Pochodząca z Łodzi artystka Karolina Hałatek realizuje w wielu częściach świata immersyjne instalacje i obiekty pozwalające odbiorcom na obcowanie z transformującą mocą światła. O doświadczeniach duchowych, poszukiwaniu doskonałych form, zainteresowaniu zagadnieniem śmierci klinicznej czy pracy na wielu kontynentach opowiada Karolinie Maciejewskiej.

 

 

Zdobyłaś wszechstronne wykształcenie obejmujące wiele obszarów: projektowanie i technologię, klasyczne sztuki piękne, sztukę mediów. Wydaje mi się, że ze sporej części tej wiedzy i kompetencji korzystasz w swojej praktyce do dziś. Czy już na bardzo wczesnym etapie miałaś klarowną wizję, jaki obszar zamierzasz eksplorować, czy twoje zainteresowania ewoluowały w czasie, w wyniku doświadczeń na uczelniach i poza nimi?

Rzeczywiście, moje wykształcenie w zakresie sztuk wizualnych jest wszechstronne. Realizowałam program studiów na pięciu różnych uczelniach, w tym trzech zagranicznych: w Anglii, Niemczech i Danii. Poznawanie nowych kontekstów kulturowych i punktów widzenia jest dla mnie bardzo inspirujące. Moja droga twórcza zaczęła się we wczesnym dzieciństwie, gdy moja mama, zamiast do przedszkola, zapisała mnie na zajęcia plastyczne, które stały się bardzo istotnym elementem mojego dorastania. Już w wieku szkolnym miałam przekonanie, że albo zostanę artystką, albo architektką.     

Gdy byłam nastolatką, najbardziej interesowały mnie nowe media, instalacja, performance, happeningi. Myślę, że dużą rolę w kształtowaniu mojej wrażliwości odegrały działania w Galerii Manhattan, gdzie byłam wolontariuszką, i filmowo-fotograficzne tradycje rodzinne. Tata zbudował ciemnię w domu, chodziłam z rodzicami na pokazy slajdów, wujek był operatorem filmowym, a dziadek kręcił amatorskie filmy na taśmie ośmiomilimetrowej. Później, już w liceum, zaczęłam pracować jako scenografka na planach filmów studentów łódzkiej Szkoły Filmowej, co dało mi dalsze rozpoznanie twórcze. Każde kolejne doświadczenie, szczególnie o praktycznym wymiarze, jak np. malowanie, tworzenie modeli, budowanie scenografii teatralnych i filmowych, krystalizowało kierunek moich zainteresowań i dalszych poszukiwań. Niemniej, to światło było moją nieustanną fascynacją od czasów szkolnych, dlatego w liceum wybrałam kierunek studiów w Londynie, na którym mogłam nauczyć się projektowania światła scenicznego.

 

 

 

       Moja droga twórcza zaczęła się we wczesnym dzieciństwie, gdy moja mama, zamiast do przedszkola, zapisała mnie na zajęcia plastyczne, które stały się bardzo istotnym elementem mojego dorastania

 

 

 

Gdy oglądam twoje świetlne obiekty do głowy przychodzi mi angielski idiom „to catch lightning in a bottle”. Przekładasz doświadczenie czegoś, co jest z natury efemeryczne, światła, na porządek rzeczy trwałych, o solidnej strukturze i zaawansowanej technologii. Ciekawi mnie, jak doszłaś do tej koncepcji, opartej na pozornej sprzeczności?

Efemeryczność światła wzbudza mój zachwyt i chciałabym, aby było ono jednym materiałem, którego używam. Na przykład, projekcje i mappingi, w których światło jest często zredukowane do wiązki, interesują mnie mniej niż obiekt. Obiekt bądź instalacja charakteryzuje się określoną przestrzenią, która modeluje doświadczenie w skali, poprzez odniesienie do ludzkiego ciała. Kreowanie przestrzeni przy pomocy konstrukcji pozwala mi zaprosić odbiorcę do prototypu percepcyjnego. Proponuję doświadczenie niemal laboratoryjne, umożliwiające ustalenie granic percepcji poprzez solidną strukturę obiektu. Doświadczenie światła, które jest bliskie i współobecne z odbiorcą, jest dla mnie ważniejsze niż korzystanie ze światła odbitego od powierzchni.

 

Wysoka, świetlna instalacja w kształcie spirali, przypominająca trąbę powietrzną z mgły i białego światła LED, wznosi się z okrągłej podstawy, a pod nią, w centrum, stoi postać w ciemnym ubraniu.

 

„Ascent”, Riyadh Season, Arabia Saudyjska, 2023, fot. K. Hałatek

 

 

 

Wydaje mi się, że w świecie sztuki współczesnej należysz do dość nielicznego grona osób gotowych otwarcie przyznać się do duchowych poszukiwań za pomocą twórczości. Czy zechciałabyś podzielić się tym, jakie są źródła tych zainteresowań?

Źródłem moich zainteresowań są subtelne odczucia, które sprowadzają się do ciała, a dokładniej – przenikają przez ciało. Miałam kilka doświadczeń duchowych, podczas których byłam w stanie poczuć światło i ciemność. Nie widziałam ich wzrokiem, ale czułam i rozpoznałam je jako wrażenia somatyczno-wizualne. Raz podczas modlitwy wstawienniczej poczułam, że otacza mnie krystaliczna jasność, która jest żywa i ekscytująca. W innym przypadku, gdy się modliłam, miałam bardzo silne uczucie bycia wewnątrz kuli, która mnie amortyzowała, zarówno na poziomie fizycznym, jak i emocjonalnym. Oba te doświadczenia były niespodzianką, nowością i wiedziałam, że nie generuję ich sama, że są one rodzajem wyjątkowego daru. 

 

 

 

       Miałam kilka doświadczeń duchowych, podczas których byłam w stanie poczuć światło i ciemność. Nie widziałam ich wzrokiem, ale czułam i rozpoznałam je jako wrażenia somatyczno-wizualne

 

 

 

W Twoich pracach z serii „Terminal”, prezentowanych w Niemczech i Albanii, powraca wątek śmierci klinicznej. Odwołujesz się do świadectw osób, które jej doświadczyły. Dlaczego ten temat jest ciebie ważny?

Temat śmierci klinicznej dotyka kwestii najistotniejszych: sensu życia, możliwości zmiany myślenia i odczuwania. Poszerza świadomość tego, jak funkcjonuje nasza percepcja, pogłębia zrozumienie ontologiczne – kim jesteśmy i po co żyjemy. Temat ten stanowi fundament, na którym kształtowały się minione cywilizacje i jest bardzo głęboko zanurzony w naszej kulturze. Projektując instalacje „Terminal”, wiedziałam, że temat jest niewyczerpany, ale nie przypuszczałam, że jest aż tak wieloaspektowy i pojemny. W 2022 r. zdecydowałam się na dalszą eksplorację tego zagadnienia i aktualnie pracuję nad doktoratem dotyczącym wizualności doświadczenia śmierci klinicznej.

 

Na okrągłej, białej platformie, otoczonej całkowitą ciemnością, stoi postać zwrócona ku górze, wpatrując się w centralny, czarny otwór w środku koła.

 

„Terminal”, Aufstiege Lichtkunstfestival, 2016, Gerlingen, fot. K. Hałatek

 

 

 

Czy zechcesz ujawnić, w jakim zakresie i jakimi metodami badasz ten temat w swoim doktoracie?

Przedmiotem mojego doktoratu są wizje świetlne, sensoryczność w momencie granicznym. Metody są dość klasyczne: publikacje naukowe, literatura, rozmowy, udział w konferencjach, nagrania wideo. Wyjątkowo stymulujący był dla mnie udział w konferencji pt.  “Heaven Encounters” w San Diego. Korzystam też w otwartego archiwum Near Death Research Foundation w Louisianie. 

 

 

Czy istotniejsze jest dla ciebie szukanie odpowiedzi dla siebie, czy oddziaływanie na innych?

Oba aspekty twórczości są dla mnie równie ważne.

 

 

 

       Mam swoje założenia artystyczne, ale jednocześnie nie mam kontroli nad reakcją odbiorcy. Dzieło staje się autonomiczne, a jego odbiór subiektywny

 

 

 

A czy dla swoich prac, o charakterze interaktywnym, immersyjnym, projektujesz określone doświadczenia odbiorcze? Zakładasz pewien rodzaj oddziaływania dzieła na widza, poprzez wybór takich, a nie innych, środków artystycznych?

Jestem pierwszym odbiorcą moich koncepcji, ale równorzędnym z innymi, przyszłymi odbiorcami. Podczas pracy nad koncepcją próbuję poczuć i wyobrazić sobie doświadczenia, jakie projektuję. Następnie, doprecyzowuję to uczucie i dopasowuję je do możliwości realizacyjnych i zabiegów formalnych, które pozwolą na wygenerowanie tego odczucia. Mam swoje założenia artystyczne, ale jednocześnie nie mam kontroli nad reakcją odbiorcy. Dzieło staje się autonomiczne, a jego odbiór subiektywny. 

 

W pomieszczeniu o zniszczonych, łuszczących się ścianach i lustrzanej podłodze znajduje się instalacja artystyczna złożona z kilku nachodzących na siebie, białych, eliptycznych linii światła, wewnątrz których stoją dwie osoby.

 

„Double-Paralle”, Watou Kunstfestival, 2024, fot. K. Hałatek

 

 

 

Pokazujesz tę samą pracę nieraz w kilku krajach, jak w przypadku np. realizacji „Relic” prezentowanej we Francji i Arabii Saudyjskiej. Czy zdarza się, że wywołuje ona inne reakcje i interpretacje w różnych kręgach kulturowych? Zaskakują cię te reakcje?

Istotną rolę w moim procesie twórczym odgrywa spędzanie czasu z gotowym dziełem sztuki. We Francji miałam możliwość obserwowania reakcji ludzi tylko przez jeden dzień, a w Arabii mogłam zostać cztery dni po otwarciu, co dało mi duży wgląd i możliwość ewaluacji pracy. W obu krajach ludzie chętnie wchodzili na konstrukcję, byli pobudzeni i zaintrygowani jej działaniem. W Arabii „Relic” był ustawiony przed nowo otwartą stacją metra Qasr Al Hokm, co umożliwiło odbiorcom łatwy do niej dostęp i generowało dużo interakcji. We Francji „Relic” stał na tarasie opery, a to, z kolei, dawało dobrą perspektywę na pracę, ale przypuszczam, że ta lokalizacja była mniej uczęszczana. 

Jeśli chodzi o interpretację, wielu Saudyjczyków pytało mnie o znaczenia pracy, byli żywo zainteresowani i cieszyli się, że mogą z niej korzystać. Myślę, że „Relic” stanowił dla nich rodzaj niezidentyfikowanego obiektu, ponieważ większość lokalnych odbiorców nie ma wielu odniesień do sztuki współczesnej. Na pewno poziom entuzjazmu odbiorców był dla mnie pozytywnie zaskakujący.

 

Piramidę z białych, podświetlanych skrzyń wieńczy pojedynczy, wąski promień niebieskawego światła, który o zmroku biegnie prosto w niebo, górując nad niższym, beżowym budynkiem o geometrycznych oknach, a na pierwszym planie znajduje się pusta, wybrukowana przestrzeń z małą postacią i kilkoma drzewami.

 

„Relic”, Noor Riyadh Festival, 2025, fot. K. Hałatek

 

 

 

Stworzyłaś największą instalację LED na świecie. Jak wygląda twój proces twórczy – od projektu po montaż tak dużych i zaawansowanych technologicznie obiektów?

Mój proces twórczy jest zazwyczaj długotrwały i wieloetapowy. Najtrudniejszy jest dla mnie początek, czyli stworzenie nowej koncepcji. Na tym etapie muszę zebrać jak najwięcej informacji na temat: miejsca, długości trwania wystawy, warunków atmosferycznych, dostępu do prądu, obsługi, wysokości budżetu, czasu wykonania pracy, znajomości gruntu, itp. W momencie gdy koncepcja jest zaakceptowana, następuje etap przygotowania i podpisania umowy, który może trwać kilka tygodni. Kolejnym etapem jest konsultacja z wykonawcą. Jeśli koncepcja została zatwierdzona przez zespół techniczny, rozpoczyna się proces realizacji – szczegółowe wyceny, przygotowanie zamówień. Na tym etapie muszę mieć pewność, że realizacja jest wykonywana według wcześniejszych ustaleń. 

W międzyczasie przygotowuję teksty i zajmuję się sprawami administracyjnymi oraz promocją poprzedzającą wydarzenie. Po wystawie następuje dużo procesów postprodukcyjnych, dokumentacja, często przygotowanie spotkania z publicznością. Cały okres, od początku rozmów do zamknięcia ostatniego etapu postprodukcji, trwa średnio od roku do dwóch lat. 

 

 

 

      Pomimo ogromnej różnorodności i odmiennej specyfiki miejsc, w którym byłam, ludzie okazywali się wrażliwi i otwarci na sztukę

 

 

 

Tworzysz instalacje site-specific, które mają się znaleźć w konkretnym miejscu i czasie, często w odległych rejonach świata: od wielu krajów Europy, przez Azję, po Amerykę Północną. Jak radzisz sobie z takimi wyzwaniami? Czy starasz się poznać i zrozumieć ducha miejsca, w którym pracujesz?

Zdecydowanie tak. Praca na różnych kontynentach, w różnych strefach klimatycznych i w miejscach odmiennych kulturowo, jest bardzo rozwijająca. Pokazuje, jak ważne jest poznawanie tych miejsc sensorycznie – w ciele. Poprzez ekran laptopa nie poczujemy zapachu, wilgotności powietrza ani temperatury. Myślenie o pracach, szczególnie o nowych realizacjach, wymaga wglądu w kontekst danej lokalizacji i społeczności. Pomimo ogromnej różnorodności i odmiennej specyfiki miejsc, w którym byłam, ludzie okazywali się wrażliwi i otwarci na sztukę.

 

 Mały, drewniany pawilon o otwartym boku, położony w jesiennym lesie wśród opadłych liści, ma wnętrze podświetlone jasnym, białym światłem zza białych, półprzezroczystych ścian, tworząc kontrast z otoczeniem, a na pierwszy plan wysuwa się drewniany podest z balustradą, do którego prowadzi betonowa ścieżka.

 

„Cloud Square”, Laumaier Sculpture Park, St. Louis, 2019, fot. K. Hałatek

 

 

 

Czy miałaś możliwość udać się w miejsca docelowej lokalizacji prac, jeszcze przed ich powstaniem? Czy możesz zdradzić coś więcej na temat wspomnianego przez Ciebie wcześniej procesu projektowania pracy, z uwzględnieniem miejsca jej prezentacji?

Każdy projekt ma swoje ograniczenia czasowe i budżetowe, dlatego nie zawsze istnieje możliwość tzw. „site-visit”. Gdy projektowałam „Terminal” dla miasteczka Gerllingen, miałam swobodę wyboru przestrzeni publicznej i zdecydowałam się na ciemny, pusty plac przed ratuszem. W przypadku instalacji „Beacon” w Arabii Saudyjskiej odbyłam serię rozmów wideo i otrzymałam pełną dokumentację miejsca wraz z wymiarami. W tym roku poleciałam na tydzień do Chengdu, by przemyśleć potencjalną instalację w przestrzeni publicznej. Takie wyjazdy są niezwykle istotne — pozwalają zrozumieć kontekst, skalę oraz szczegółowe uwarunkowania miejsca.

 

Na nocnym zdjęciu widać monumentalną, podświetlaną instalację świetlną Beacon Karoliny Hałatek, przypominającą cylindryczną latarnię morską, z której unosi się mgła, a przed którą na stopniach stoi postać w ciemnym ubraniu

 

„Beacon”, Noor Riyadh Festival, Arabia Saudyjska, 2021, fot. K. Hałatek

 

 

 

Co inspiruje cię do wyboru konkretnych form? Twoje prace miewają rzeźbiarski czy architektoniczny charakter.

Wykorzystuję formy, które odnoszą się do ciała, proporcji człowieka, wynikają z zasad fizyki i podstaw geometrii. Interesują mnie kosmiczne i elementarne kształty. Tak jak światło jest dla mnie esencją sztuki, tak w formach szukam uproszczenia. Inspiruje mnie myśl modernistyczna i minimalizm, działania w skali i przestrzeni, dlatego architektura jest mi bardzo bliska.

 

 

Pamiętam, jak kiedyś w sytuacji towarzyskiej opowiadałaś z humorem o co najmniej trudnych doświadczeniach, które towarzyszyły ci jako młodej studentce w Londynie. Dziś, dzięki swojemu wysiłkowi, jesteś już w o wiele lepszym miejscu, ale czy nadal bywa ci niełatwo jako kobiecie-artystce? Jak oceniasz doświadczenie pracy w międzynarodowym środowisku?

Zmagania artysty są nieustanne. Mam poczucie, że praca w sztuce wymaga bardzo dużej dyscypliny, odwagi i wręcz walecznej determinacji. Często spotykam się z duża opozycją i trudnymi warunkami pracy. Myślę, że podobne wyzwania dotykają wielu osób ze środowiska, ale możliwe, że jako kobieta w niektórych przypadkach jestem bardziej narażona na nierówne traktowanie bądź lekceważenie. W ciągu ostatnich lat musiałam wykształcić w sobie cechy, które można uznać za męskie, np. nieustępliwość czy zwięzłość w komunikacji. Natomiast praca w międzynarodowym środowisku jest dla mnie bardzo naturalna i inspirująca. Pracując za granicą, często w międzynarodowych zespołach, mam poczucie ponadnarodowej więzi, bazującej na uniwersalnych dążeniach do wspólnego dobra, jakim jest kultura.

 

 

Masz w portfolio wiele realizacji o spektakularnej skali. Zastanawiam się, czy masz poczucie wolności artystycznej? Czy tworzenie kosztownych w produkcji obiektów często wiąże się z ograniczeniami, z koniecznością wpisania się w zewnętrzne założenia kuratorskie?

Zazwyczaj mam pełną wolność twórczą. Największymi ograniczeniami, z którymi się mierzę, są: czas na realizację i budżet.

 

 

Czy masz niespełnione artystyczne marzenia, którymi chciałabyś się podzielić? 

Mam wiele artystycznych wizji, które chciałabym zrealizować. Na pewno chciałabym, aby moje prace docierały do szerokich grup odbiorców, były dostępne, darmowe i przynosiły ukojenie. 

 

 

 

________________

 

 

Karolina Hałatek, studiowała Design for Performance na University of the Arts w Londynie w Wielkiej Brytanii, sztuki piękne na Universität der Künste Berlin w Niemczech oraz sztukę mediów na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Od 2022 jest studentką Szkoły Doktorskiej na Akademi Sztuk Pięknych w Krakowie, w ramach której odbyła staż w Royal Danish Academy w Kopenhadze. Podczas studiów w Berlinie brała udział w warsztatach w Institut für Raumexperimente prowadzonym przez Olafura Eliassona. Była stypendystką CEC Artslink w Nowym Jorku, ACME Studios w Londynie, Akademie Schloss Solitude w Niemczech, A4 Art Museum w Chinach, Tirana Art Lab w Albanii. Używając światła jako centralnego medium w swojej pracy, Hałatek tworzy immersyjne instalacje site-specific, które zawierają elementy wizualne, architektoniczne i rzeźbiarskie. Współpracowała z twórcami teorii superstrun (Leonard Susskind, Roger Penrose) oraz inżynierami mechaniki precyzyjnej. Jej instalacja Beacon, prezentowana na festiwalu Noor Riyadh w Arabii Saudyjskiej w 2021 r., została wpisana do Księgi Rekordów Guinnessa jako największa konstrukcja LED na świecie. Permanentna instalacja „Terminal for Tirana”, wyłoniona w konkursie „Sztuka w Przestrzeni Publicznej” i ufundowana przez Ministerstwo Kultury, Ekonomii i Innowacji Albanii, w 2024 została zainaugurowana przed szpitalem im. św. Teresy w Tiranie. karolinahalatek.com

 

________________

 

Karolina Maciejewska – kulturoznawczyni, autorka tekstów poświęconych sztuce, fotografii, filmowi i dizajnowi. Zajmuje się tworzeniem i redagowaniem treści, PR i komunikacją, a także koordynacją projektów dotacyjnych. W przeszłości związana m.in. z Centralnym Muzeum Włókiennictwa, Wojewódzkim Urzędem Ochrony Zabytków w Łodzi i Narodowym Centrum Kultury, gdzie współtworzyła i koordynowała program dotacyjny MKiDN Kultura Dostępna.

 

________________

 

 

________________

 

 

„Halo A4 art museum”, Chengdu, Chiny, 2019, fot. Karolina Hałatek

 

Patronite