Zaczynali bez budżetu, organizując pokazy z kaset VHS i wystawy w opuszczonych przestrzeniach. Dziś Fotofestiwal świętuje 25-lecie, ale jego twórcy nadal najchętniej mówią nie o sukcesie, lecz o wspólnocie, współpracy i energii, która pozwala co roku na nowo wymyślać festiwal. O tym, jak działa ta wielogłowa hydra, z Martą Szymańską, Krzysztofem Candrowiczem i Frankiem Ammerem rozmawia Joanna Glinkowska.

 

 

 

Joanna Glinkowska: Nigdy nie robiłam rozmowy z trzema osobami.

Franek Ammer: Możesz o nas myśleć, jak o jednej [śmiech].

 

Marta Szymańska: Myśmy już wiele razy robili taką rozmowę! I udaje się.

 

Krzysztof Candrowicz: Jesteśmy hydrą, która ma dzisiaj trzy głowy [śmiech]. Chociaż czasami mamy różne wersje wydarzeń.

 

 

 

      Przez siedem dni puszczaliśmy filmy z VHS-u, które sami nagrywaliśmy z telewizji bez żadnych licencji. Budżet festiwalu przez pierwsze trzy lata wynosił zero. Co miesiąc sami składaliśmy się na to, żeby festiwal mógł istnieć

 

 

 

No dobrze, spróbujmy! Na początek będzie pytanie historyczne, więc kieruję je głównie do Krisa.

KC: Ja się boję tych pytań.

 

 

Może nawet jest się czego bać, bo mam wrażenie, że powstała już legenda miejska początków Fotofestiwalu: o studentach socjologii, braku kasy, starych budynkach. Ale ustalmy fakty. Skąd wynikła potrzeba takiego działania? Dlaczego fotografia? Dlaczego festiwal fotografii? I jak ta pierwsza edycja wyglądała? Jak ją pamiętasz? A może wy też, Marto, Franku, ją pamiętacie?

FA: My byliśmy podstawówce wtedy [śmiech].

 

MSZ: Nieprawda. Ja byłam już po studiach wówczas. I byłam na pierwszej edycji.

 

KC: A to nowość!

 

MSZ: To było Kino Cytryna i pamiętam tę energię, pamiętam, że byłam absolutnie zachwycona, że w Łodzi dzieją się takie rzeczy. Pamiętam też ognisko, projekcje filmowe. Ale to, co najbardziej zapamiętałam to atmosfera. Było niesamowicie przyjacielsko, wspólnotowo i trochę punkowo. Wtedy poczułam, że w Łodzi, mieście, które bywa trudne, można zrobić coś naprawdę niezwykłego. To moje wspomnienie jako widza, ale może Kris powiedz, jaka jest twoja perspektywa organizatora.

 

KC: Jeszcze chciałem zapytać, czy Franek z perspektywy szkoły podstawowej pamiętasz coś? [śmiech]

 

MSZ: Może ustalmy, że Kris ma już 25 lat z festiwalem. Ja mam 22. A Franek masz ile?

 

FA: Ja 11 lat pracy chyba. Ale na sam festiwal pewnie zacząłem chodzić około 2007 roku.

 

 

Wnętrze starej fabryki a w niej wystawa fotograficzna

 

Fotofestiwal 2003

 

   

 

Ja też próbowałam sobie to odtworzyć, kiedy pierwszy raz byłam na Fotofestiwalu i też mi wyszło jakiś 2007, 2008 rok. Pamiętam Cytrynę i pamiętam ŁDK i pamiętam jakąś starą, zniszczoną fabrykę...

MSZ: To pewnie była Manufaktura, dzisiejszy Hotel Andels. Mógł to być 2006 rok. Zrobiliśmy tam wystawę jak jeszcze była tam ruina, zaraz potem zaczął się remont .

 

KC: No dobra, to były wasze wspomnienia dziecięce [śmiech]. A ja już jako świadomy student socjologii chciałem wyjść poza świat akademicki i razem z Tomkiem Ferencem, który moim wykładowcą, postanowiliśmy zrobić pierwszy festiwal skoncentrowany na medium fotografii. Chociaż nie nazywaliśmy tego w ogóle jeszcze fotografią, interesowaliśmy się socjologią wizualną i antropologią wizualną. I zaprosiliśmy naszych mentorów, profesora Robakowskiego, Przyborka i Kluszczyńskiego. A ze względu na to, że nie było sponsorów to właśnie w punkowy sposób zrobiliśmy to w Kinie Cytryna, które udostępniło nam miejsce. Przez siedem dni puszczaliśmy filmy z VHS-u, które sami nagrywaliśmy z telewizji bez żadnych licencji. Budżet festiwalu przez pierwsze trzy lata wynosił zero. Co miesiąc sami składaliśmy się na to, żeby festiwal mógł istnieć. Więc to był totalny crowdfunding i totalny DIY. Wszystko robiliśmy sami. Malowaliśmy sami ekran, na których były pokazy slajdów...

 

MSZ: Wycinaliście sami zdjęcia z albumów.

 

 

 

       On popatrzył na nas, studentów i powiedział: „Słuchajcie, kochane dzieci, możecie sobie wyciąć te zdjęcia z mojego albumu”. Więc wycięliśmy, oprawiliśmy jej i mieliśmy wystawę

 

 

 

KC: Tak powstała na przykład wystawa Ryszarda Kapuścińskiego. Pojechaliśmy do niego, zapytaliśmy się, czy możemy mu zrobić wystawę. On popatrzył na nas, studentów i powiedział: „Słuchajcie, kochane dzieci, możecie sobie wyciąć te zdjęcia z mojego albumu”. Więc wycięliśmy, oprawiliśmy jej i mieliśmy wystawę Ryszarda Kapuścińskiego. Tym sposobem realizowaliśmy wystawy ze zerowym budżetem.

 

 

 

A mieliście jakieś wzorce? Jak sama idea festiwalu pojawiła się w waszych głowach? Bo współcześnie to powszechny, może nawet zbyt powszechny, format. Jesteśmy w fazie krytyki festiwalizacji, przejmowania tego formatu przez podmioty komercyjne, urzędy. Ale wtedy, 25 lat temu, ten rodzaj prezentacji sztuki był czymś nietypowym.

KC: Dopiero w 2004 roku pojechaliśmy z Martą Nissanem Micrą do Arles na pierwszy festiwal zagraniczny. Wtedy w ogóle dowiedzieliśmy się, że istnieją festiwale fotografii, bo wcześniej nie mieliśmy żadnego wzoru. To, że już na drugim festiwalu powstały duże międzynarodowe wystawy w fabrykach, w dzisiejszej manufakturze, to były idee, które same pojawiły się w naszych głowach.

 

MSZ: Rzeczywiście teraz tych festiwali jest ogromna ilość, wtedy był tylko festiwal fotografii w Arles we Francji czy najbliższy nam festiwal Miesiąc Fotografii w Bratysławie. W Polsce były raczej konferencje dla środowiska zajmującego się fotografią, wydarzenia bardziej naukowe, branżowe. A Fotofestiwal, jak rozumiemy go teraz i jak tworzymy go teraz, to jest wydarzenie powszechne.

 

KC: Ale w tym samym 2001 roku, pół roku później, powstał Miesiąc Fotografii w Krakowie.

 

stara narożna kamienica przysłonięta zniszczoną płachtą

 

elewacja sklepu pomalowana na niebiesko, w środku kolorowe towary

 

Zdjęcie górne: Fred Huening,  dolne: Kirill Golovchenko, Łódź 2014, z projektu Przy okazji", Galerii Czynnej

 

 

 

Tworzycie festiwal jako kolektyw. Teraz rozmawiam z waszą trójką, ale kolektyw jest większy. I tu mam kilka pytań. Najpierw takie proste: ile osób jest w kolektywie?

KC: Proste? To jest ruchomy obiekt i on jest bardzo elastyczny. 

 

MSZ: Ja zwykle podaję liczbę siedem. Natomiast rzeczywiście ponieważ festiwal jest dosyć płynnym wydarzeniem, w różnych momentach wymaga pracy różnej ilości ludzi, to ten kolektyw poszerza się i zwęża w zależności od momentu roku. Zaczęliśmy w 2017 roku w grupie między siedem, a dziesięć osób, które oczywiście się zmieniały, co było wynikiem naszych sytuacji życiowych, wyborów zawodowych, różnych relacji pomiędzy nami, jak to w grupie ludzi. Ja nie wiem, chyba nie potrafimy odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie. Takich osób, które podejmują grube decyzje strategiczne jest cztery, pięć, prawda? Natomiast w trakcie festiwalu kolejne osoby dochodzą i one też biorą udział w procesie tworzenia festiwalu. Jesteśmy żywym organizmem, który się zmienia i rozrasta.

 

KC: A w skrócie kolektyw działa cały rok, a zespół zaczyna pracę produkcyjną na pół roku przed festiwalem i jest dużo większy, to jest około 20 osób.

 

FA: Idea kolektywu wyszła stąd, że każde z nas robi różne rzeczy i na różnych poziomach możemy się angażować. Są takie momenty, kiedy ktoś w danym roku mniej działa przy festiwalu, a ktoś inny więcej. Ta struktura sprawia, że jedna osoba nie musi dźwigać wszystkiego na swoich barkach. Dzięki temu możemy być bardziej elastyczni i dostosowywać pracę nad festiwalem do naszego życia i aktualnych możliwości. Ja zaczynałem jak Krzysiek był jeszcze dyrektorem festiwalu i ta zmiana i tworzenie struktury kolektywnej dokonywała się stopniowo. Przez te 11 lat dochodziły do nas różne osoby, które coraz bardziej i bardziej angażowały się w samą organizację festiwalu i podejmowanie decyzji. Cała struktura jest niesformalizowana. Oczywiście mamy formalnie fundację, jest zarząd fundacji, natomiast ten kolektyw jest czymś trochę jakby szerszym.

 

MSZ: Ale nawet fundacja, o której Franek wspomniał w swojej strukturze administracyjnej też jest kolektywna. Nie mamy prezesa, mamy czterosobowy zarząd fundacji.

 

 

 

 

       Jeśli chodzi o temat festiwalu, dobór artystów i artystek, to wypracowujemy w między 4 a 5 osób w konsensusie. I przyznaję, że jest to trudny proces. Dużo łatwiej każdemu z nas byłoby usiąść i po prostu wymyślić wystawę

 

 

 

Dla mnie to brzmi pięknie, ale utopijnie. Może opowiecie na jakimś przykładzie, jak wygląda proces podejmowania decyzji? W płaskich strukturach, kiedy kilka osób jest na podobnym stanowisku, ważne są metody sprawnego podejmowania decyzji. Powiedzmy, że przychodzi taki moment, że musicie zadecydować, co będzie tematem przyszłej edycji. Czy robicie to konsensualnie, czy na zmianę?

FA: Jest dużo dyskusji. Stawanie się tym kolektywem, to był cały proces. W pierwszym momencie mieliśmy facilitatora, tworzyliśmy sobie jakąś strukturę, no i oczywiście okazało się, że ta struktura nie działa tak, jakbyśmy chcieli. Więc ten pierwszy rok bycia kolektywem był dosyć trudny. Odpowiedzialność się rozmywała, nie do końca wiedzieliśmy, jak działa. Ale przez te kilka ładnych lat, od kiedy zdecydowaliśmy się na taki sposób pracy, wypracowaliśmy sobie różne ścieżki i podzieliliśmy się częściowo odpowiedzialnością, wypracowaliśmy sobie podgrupy. Na przykład ustalając program, pracujemy w mniejszej grupie i to jest kolektyw kuratorski, którego skład też się zmienia. 

   

MSZ: Jeśli chodzi o temat festiwalu, dobór artystów i artystek, to wypracowujemy w między 4 a 5 osób w konsensusie. I przyznaję, że jest to trudny proces. Dużo łatwiej każdemu z nas byłoby usiąść i po prostu wymyślić wystawę. Każdy z nas ma do tego kompetencje. Ale plusem takiego procesu jest różnorodność. Przez to, że jest nas więcej, nie wpadamy pułapkę mówienia ciągle w ten sam sposób o tym samym. Są też obszary, którymi się dzielimy. Franek jest specjalistą od książek i to on podejmuje decyzje w tym zakresie. Ja więcej pracuję z działaniami edukacyjnymi i w tym obszarze mam możliwość podejmowania w miarę niezależnych decyzji.

 

KC: Ja akurat cenię sobie to, że mamy różne podejście do sztuk wizualnych, do fotografii i każdy ma inne zainteresowania, co powoduje, że dłużej rozmawiamy, i czasami jest to trudny proces, ale efektem jest ta różnorodność. Franek jest bardziej osadzony w sztuce eksperymentalnej, konceptualnej, audiowizualnej, Marta zacięcie do fotografii archiwalnej i historycznej, a ja mam bardziej społeczno-polityczne podejście. To powoduje, że program jest bogatszy niż jakby miał za niego odpowiadać jeden kurator. Czyli ta hydra kilkugłowa działa.

 

wnętrze przestronnej, zabytkowej sali muzealnej wypełnionej gablotami oraz licznymi szkieletami zwierząt i ludzi, w której centrum stoi anatomiczny model człowieka pozbawionego skóry.

 

Richard Barnes, Animal Logic"

 

 

 

Jak jesteśmy już przy wyborach, to jestem bardzo ciekawa, jakim kluczem dobieracie temat przewodni każdej edycji. Ten temat jest zawsze odpowiedzią na to, co się współcześnie dzieje, co jest współcześnie ważne albo często dyskutowane. Jak wy to namierzacie?

MSZ:  Przede wszystkim bardzo dużo oglądamy, spotykamy się z fotografami i fotografkami, jeździmy po świecie i uczestniczymy w wydarzeniach, wystawach, festiwalach, przeglądach portfolio, każde z nas także jest jurorem w różnych konkursach czy w open callach, więc my mamy  aktualną wiedzę na temat tego, co się dzieje we współczesnej fotografii i co interesuje artystów, artystki, kuratorów, kuratorki i widzów przede wszystkim. I to jest nasza baza do tego, żeby podejmować decyzje. A festiwal jest zaangażowany społecznie i zaangażowany we współczesną rzeczywistość i jest świadoma decyzja. Odnosimy się do tego, co się dzieje na świecie, a coroczny festiwal jest w porównaniu do innych narzędzi, którymi się posługują kuratorzy, takimi jak wystawy muzealne, nad którymi praca trwa czasami latami czy książki jest bardziej elastyczny i dynamiczny. Możemy bardzo szybko reagować.

 

 

 

       „My, zwierzęta” to temat, który Krzysiek w sercu nosił od lat, a my mu się opieraliśmy przez długi czas

 

 

 

No i w tym roku to, co zdiagnozowaliście jako najbardziej aktualne jest dosyć ciekawą sprawą, bo nie jest to fenomen bezpośrednio społeczno-polityczny...

MSZ: „My, zwierzęta” to temat, który Krzysiek w sercu nosił od lat, a my mu się opieraliśmy przez długi czas. W wskoczyliśmy w ten temat teraz, w momencie, w którym stał się widocznie popularny w fotografii.

 

KC: Ja odpowiem nawiązaniu do tego wcześniejszego pytania. Festiwal opiera się na całorocznym researchu na dany temat i jest jego zwieńczeniem. Obecnie w sztuce wizualnej czy w ogóle w przestrzeni kulturowej wypływa wiele ważnych tematów, na przykład tematy związane z wojnami i konfilktami, które również my wielokrotnie podejmowaliśmy. Natomiast jako festiwal chcemy również pokazać pewne rzeczy z dystansu, wskazywać na pewien szerszy obraz. Tym szerszym obrazem jest teraz kryzys klimatyczny, kryzys bioróżnorodności i, co za tym idzie, kryzys naszych relacji z innymi zwierzętami. Jesteśmy w sytuacji, w której prawie 95% żyjących kręgowców to zwierzęta hodowlane. Tylko 5% zwierząt żyje w naturze. Chcieliśmy stworzyć pewien krytyczny kontekst, wystawę krytyczną, która pokazuje nasze relacje ze zwierzętami nieludzkimi, ale też przypomina o naszej własnej zwierzęcości. Franek, chcesz coś dodać?

 

FA: Może kilka słów technicznie, o sposobie pracy. Zaczynaliśmy od tego, że mieliśmy jakąś koncepcję i do niej dopasowywaliśmy artystów. A od kilku lat pracujemy inaczej, odwrotnie. Tworzymy sobie białą tablicę, na którą wrzucamy wszystko, co nas interesuje, co zobaczyliśmy ciekawego, co nas porusza. I patrzymy, co możemy z tego zbudować. I w jaki sposób te projekty zaczynają się łączyć. Natomiast ten temat zwierzęcy nie jest w tym roku hasłem całego festiwalu. Spina tylko Program Główny. Ale program całego festiwalu rozrasta się o różne wątki, nowe albo takie, które kontynuujemy przez lata. Jest taką ośmiornicą, która ma jedną głowę, ale dużo macek.

 

Mężczyzna na bosaka leży na sympatycznej świni, która je z miski

 

Feng Li, Pig"

 

 

 

Ja tu sobie nawet wypisałam różne macki, bo w tym roku widać sporą różnorodność formatów. Będą na przykład warsztaty stworzenia talizmanów, rozmowa o dezinformacji w mediach, nocne oprowadzanie po wystawie, pokazy filmów w basenie, no i performans Hani Rani i Johna Akomfrah. Które wydarzenie jest waszym ulubionym? Na co czekacie najbardziej w tym roku?

KC: Franek, chcesz zacząć od talizmanów?

 

FA: To jest ciekawa rzecz, bo tym roku rozpoczęliśmy współpracę z galerią z Tajpej, Middle Art Space. I to jest współpraca, którą planujemy jeszcze na kolejne lata, a w tym roku postanowiliśmy zrobić już wspólnie coś mniejszego, i z tego narodził się cały program dotyczący Tajwanu i sztuki tajwańskiej. Wystawa „Kino Utopia” w basenie YMCA będzie prezentowała trzy wideoarty artystów z Tajwanu, ale też reprodukcje tradycyjnych, ręcznie malowanych plakatów filmowych z lat 60. A wokół tego pojawi się kilka wydarzeń, które mają nas przybliżyć do kultury tajwańskiej. Wspomniane warsztaty talizmanowe albo food sharing z polskimi i tajwańskimi pierogami, organizowany we współpracy tajwańską firmą, która produkuje te pierogi w Łodzi. Będzie też spotkanie tajwańskiej pisarki z sinologiem i byłym chińskim dyplomatą o dialogu kultury polskiej i tajwańskiej i różnych historycznych paralelach między Polską a Tajwanem.

 

 

 

Marto, a twój ulubiony punkt programu?

MSZ: Ja co roku czekam bardzo na Photo-Match. To jest przegląd portfolio, który robimy od lat i w sumie mało o tym mówimy podczas spotkań i wywiadów, dlatego że to jest branżowe wydarzenie, ale jednocześnie jest jednym z ważniejszych wydarzeń dla festiwalu, dla budowania jego marki i społeczności wokół festiwalu. Zapraszamy około 20, 25 fotografów i tyle samo ekspertów i oni mają dwa dni. W pierwszym dniu prezentują naszej publiczności, co robią, a drugi dzień to indywidualne konsultacje. Lubię ten element programu, bo widać w nim żywy moment pracy artystycznej. Ten format przenieśliśmy na inne festiwale i jako Fotofestiwal dotychczas organizowaliśmy Photo-Match w Turynie, w Hamburgu, a być może w przyszłym roku w Paryżu.

 

 

 

      Line-up muzyczny rośnie nam z roku na rok i można powiedzieć, że stajemy się festiwalem interdyscyplinarnym

 

 

 

A dla ciebie Krzysztof?

KC: Trudno mi wybrać jeden taki skrawek z programu, ale warto zwrócić uwagę na styk muzyki z fotografią. Line-up muzyczny rośnie nam z roku na rok i można powiedzieć, że stajemy się festiwalem interdyscyplinarnym. Na 25-lecie festiwalu zaprosiliśmy Hanię Rani, która zinterpretuje na nowo pracę Johna Akomfrah „Listening to the Rain All Night”, która była pokazywana na ostatnim Biennale w Wenecji. To wielokanałowa, filozoficzno-poetycka instalacja dźwiękowo-wizualna, dotycząca kolonializmu. Zresztą, eksperymenty pomiędzy obrazem i dźwiękiem będą pojawiać się w wielu miejscach tegorocznego programu. W Elektrowni rodziny Scheiblerów, czyli dzisiejszej Fuzji, pokażemy wystawę Heleny Majewskiej, której towarzyszy soundscape stworzony przez Pointless Geometry. Kontekst muzyki jest obecny w tym roku bardzo mocno i świadomie na festiwalu.

 

Czarno-białe zdjęcie przedstawia grupę czarnoskórych dzieci i dorosłą kobietę przed oraz wewnątrz domu, patrzących w zaniepokojeniu lub skupieniu w tym samym kierunku.

 

Philip Montgomery, The Chatman family Ferguson", Missouri 2014

 

 

 

W ogóle myślę, że muzyka otwiera festiwal na trochę inną publiczność i sprawia, że festiwal jest zapraszający, znosi tę blokadę, jaka jest często związana ze sztuką współczesną, ale też ożywia. Od lat mówię, że czas, w którym odbywa się Fotofestiwal, czy ostatnio też Festiwal Łódź Wielu Kultur, to jest dla Łodzi taki prime time. Pokazujecie jaka Łódź mogłaby być. Miasto po prostu żyje. Macie na ten temat jakieś przemyślenia, dlaczego tak jest, i może czemu tak nie jest częściej? Oczywiście nie sugeruję, żebyście robili częściej Fotofestiwal [śmiech].

 

KC: Chcemy, żeby Fotofestiwal trwał cały rok!

 

 

 

      My chyba, myśląc o Fotofestiwalu, po prostu projektujemy świat, jaki chcielibyśmy, żeby był

 

 

 

MSZ: My chyba, myśląc o Fotofestiwalu, po prostu projektujemy świat, jaki chcielibyśmy, żeby był. Żeby ludzie byli razem, żeby można było rozmawiać, żeby była przestrzeń na bycie wspólne, żeby była przestrzeń na dyskusje i na to, żeby zająć się rzeczami, które są ważne i trudne, ale jednocześnie, żeby był balans w postaci muzyki i możliwości wytańczenia.

 

KC: Ja się w pełni zgadzam z tym, co Marta powiedziała, że Fotofestiwal jest taką naszą formą projekcji świata, który tworzymy dookoła siebie. I taką Łódź widzimy. Nie mamy tyle energii i zasobów finansowych, żeby tworzyć całoroczne inicjatywy i nie mamy nawet takich aspiracji. Ten coroczny rytuał i związana z nim pewna forma oczekiwania jest czymś, co dodaje nam energii, żeby przez kolejne pół roku projektować, tworzyć wizje tego, jak chcielibyśmy, żeby kolejna edycja festiwalu wyglądała, żeby była nadal świeża i wykraczała poza naszą bańkę. Cały czas pytamy, chcemy rozumieć naszą publiczność, włączać różne pokolenia.

 

wnętrze dawnego basenu, a nim wystawa fotografii oraz osoby przygotowujące sie do pokazu mofy

 

Fashion Leak, YMCA 2025

 

 

 

Ja tu widzę teraz taką listę... Kris postawił na stole, przy którym siedzimy ulotkę Spin Offu, czyli kolejnej z odnóg ośmiornicy.

KC: To najmłodsze dziecko festiwalowe. 

 

 

 

W oczy rzuca się ilość partnerów. I nie są to jacyś partnerzy typu BMW, tylko na przykład Klub DOM, ASP, MSK Chojny, Ravekyavik.

FA: To w ogóle jest bardzo ważna część festiwalu, te wszystkie partnerstwa z miejscami, galeriami, muzeami. Niektóre są od lat, niektóre od samego początku, jak partnerstwo z Uniwersytetem Łódzkim. Spin Off to projekt, który ma trzy lata i bazuje na open callu. Idea była taka, żeby dać możliwość pokazania swojej wystawy czy zorganizowania wydarzenia podczas festiwalu. Przy okazji Spin Off zapowiada Fotofestiwal, bo dzieje się na około 10 dni przed oficjalnym otwarciem. 

W jego ramach odbywa się kilkadziesiąt wystaw czy wydarzeń. To jest bardzo ważna część, bo pozwala włączać osoby artystyczne i przy okazji zacieśniać relacje z różnych lokalnymi galeriami, muzeami i instytucjami. Takie budowanie współprac odbywa się zresztą od lat w ramach Programu Miasto. W tym roku na przykład z Kamienicą Hilarego Majewskiego stworzyliśmy wspólnie konkurs dla fotografów mieszkających i tworzących w Polsce — Fotofestiwal Grant — po to, żeby mogli wyprodukować swój projekt. Efektem będzie premierowa wystawa Sasha Velichko.

 

czarno biała fotografia przedstawiająca płonący magazyn

 

kulturysta stojący tyłem na schodach rozpadającego się budynku

 

Zdjęcie górne: Tytus Szablewski, Halucynacje obrazu. Polska fotografia po AI", dolne: Jui-Chung Yao, Republika Cyników" 

 

 

 

Spin Off i Program Miasto to jest moja ulubiona część. Bo wiadomo, główna wystawa jest zawsze na poziomie, ale już wiemy przez te lata mniej więcej, czego oczekiwać. A miejskie programy są niespodzianką i pokazują tę różnorodność inicjatyw, które działają w Łodzi. I tu rodzi mi się pytanie. Pracujecie wszyscy długo w łódzkiej kulturze, jesteście też jej odbiorcami. Czy macie przemyślenia o tym, jak zmieniło się miasto pod tym względem kultury i jak zmienili się odbiorcy sztuki czy odbiorcy samego festiwalu?

KC: To ja znowu nawiążę do Spin Offa, bo to jest taki papierek lakmusowy i pokazuje jak środowisko łódzkie jest w stanie się aktywizować. Propozycje przychodzą do nas z zewnątrz. Zgłaszają się artyści, tacy jak Józef Robakowski, Grzegorz Przyborek, ale też osoby, które są z pokolenia młodszego niż sam Fotofestiwal, czyli mają mniej niż 25 lat i to są ich debiuty. W tym pospolitym ruszeniu widzimy, że Łódź ma potencjał aktywistyczny i mobilizujący. Widzimy też transformację Łodzi. Kiedyś istniało sporo bardzo oddolnych, punkowych inicjatyw. Było jeszcze Forum Fabricum i masę innych miejsc, w pewnym sensie skłotów artystycznych. Teraz już coraz trudniej jest znaleźć tak niezależne miejsce. Kultura niezależna przechodzi pewną transformację, ale tak dzieje się w całej Polsce. Podobnie jest we Wrocławiu, Poznaniu, Warszawie.

 

MSZ: W Łodzi zawsze było dużo takich oddolnych wydarzeń. Samo powstanie kolekcji Muzeum Sztuki to już było takie działanie, które było działaniem artystów. Później to, co się działo w latach 70., czy Muzeum Artystów i Konstrukcja w Procesie w latach 80., to wszystko to były działania w duchu samodzielnego tworzenia kultury. Teraz widać, że młodsze osoby, także te, które biorą udział w Spin Offie, mają może trochę więcej poczucia sprawczości, ale jednocześnie to wszystko jest w jakimś takim łódzkim duchu.

 

KC: Tak, my się wychowywaliśmy na Konstrukcji w Procesie, uczestniczyliśmy w pierwszym Łódź Biennale, przychodziliśmy do Muzeum Książki Artystycznej, Forum Fabricum, tak że jesteśmy kontynuatorami tej spuścizny. Pierwszy i drugi festiwal odbywały się w Forum Fabricum, a teraz, na pierwszym otwarciu Spin Offa, na wystawie studentów ASP „Deklinacje Twojej Starej” czułem tego samego ducha. Nie ma co wchodzić ciągle w narrację o tym, że jest trudno, bo przez ostatnie kilka lat Wydział Kultury w Urzędzie Miasta Łodzi zaczął ciekawie funkcjonować i wspierać inicjatywy artystyczne. Jest coraz więcej środków na małe działania, na stypendia. Owoce tego będą pewnie dopiero będą za kilka lat.

 

ściana i sufit zabytkowego wnętrza pomalowanego na zielono w trakcie remontu

 

Mandy Barker, Łódź 2018, z projektu Przy okazji", Galerii Czynnej

 

 

 

Dobra, to już ustaliliśmy, jak zmieniła się Łódź. A jak zmieniła się z waszej perspektywy sama fotografia przez te 25 lat? I jak festiwal na te zmiany reaguje? Może on też się wraz z nimi zmienia?

MSZ: Ja zacznę od anegdotycznych opowieści. Dokumentacje pierwszych edycji Fotofestiwalu są na kasetach VHS oraz na odbitkach z aparatu analogowego. Przez pierwszych parę lat festiwalu dziennikarze, którzy pofatygowali się do nas zadawali pytanie, i to było klasyczne pytanie: czy fotografia jest sztuką?

 

KC: To było pierwsze pytanie na każdym wywiadzie!

 

MSZ: Więc teraz nikt nie zadaje tego pytania już. [śmiech]

 

FA: Podejrzewam, że pojawiało się jeszcze pytanie dotyczące przejścia z fotografii analogowej w cyfrową. Myślę, że tę zmianę widać wchodząc na wystawę. Dużo częściej twórcy, których zapraszamy, tworzą nie tylko fotografię. Projekty przyjmują formę interdyscyplinarnych działań. Coraz więcej pojawia się wideo, dźwięku, wystaw, które przybierają formę instalacji bardziej niż samych wydrukowanych i oprawionych fotografii.

 

MSZ: Jest wiele oczywistych zmian: że z analogowej zmieniła się w cyfrową, że wszedł Photoshop, że mamy media społecznościowe i fotografię w telefonach, że teraz wchodzi sztuczna inteligencja i dużo dyskusji na temat fotografii krąży wokół tego. Ale oprócz tego, przez te 22 lata aktywnej pracy przy Fotofestiwalu, zauważyłam, że fotografia podzieliła się na różne getta czy na różne przestrzenie. Z jednej strony jest fotografia, którą się pokazuje na festiwalach, a z drugiej taka, którą się pokazuje na przykład na WordPress Photo albo Grand Press Photo. Czy na przykład fotografia dzikiej przyrody, fotografia reklamowa, w których specjalizują się osobne imprezy.

 

 

 

     Teraz w otwartym programie mamy większość zgłoszeń od nie-mężczyzn i to jest niesamowite, bo kiedyś fotografowie to byli panowie, którzy tworzą obrazy, są takimi fetyszystami swoich obrazów, chodzą z aparatami i fotografują wszystko

 

 

 

KC: Z mojej perspektywy nastąpiła bardzo duża zmiana. Zarówno w kontekście samego medium, jak i świadomości. 25 lat temu osoby fotografujące to były osoby pracujące czysto reportażowo, dokumentacyjnie, dosyć częsta była postawa flanera, który tylko uprawia fotografię uliczną i nie dąży do ukazania głębszych treści. A dzisiaj fotograf to socjolog, filozof, badacz. A nawet, kiedy fotografia wchodzi bardziej w obszary wizualnej poezji, to jest w tym dużo więcej treści i samoświadomości. Świadomości, że fotografia to jest język wizualny, którym się posługujemy, żeby przekazywać jakieś inne, istotniejsze treści. Tego naprawdę nie było. Dodatkowo, te ćwierć wieku temu było to bardzo zmaskulinizowane środowisko. Teraz w otwartym programie mamy większość zgłoszeń od nie-mężczyzn i to jest niesamowite, bo kiedyś fotografowie to byli panowie, którzy tworzą obrazy, są takimi fetyszystami swoich obrazów, chodzą z aparatami i fotografują wszystko.

 

MSZ: Nie no, trochę przesadzasz, Kris...

 

KC: Ale tak było! Tak wyglądały na przykład pierwsze festiwale w Arles. To była grupa fotografów, którzy fotografowali nagie kobiety.

 

MSZ: Ja myślę, że największa zmiana jest związana z tym, że coraz więcej ludzi robi zdjęcia, więc jest dużo więcej możliwości wyrażenia siebie i dużo więcej odbiorców, bo jest internet i każdy może sobie znaleźć swojego odbiorcę. Rzeczywiście sporo się też zmieniło, jeśli chodzi o świadomość fotografów, ale uważałabym z takimi stwierdzeniami, że kiedyś było tylko tak źle, a teraz jest fotografia zaangażowana i na wysokim poziomie intelektualnym.

 

KC: Nie, nie, to nie jest czarno-białe. Natomiast 25 lat temu raczej się jechało w jakiś zakątek świata i po dwóch, trzech dniach przywoziło projekt fotograficzny i to było bardziej właśnie w nurcie WordPress Photo. A teraz pracujemy z fotografami, artystami wizualnymi, którzy przez dwa, trzy lata realizują jakiś projekt w określonym środowisku i to są z reguły wieloletnie, wielowymiarowe projekty, podbudowane researchem, współpracą z osobami ze środowiska naukowego. Takiego poziomu zaangażowania nie pamiętam 25 lat temu.

 

MSZ: Racja, na pewno zmieniła się świadomość odpowiedzialności fotografa i etyka pracy. Co dotyczy, nie tylko fotografii, ale filmu, sztuk wizualnych, humanistyki. Artyści i artystki zadają sobie pytania, kto może patrzeć, co to znaczy, że kogoś opisujesz, co możesz pokazać, czego nie możesz pokazać, jak daleko możesz wejść w świat drugiego człowieka, co możesz za niego powiedzieć, a w którym momencie powinieneś go zaprosić do dialogu albo po prostu oddać przestrzeń do wypowiedzi.

 

 

Tommaso Protti, Terra Vermelha"

 

 

 

Tym pytaniem chyba otworzyłam jakąś skrzynię bez dna i pewnie moglibyśmy do wieczora o tym gadać, bo mi też przychodzą na myśl jakieś zmiany w kwestiach formalnych, na przykład to, że już taką wartościową, ciekawą fotografią nie jest ta, która używa szlachetnych technik fotograficznych, ale ta, która coś mówi. Może być zrobiona nawet byle jakim aparacikiem, ale ma opowiadać historię. I to też pokazujecie! Jako prenumeratorka „Pisma” zauważyłam już dawno waszą obecność na łamach tego magazynu. I wydaje mi się, że to się super wpisuje w cały nurt pogłębionego reportażu. A skoro reportaż, to jakoś od razu włączają mi się odniesienia polityczne. I może to pozwoli nam przejść do ostatniego pytania, choć nie wiem, czy potraktujecie je jako polityczne. Chciałam was po prostu zapytać o to, jaka wystawa, jaki projekt jest dla was najważniejszy z tegorocznego programu?

KC: W tym roku to wystawa Philipa Montgomery’ego, która pokazuję ostatnią dekadę amerykańskich wstrząsów politycznych i kryzysu demokracji, Jego fotografie prowadzą nas przez najważniejsze momenty ostatnich lat: Minneapolis po zabójstwie George Floyda, populistyczną kampanię Donalda Trumpa, czy protesty ruchu Black Lives Matter. To oczywiście nie jest jedyny element programu, poruszający tematy polityczne jest ich wiele więcej. Nigdy nie było na festiwalu cancel culture. Tematy, które są często unikane przez duże instytucje, takie jak choćby kontekst kolonializmu, białej supremacji czy ludobójstwa w Strefie Gazy, nie są u nas cenzurowane i pojawiają się często na Fotofestiwalu.

 

MSZ: Od lat współpracujemy także z diasporą białoruskich fotografek i fotografów, którzy mają także w tym roku swoją przestrzeń u nas. W 2022 roku, kiedy rozpoczęła się wojna w Ukrainie część programu Odesa Photo Days została zaprezentowana w Łodzi, bo oczywiście nie można było pokazać wówczas nic w Odessie. Fotofestiwal jest wśród innych festiwali znany z tego, że w odważny sposób reaguje na to, co dzieje się na świecie.

 

FA: Ja też nie powiem o jednej ważnej wystawie, ale na pewno istotne jest, że mamy na festiwalu coraz więcej różnych punktów widzenia. Udaje nam się czasem wyjść poza europocentryczną wizję świata. W ostatnich latach często pojawiały się perspektywy artystek i artystów z Ameryki Południowej, w tym roku mam więcej perspektyw Azjatyckich. Cieszę się z tego, że zapraszamy osoby, które z własnej perspektywy opowiadają o ważnych tematach, takich, które są im bliskie.

 

KC: Na 20-lecie festiwalu zastanawialiśmy się, co nas definiuje i to jest wspólnotowość. Fotografia i inne media takie jak muzyka, książki, film to tylko sposoby opowiadania o ważnych dla nas rzeczach, natomiast tworzenie miejsca spotkań i współtworzenie, to coś co trzyma nas razem już od 25 lat i daje nam energię na kolejne lata!

 

 

 

Artykuł opublikowano w ramach zadania "Miej Miejsce w kulturze 2026-2027" dofinansowanego z Programu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego „Czasopisma" oraz z budżetu Miasta Łodzi w ramach Programu „Łódź pełna kultury ".

 

 

____________________

 

 

Krzysztof Candrowicz – kurator, socjolog, facylitator projektów. Współzałożyciel i członek Fundacji Edukacji Wizualnej oraz Fotofestiwalu w Łodzi, były dyrektor Fabryki Sztuki i Łódź Art Center. W latach 2013-2018 pracował jako dyrektor artystyczny Triennale Fotografii w Hamburgu (Niemcy), a od 2018 do 2024 roku jako kurator gościnny i współpracownik Ci.CLO Porto Biennale (Portugalia). Krzysztof działa na arenie międzynarodowej jako kurator gościnny i wykładowca wizytujący w licznych organizacjach, muzeach, uczelniach i festiwalach w Europie.

Franek Ammer – artysta multimedialny i kurator. Przed dołączeniem do kolektywu Fotofestiwalu współtworzył TIFF Festival we Wrocławiu. Znaczną część swojej działalności zawodowej poświęcił badaniu i popularyzacji medium książki fotograficznej w Polsce. W ramach Fotofestiwalu odpowiada za program, koordynację wystaw oraz sekcję książek fotograficznych. Na przestrzeni lat angażował się w różnorodne projekty oparte na współpracy, takie jak galeria i miejsce spotkań Przestrzeń Robocza, spółka artystyczna Eternal Shipping Ltd., kolektyw wydawniczy 19 Rzek oraz Localhost TV – platformę łączącą DJ-ów, producentów muzycznych i artystów wizualnych. Jest wykładowcą na Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi oraz gościnnie na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu.

Marta Szymańska jest kuratorką fotografii i organizatorką wydarzeń kulturalnych. Od ponad dwudziestu lat współtworzy Fotofestiwal w Łodzi, gdzie wraz z kolektywem kuratorskim odpowiada za program i strategię rozwoju festiwalu. Doświadczenie w pracy z fotografią zdobywała również jako wiceprezeska Fundacji Archeologia Fotografii (2014–2019). Od lat współpracuje także z kolektywem Sputnik Photos. Kuratorowała liczne wystawy, wśród najważniejszych znajdują się Czuła uwaga (Muzeum Sztuki w Łodzi, 2021) oraz Wspólnie. 20 lat kolektywu Sputnik Photos (Muzeum Fotografii w Krakowie, 2026). Współtworzyła także wystawy i książkę o fotografii dla dzieci Fotografia jest wszędzie.

 

 

____________________

 

 

Joanna Glinkowska –  kulturoznawczyni, redaktorka, krytyczka sztuki. W przeszłości redaktorka pisma o kulturze współczesnej „Notes na 6 Tygodni” i współzałożycielka Fundacji Obszar Wspólny. Stała współpracowniczka redakcji portalu miejmiejsce.com. Obecnie doktorantka na kierunku Filozofia na Uniwersytecie Śląskim i kuratorka asystująca w Żyjni BWA Wrocław.

 

 

____________________

 

 

____________________

 

 

Zdjęcie główne: Krzysztof Candrowicz, Franek Ammer, Marta Szymańska, fot. z archiwum Fotofestiwalu