury lat 90. w Polsce. Mało kto o tym wie.

Ciekawe jest zestawienie tego co wydarzyło się w ramach retrowersji w Elblągu, z tym, co wydarzyło się w Szczecinie. Elbląg był inspiracją dla Podzamcza, dla wykonania odbudowy na bazie zachowanych reliktów, albo traktując je jako bazę budowania w górę lub przynajmniej ramę do stawiania nowego obiektu. Elbląg udało się odbudować na planie średniowiecznym - Szczecin nie, ponieważ po wojnie miasto zostało pocięte przez trasy komunikacyjne, przez budowę osiedla. Albo: w Elblągu kamienice projektowało dwóch architektów, Szczepan Baum i Ryszard Semka. Z kolei w Szczecinie każda kamienica była projektowana przez innego architekta, to miały być swoiste wizytówki wówczas młodych architektów. Co jeszcze istotne, w Elblągu zachowały się także całe, uratowane kamienice późnogotyckie i renesansowe, one stanowiły wzorzec. Z kolei na Podzamczu mierzono się z pustką, wszystko tworzono na podstawie archiwalnych widoków.

 

 

Występ orkiestry wojskowej, Rynek Sienny, Podzamcze w Szczecinie, 1998, Archiwum STUDIO A4.

 

 

Jaką rolę na tej wystawie odgrywa archeologia?

MW: Archeologia daje nam główny punkt odniesienia, ponieważ mówimy o Podzamczu jako o najstarszej i jednocześnie najnowszej dzielnicy Szczecina. Na wystawie prezentujemy profil przekopu przy Rynku Warzywnym z nawarstwieniami sięgającymi VIII wieku. Ukazujemy dzięki temu ciągłość osadniczą Podzamcza, pokazując, jak ta część miasta się zmieniała, czym była i jaką pełniła funkcję w strukturze regionu. Archeologia pozwala zrozumieć jak wyglądało dawne osadnictwo Podzamcza, przy odbudowie sięgano także do wcześniejszych faz rozwojowych, a nie tylko do XIX-wiecznych widoków zniszczonego w czasie wojny miasta.

Dzięki badaniom archeologicznym możemy poznać utracony krajobraz miasta, ale także dowiedzieć się o tym kto je zamieszkiwał. Na wystawie prezentujemy efekty wykopalisk: m.in. kształtki ceglane, kafle z przedstawieniem jelenia lub konia (trudne dziś do jednoznacznej identyfikacji), a także, co dla mnie szczególnie ważne, antropomorficzną figurkę z początku VIII wieku, świadczącą o bardzo wczesnym zasiedleniu tego obszaru. My zaś dodajemy jedynie kolejną warstwę do tej długiej historii. Podobnie jak w przekroju archeologicznym, również współczesna architektura staje się nową warstwą w cyklu życia miasta, która jednak wyrasta z poszanowaniem dla historii tego miejsca.

 

EO: Skoro rozmawiamy o archeologii, nie sposób nie wspomnieć o realizacji Krzyśka Maniaka, która jest filmowym zapisem działania roboczo nazwanego „Spacer po fundamentach”. Praca powstała w 2023 roku podczas pobytu artysty w Elblągu, który przez kilka dni eksplorował na placu budowy fundamenty kilkusetletnich zabudowań. Odszukiwał i łączył ślady nieistniejących murów, na których miały zostać zrealizowane nowe wielokondygnacyjne budynki. Przemierzając wynikające z fundamentów trasy, artysta intuicyjnie i empirycznie chciał dotknąć tego, co byłe, a tego, co niedługo przeminie, zniwelowane spychaczami i zagęszczone gruzem pod nową inwestycję, która do dziś jeszcze nie powstała, co jest niezaprzeczalnym dowodem na to, że retrowersja to proces, który dzieje się „tu i teraz” .

Jest jeszcze „Witacz dla miasta przyszłego i przeszłego” Maćka Cholewy, rzeźba przypominająca  elbląskie formy przestrzenne - ślady trzech edycji Biennale Form Przestrzennych, o których można powiedzieć, że stały się niezależnymi obserwatorami odbudowy Starówki. W podobny sposób funkcjonuje praca Cholewy - jest drogowskazem sygnalizującym przeciwległe kierunki, odnoszącym się do spoglądania jednocześnie za siebie i w przód. W ten sposób nawiązuje do idei retrowersji - zakorzenienia w przeszłości, uwalniającego potencjał tworzenia nowych narracji.

 

 

Zdjęcie górne: Widok wystawy Retrowersje. Nowe, całkiem stare szczecińskie Podzamcze", TRAFO Centrum Sztuki Współczesnej w Szczecinie, fot. Szymon Sokołowski / Archiwum Narodowego Instytutu Architektury i Urbanistyki, Zdjęcie dolne: Krzysztof Maniak, Bez tytułu (Spacery wzdłuż fundamentów), 2023, film, fot. Szymon Sokołowski / Archiwum Narodowego Instytutu Architektury i Urbanistyki.

 

 

 

Skoro wyjaśniliście koncepcję wystawienniczą „Retrowersji”, nie zapytam Was czy można by było tę ekspozycję zrobić w Muzeum Historycznym i pominąć sztukę, pokazując tylko architekturę.

MW, SR: Można by było.

 

 

 

Zaintrygowała mnie natomiast jej koncepcja formalna, bo kiedy weszłam do sali, miałam wrażenie, że przeniosłam się do minionej epoki wystawienniczej z klasycznymi gablotami w kolorze około-seledynowym. Powiedzcie, jak ta wystawa została zbudowana, jaki był zamysł formalny zestawienia architektury ze sztuką?

EO: Mówiąc o retrowersji, nie sposób pominąć materialności w kontekście (od)budowania vs tworzenia sztuki, która też ma swoją bardzo konkretną materialność, a jej różnorodność można dostrzec w realizacjach osób artystycznych na naszej wystawie.

Gabloty ekspozycyjne, o których wspominasz, to pomysł Zuzy Golińskiej i Trina Alta, które powstały w nawiązaniu do stołów kreślarskich, czyli jednego z najbardziej podstawowych, ale też archaicznych, narzędzi architekta - powierzchni użytkowej służącej do szkicowania, projektowania i rozrysowywania konceptów, które w przyszłości mają materializować się w czasie i rzeczywistej przestrzeni. To bardzo inteligentny i bystry sposób na wprowadzenie do architektury wystawy konkretnego mebla, który staje się również metaforą procesu twórczej, kreatywnej pracy, kiedy z „płaskiego rysunku” na stole, powstaje wertykalna architektura, która tworzy horyzontalny (po)widok miasta.

Myśląc o wystawie „Retrowersje. Nowe, całkiem stare szczecińskie Podzamcze” w TRAFO i znając historię tego budynku i jego funkcji, aspekt „in situ” wydaje się być również bardzo na miejscu. Jest tam dużo powietrza, przewiewu, a nawet „przeciągu” – wspominam o tym w nawiązaniu do pustki, o której wcześniej mówiłam, a także wertykalności, która ma swoją materialność na wystawie w postaci jednego z elementów instalacji CentrumCentrum, jaką jest tkanina budowlana – wielka płachta zwisająca z antresoli, która przypomina pionowy przekrój przestrzeni, miękki odpowiednik rusztowania, znak budowania w górę bardziej niż budowli samej w sobie.

 

MW: Dołożę jeszcze jedno do projektu wystawy Zuzy Golińskiej i Trina Alta. W tej przestrzeni jest też blacha falista. Nie jest tylko materiałem budowlanym pełniącym funkcję imitacji placu budowy, lecz pokazuje symboliczne wygrodzenie Podzamcza z przestrzeni miasta, odcięcie od wody trasą nadodrzańską, a potem trasą zamkową od kolejnej części miasta. I co jest dla mnie ważne, blacha odbija spojrzenia do wewnątrz. Skupiamy się na tym, co dzieje się na Podzamczu, i wystawa też skupia się wyłącznie na Podzamczu. Traktujemy je jako laboratorium.

Powiedziałaś, Joanno, że ta zieleń jest dziwna, że wygląda jak z poprzedniej epoki. Odpowiem: to płyta wilgocioodporna. Została użyta, bo wiemy, że Podzamcze jest podmokłym terenem, na którym budynki często stawiano z obawą, że mogą się zapadać. Jeden z niezrealizowanych projektów z lat 60., zakładał budowę 11-kondygnacyjnych wieżowców mieszkalnych. Obawiano się, że mogłyby się zapadać, bo teren jest miękki, stąd kolor płyty.

Układ stołów nie jest też przypadkowy. Jak spojrzymy z góry, to widzimy place, rynki, ulice - przetworzenie układu urbanistycznego Podzamcza. Buduje on przestrzenny rytm, porządkuje ruch widza i kadruje widoki na poszczególne prace. W ten sposób Zuza i Trin tworzyli przestrzeń wystawy, która nie jest biernym tłem prezentowanych obiektów, lecz celowo zestawia ze sobą poszczególne elementy, aby podkreślić fragmentaryczność odbudowy. 

 

 

Centrum Centrum (Małgorzata Mazur i Łukasz Jastrubczak), NARRATOR 3: Siatka budowlana", 2025, instalacja, fot. Szymon Sokołowski / Archiwum Narodowego Instytutu Architektury i Urbanistyki.

 

 

 

Sprytny zabieg kuratorski, żeby tej pracy, zatytułowanej „Przestrzeń (plac budowy)”, nadać numer zero: instalacja, ale jednocześnie przestrzeń wystawiennicza, czyli rama.

SR: To ukazuje stan roboczy, który odbywa się tuż obok, ale też na wystawie. Ja bym powiedział, że punkt zero to etap psychoterapeutyczny. Nie chcę komentować każdej z prac osobno, choć kiedy spojrzymy na świecącą „Lampę z duszą” Dominiki Olszowy, „Komnatkę” Wiktorii Walendzik, instalację CentrumCentrum, prace elbląskie Macieja Cholewy czy Krzyśka Maniaka, który coś przytula, tam wszędzie są emocje. Coś co nas drapie.

Tak się złożyło, że dzień czy dwa przed otwarciem wystawy, zaczęły krążyć w internetowym obiegu szczecińskim bóle fantomowe w postaci przerobionych w AI wizualizacji starego miasta w Szczecinie. Tego, jak mogłoby wyglądać, gdyby nie zniszczenia alianckie. Oczywiście, prawdopodobnie nie byłoby wtedy polskie, ale mamy tu tęsknotę za wyobrażoną historią, która mogłaby być lepsza. Szczecin jest dużym, zasadniczo wcale nie tak poburzonym, miastem. Skupiamy się na centrum, a całe Śródmieście wygląda jak XIX-wieczny robotniczy Prenzlauer Berg. Mamy Pogodno, które uważam, obok Gdańska Oliwy, gdzie mieszka Emilia, za jedną z najładniejszych dzielnic w Polsce. Ale mamy nieprzepracowaną historię szczecińską, marzenia o mieszczańskiej starówce. Wierzymy, że architektura, która byłaby takim cukierkowym candy boxem, uleczyłaby tkankę społeczną. Ale miasto to nie tylko tkanka architektoniczna w sensie fizycznym, ale też psychiczna, w której organizujemy społeczność. I nie wiem, czy sama architektura by to zrobiła, skoro nie jest taka, jak na życzeniowych zdjęciach wygenerowanych przez AI: miasta zielonego, miasta cyklistów, miasta wege.

Ciekawa jest koincydencja, że wystawa na tle tego, co pojawiło się wygenerowane przez AI, brzmi trochę jak moment zwrotny w procesie psychoterapii, dlaczego coś nie działa. Wydaje mi się, że odpowiedzią na niepokoje, które są w tle, jest to drapanie emocjonalne w pracach; poczucie niepewności, czasem niewiary, jak w pracy CentrumCentrum, choć z dużą dawką humoru. I na pewno nie jest to gotowa odpowiedź. W pierwszej wypowiedzi powiedziałem, że nie ma debaty na ten temat. A może ona jednak jest, tylko czy jest odważna, gotowa na spotkanie z nami - mieszkańcami jako współtwórcami miasta? Czy odpowiedzią jest tkwienie w iluzji, że kiedyś było lepiej? Bo to też jest uświęcanie historii w wersji lukrowanej.

 

 

Dominika Olszowy, Lampa z duszą", 2025, instalacja, fot. Szymon Sokołowski / Archiwum Narodowego Instytutu Architektury i Urbanistyki.

 

 

 

Nie chciałabym wchodzić na temat postrzegania samego Podzamcza, bo rozmawiamy o wystawie, ale jawią mi się tutaj dwa wątki. Pierwszy to postmodernizm: czy on się tam broni? Czy w ogóle postmodernizm się broni? Z całym moim sercem dla brutalnie zburzonego. wrocławskiego Solpolu.

Drugi wątek ma związek ze słowami prezydenta Szczecina Bartłomieja Sochańskiego wypowiedzianymi podczas spaceru po odbudowanym Starym Mieście, które słyszymy w filmie TVP 3 z 1998 roku, że będzie to serce miasta, gdzie spotykają się ludzie sztuki, ludzie pracy i zwykli mieszkańcy, żeby nacieszyć się przestrzenią. Dlaczego tak nie jest?

SR:Wiesz, jesteśmy w procesie, mam nadzieję, więc nie odpowiem na to pytanie. Ta wystawa to raczej delikatnie rozdrapuje.

Natomiast co do postmodernizmu, on jest jeszcze nieopracowany w Polsce, za mało zbadany w Szczecinie, chociaż jest tu kilka budynków postmodernistycznych. Zwłaszcza przy Placu Zwycięstwa i Kopernika znajdziemy budynki z wieżyczkami, adaptujące różne historyzujące motywy. To wskazuje na ciekawy szczeciński kontekst: postmodernizm był wyrazem ambicji transformacyjnych lat 90.

Nie umiem jednoznacznie odnieść się do szczecińskiego postmodernizmu, ale interesujące byłoby go zbadać dzisiejszymi narzędziami, językiem architektury też w kontekście zmian społecznych, Szczecina jako miasta biznesu, miasta granicznego, miasta „młodych wilków”, miasta ambicji finansowych. Inna rzecz, jak się to potoczyło. To pytania do historyków architektury uwzględniających społeczno-kulturowe zmiany.

 

 

 

      Dziś wiemy, że Podzamcze znów będzie się zmieniało - odejdzie część trasy nadodrzańskiej, kamienice będą odbudowywane dalej. To proces, w którym być może to nie Podzamcze odzyskuje dawne kształty, lecz my odzyskujemy zdolność, by spojrzeć na miasto na nowo

 

 

 

MW: Ale też pamiętajmy o tym, że odbudowę Podzamcza zainicjowało Zrzeszenie Kupców i Zrzeszenie Rzemieślników na początku lat 80., więc jeszcze przed reformą ustrojową, W 1988 roku powstała Spółdzielnia Mieszkaniowa, która zleciła opracowanie koncepcji zagospodarowania Podzamcza pod zabudowę usługowo-mieszkaniową. Otrzymała grunt od miasta, powstały pierwsze dwa kwartały, ale później spółdzielnia miała problemy z zarządzaniem i upadła w 2002 roku. Mamy więc historię, w której ta architektura powstaje w okresie transformacji, ale zderzają się tu dwa porządki. Ten przedtransformacyjny – oparty na wizji kupców i rzemieślników zrzeszonych w stowarzyszeniach, oraz późniejszy, wolnorynkowy. Z tego powstaje Podzamcze. Dlatego nie jest jak Solpol i nie będzie jak Solpol. To nie ten case.

Ten moment powstawania restauracji, pubów i antykwariatów można odczytać jako próbę odtworzenia ducha miejskiego życia, przywrócenia wyobrażenia o mieście jako przestrzeni spotkania. Na wystawie dobrze problematyzuje to praca Dominiki Olszowy „Lampa z duszą”. Artystka sięga po lampę uliczną, symbol miejskiej infrastruktury, i umieszcza ją w remontowym „kostiumie”. Beton, kurz i tymczasowość budowy zestawione są tu z miękkim, rozproszonym światłem, które przywołuje pamięć dawnej miejskości. To światło nie tyle odbudowuje utracony klimat, ile ujawnia, że miasto wciąż pozostaje w procesie, a jego duch nie został jeszcze osadzony. „Lampa z duszą” działa jak znak negocjowania kolejnych warstw: pamięci, architektury i współczesnych ambicji.

Dziś wiemy, że Podzamcze znów będzie się zmieniało - odejdzie część trasy nadodrzańskiej, kamienice będą odbudowywane dalej. To proces, w którym być może to nie Podzamcze odzyskuje dawne kształty, lecz my odzyskujemy zdolność, by spojrzeć na miasto na nowo. Retrowersja staje się ćwiczeniem pamięci, odbija przeszłość, a jednocześnie ukazuje teraźniejszość wraz z jej tęsknotami i oczekiwaniami.

 

 

To jest wystawa o procesie. Dobra puenta dla naszej rozmowy.

 

 

„Retrowersje. Nowe, całkiem stare szczecińskie Podzamcze”

TRAFO Trafostacja Sztuki w Szczecinie

30 paź 2025 - 08 lut 2026

Osoby artystyczne: Maciej Cholewa, Centrum Centrum (Małgorzata Mazur i Łukasz Jastrubczak), Krzysztof Maniak, Małgorzata Markiewicz, Gizela Mickiewicz, Dominika Olszowy, Dominika Skutnik, Zuzanna Skurka, Wiktoria Walendzik

Przestrzeń/architektura: Zuza Golińska we współpracy z Trinem Altem

Zespół kuratorski: Mateusz Włodarek, Stanisław Ruksza, Emilia Orzechowska

Współpraca koncepcyjna: Zuzanna Mielczarek

 

 

____________________

 

 

Stanisław Ruksza (ur. 1979) – kurator wielu wystaw w kraju i za granicą, historyk sztuki, autor tekstów, wykładowca. Dyrektor TRAFO Trafostacji Sztuki w Szczecinie od 2017. W latach 2008-2017 dyrektor programowy CSW Kronika w Bytomiu. Studiował historię sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz Contemporary China Studies na Uniwersytecie Jagiellońskim. Od 2021 roku Przewodniczący Rady Uczelni Akademii Sztuki w Szczecinie. Jego badania koncentrują się na relacji sztuki ze zmianami społecznymi i politycznymi na świecie, na zagadnieniach seksualności i śmierci, współczesnym ikonoklazmie, różnicach kulturowych między Wschodem i Zachodem oraz na zjawiskach granicznych w sztuce współczesnej. Wykłada na Akademii Sztuki w Szczecinie oraz gościnnie Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie.

 

Emilia Orzechowska – kuratorka, producentka, animatorka kultury, artystka. Dyrektorka Centrum Sztuki Galeria EL w Elblągu. Absolwentka filmoznawstwa na Uniwerytecie Jagiellońskim w Krakowie i krytyki artystycznej na gdańskiej ASP. Założycielka Stowarzyszenia A KuKu Sztuka, w którym do 2017 roku realizowała autorskie projekty artystyczne: Parkowanie (2007-2016), Festiwal ARTLOOP (2011-2017). Pracowała w Teatrze Miniatura w Gdańsku jako producentka teatralna oraz jako kierowniczka działu produkcji wystaw i kuratorka w TRAFO w Szczecinie. Od 2019 m.in. z Elą Jabłońską współtworzy Fundację W788, która prowadzi programy rezydencyjne w Kozielcu i m.in. z Honoratą Martin Stowarzyszenie ARBUZ, łącząc działania kulturalne i pomocowe dla osób migranckich. Od 2022 z Piotrem Pawlakiem prowadzi Fundację LEKKOŚĆ. Laureatka odznaki MKiDN - "Zasłużona dla Kultury Polskiej", Nagrody Specjalnej Marszałka Woj. Pomorskiego za inicjatywę “Sztuka bez granic”, Nagrody Kulturalnej Miasta Gdańska "Splendor Gedanensis" i najważniejszego odznaczenia Miasta Gdańska - Medalu Św. Wojciecha. Członkini Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków Sztuki AICA i Stowarzyszenia Obywatelskiego Forum Sztuki Współczesnej. Od 2024r. członkinini Rady Programowej Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku

 

Mateusz Włodarek – doktor nauk socjologicznych, kulturoznawca, badacz architektury, autor tekstów, kurator. Jego zainteresowania koncentrują się wokół pojęcia sprawczości oraz nowego materializmu, które stanowią punkt wyjścia do refleksji nad relacjami i przestrzenią. Pracuje w Narodowym Instytucie Architektury i Urbanistyki, gdzie realizuje projekty wystawiennicze. Wcześniej związany z Zachętą – Narodową Galerią Sztuki, gdzie zajmował się dokumentowaniem najnowszych zjawisk w sztuce. 

 

 

____________________

 

 

Joanna Szczepanik – doktor nauk humanistycznych w dyscyplinie kulturoznawstwo, adiunkt na Wydziale Architektury Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego w Szczecinie. Badawczo zainteresowana różnymi formami sztuki i kultury zaangażowanej społecznie i politycznie oraz dydaktyką akademicką. Jako krytyczka sztuki przez wiele lat związana między innymi z „Magazynem Sztuki”, i „Obiegiem”. Autorka publikacji „Geografia artystyczna Neue Slowenische Kunst. Wieloaspektowość i kolektywizm”. Stypendystka Narodowego Centrum Nauki, Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Rządu Meksyku dla Współpracowników Środków Przekazu oraz Funduszu Wyszehradzkiego. Członkini Polskiego Towarzystwa Estetycznego i badaczka w programie Horyzont Europa „CAPHE - Communities and Artistic Participation in Hybrid Enviornments”

 

 

____________________

 

 

Zdjęcie główne: Wiktoria Walendzik, Komnatka", 2025, rzeźba, fot. Szymon Sokołowski / Archiwum Narodowego Instytutu Architektury i Urbanistyki 

 

 

Patronite