V Międzyuczelniany Przegląd Performansu „aKTOmar” w Teatrze KTO w Krakowie zgromadził młode osoby performerskie z całej Polski oraz studentki i studentów zaangażowanych w organizację wydarzenia. Trzydniowy program obejmował próby, przygotowania techniczne oraz pokazy mistrzowskie i studenckie. Relację z wydarzenia i esej o jego kulisach napisała Jula Sosnowska.
Październik, piątek w sile popołudnia. Powiadomienie poruszyło telefonem leżącym na półce. Spoglądam na treść SMS. W drugiej wiadomości deklaruję, że chętnie wskoczę na pokład ekipy. Pracę czas zacząć (niemal od już)!
Międzyuczelniany Przegląd Performansu „aKTOmar” to wydarzenie dla młodych performerów, którego kuratorem jest Arti Grabowski. To miejsce stworzone, aby performerzy w bezpiecznej przestrzeni i w pełni profesjonalnie wyposażonej scenie Teatru KTO w Krakowie mogli prezentować swoje działania przed publicznością. To jedno z większych wydarzeń dotyczących sztuki performance w Polsce! To także miejsce dla osób, które chciałyby zdobyć doświadczenie z zakresu organizacji. Arti zachęca bowiem studentów do współtworzenia „aKTOmaru”, ponieważ dostrzega, iż jest to świetne uzupełnienie studiów artystycznych, na których w Polsce niestety brak przedmiotów przygotowujących do funkcjonowania na rynku sztuki po obronie. A więc wybrałam w tym roku drogę podwójną i wyboistą. Zdecydowałam się na wejście w skład ekipy jako jedna z koordynatorek ds logistyki i wsparcia studentów oraz zaprezentowanie swojego działania „Jedzcie i pijcie z tego wszyscy (w dalszym ciągu)”, ale o tej części nie będę tutaj pisać. Tą samą drogę wybrał Kacper Janowski i pozostańmy na tym, że tylko my wiemy z czym się je ten trud (i jeszcze Arti Grabowski).
Arti zachęca bowiem studentów do współtworzenia „aKTOmaru”, ponieważ dostrzega, iż jest to świetne uzupełnienie studiów artystycznych, na których w Polsce niestety brak przedmiotów przygotowujących do funkcjonowania na rynku sztuki po obronie
Pracę nad takimi wydarzeniami zaczyna się wcześnie. Ba! Praca nad cyklicznymi wydarzeniami to niemal praca całoroczna! Wnioski, planowanie, tony rozmów i maili, koordynacja, rozliczanie… My, zostaliśmy włączeni w pracę na początku października, czyli zaledwie trzy miesiące przed „aKTOmarem”. Do naszych zadań w okresie przygotowawczym należał kontakt z uczelniami, profesorami i studentami. Aby wydarzenie przebiegało zgodnie z planem i bezpiecznie należy zebrać wiele informacji i usystematyzować szczegóły, przeanalizować zabezpieczenia, określić triggery i wiele wiele innych. W systemie podziału – każdy z nas miał przydzielonych kilka miast, którymi się opiekował – udało się zebrać performerów z całej Polski i zapewnić im udany pokaz. Zajmowałam się osobami z uczelni w Lublinie, Torunia i Łodzi jako mojej obecnej jednostki macierzystej. Cała nasza ekipa miała łącznie 30 pokazów studenckich do przygotowania i skoordynowania przy wsparciu doświadczonych członków załogi! Do Krakowa przyjechaliśmy dzień przed V Międzyuczelnianym Przeglądem Performansu „aKTOmar”. Pracowaliśmy przy pierwszych próbach technicznych, przygotowywaliśmy zaplecze i garderoby oraz szykowaliśmy materiały dla naszych podopiecznych.
I DZIEŃ – 8 stycznia 2026
Od rana pracujemy przy próbach. Dopytujemy performerów czy czegoś jeszcze nie potrzebują. Ustalamy jak mają być ustawione światła – gdzie, kiedy i jak świecić. To samo z dźwiękiem i muzyką. Sprawdzamy możliwości i dostosowujemy do potrzeb konkretnego performansu najlepszą z opcji. Technicy otrzymują szczegółowe informacje, rozpisują swoje materiały, wskazówki i hasła, na które co i jak „ma się włączyć” oraz programują konsole. Inspicjenci w tym czasie ustalają triggery z performerami, zbierają materiały do zapowiedzi i przygotowują swoje wystąpienia po polsku i po angielsku.„aKTOmar” rozpoczynamy o 18:00 pokazem mistrzowskim w wykonaniu Oliviera de Sagazana o tytule „Transfiguration”.
Czy transfiguracja dokona się? Jaki obszar czasu zająć może przemiana? Czy to rozrywanie bólu czy przyjęcie radości zmiany? Zmiana kształtu, wyobrażenia o czymś, to często kłótnia między przeszłością i przyszłością z niedookreślonymi czynnościami wznoszącymi się nad przyczynami i oczekiwaniem. Dla jednostki obserwującej, w zależności od stopnia bliskości relacji z przeobrażającą jednostką, to gorycz bądź upojona wiśnia w wyczekanym torcie. Przemiana to czynienie dodatkowych ran temu co było na rzecz tego co będzie. Przemiana ciszą, przemiana krzykiem. Gotujący się szum myśli. Proces transfiguracji określony czasem wynoszącym godzinę.
Po pokazie Oliviera de Sagazana ciężko wziąć głęboki oddech. To co zobaczyliśmy jest jak gęsta mgła pod najjaśniejszym słońcem
Czym dla świata są narodziny artysty performera? Czym jest rodzenie się sztuki a czym jej umieranie? Jakie są podstawowe parametry życiowe sztuki – czy mieszczące się w normie wyniki temperatury ciała artysty, jego ciśnienia krwi, liczba uderzeń serca i oddechów na minutę i saturacji wystarczą, aby sztuka mogła żyć, dziać się? Olivier de Sagazan tworzy wizualny poemat krzywdy jaką powoduje sztuka dla artysty, która swego czasu w założeniach miała sprawiać satysfakcję i poczucie sprawczości. Co gnije a co kwitnie? Czy życie to dostateczne dzieło? Jak je dopełnić na drodze artystycznej? Czy transfiguracja dokonała się?
Po pokazie Oliviera de Sagazana ciężko wziąć głęboki oddech. To co zobaczyliśmy jest jak gęsta mgła pod najjaśniejszym słońcem. Szykujemy się do pokazów studenckich. Mój pokaz jest ciasno wpleciony w harmonogram z obu stron przez performanse osób, nad którymi sprawuję opiekę. Wymaga to ode mnie pełnego skupienia i precyzyjnego wyczucia czasu, aby w biegu zdążyć również przygotować siebie. Rozbawiam przy tym Olę Kozioł, prowadzącą Koło Naukowe Laboratorium Performansu, gdy po zakończonym działaniu i kilku oddechach na backstage’u – które pozwalają choć trochę zdjąć ciężar własnego performansu – biegnę sprzątać scenę, nadal owinięta swoimi bandażami. (Nie zdążyłam ich zdjąć przez kolejne kilkadziesiąt minut, brak czasu nie pozwolił.) Dzień powoli zamyka pokaz Janusza Bałdygi. Teatr cichnie. Ściany trawią co zasłyszane i doświadczone. Publiczność w śnieżną noc wraca do domów, a my porządkujemy przestrzeń teatru, aby jutro wejść z kolejnym szaleństwem!
DZIEŃ II – 9 stycznia
Noc krótka, dzień długi. Nie, dzień też krótki! Praca przy wydarzeniach to jeden niekończący się rollercoaster, który miesza poczucie czasu i poczucie intensywności normalnego życia – życia po zakończonym projekcie. Trzeba to kochać i jestem jedną z tych osób, które lubią wsiadać do tej kolejki górskiej raz po raz. Dzień, tak jak poprzedni i ten, który nadejdzie, zaczynamy od prób. Światła, dźwięk, informacje płynące rozwidlającymi się rzekami. Dziś także plan wydarzeń będzie wartki. Po próbach studentów zostaję na próbie Franko B wraz z Kirilem Aleksandrovem, z którym zgłosiliśmy chęć wsparcia artysty podczas performansu. Wspólnie z nim przygotowujemy różaniec i ustalamy jakie należą do nas zadania – co, kiedy i jak mamy zrobić. Po wszystkim mamy czas na obiad, ale zamiast tego wybieram przekąskę i twórczy spacer z częścią ekipy – Mają P. i Kacprem Janowskim, którego krótkie działanie performatywne w przestrzeni miejskiej dokumentujemy foto i video. Tak to już jest! Wracamy na czas. Dzień II czas zacząć performancem mistrzowskim Franko B o tytule „A long and short history of violence told by me”. Na scenę tego dnia powracam jeszcze dwa razy – przy okazji performansu Suri Stawickiej i Żanety Górskiej.
Performance Suri Stawickiej przypomina działanie Mariny Abramowic „Artist is present”. Na scenie dwa krzesła bez podłokietników i stolik, a na nim paczka papierosów i płatki pod oczy. Za tym wszystkim, video przedstawiające sprzątającą zlew dłoń. Dłoń czyniącą obowiązek porządku w porównaniu do zaangażowanych dłoni publiczności wertujących małą broszurkę Suri. Z offu dźwięk – cieknące z głośników słowa. Ich bezkresny zasób splątania. Na jednym z krzeseł siada Suri. Czeka, aż ktoś dołączy do jej obecności dnia. Osoby z wolna rotują między oświetlonym krzesłem przed performerką, a swoim bezpiecznym miejscem w ciemności widowni. Taniec codziennych czynności. Mikrospojrzenia zdań, długie wpatrywanie się ciszy, wolnostojące myśli. Dzień kończy występ Kirila Aleksandrova, który rapuje taki oto tekst:
„Taki zdrowy, krępy wolny
Dlaczego nie ma ciebie na wojnie
Kończą się zapasy sałatki
Drobne kawałki pokrojone w mokra kostkę
Bez troski
Przyprawione cerkiewnym woskiem
Chlała wszystkim kto zabija ludzie
Zwłaszcza tym kto rek nie brudzi
Brawo dla bohaterskich zbrodni
Gwizdy dla wroga cnoty
Nie da się narysować pastelami
Wybuchy między domami
Jak spada niebo z hałasem
Jak znika Donbas z Atlasu
Jakim smakiem w oblężeniu herbatniki
Jak łatwo naśladować sąsiada krzyki
Znam tych kto walczy, tych kto walczyli
Tych co płaczą, tych co nie żyją
Starczy zbierać nienawiść
Lepiej zbierać wiśni
W słoju ciała przestań zemstę kisić
Mucha też myśli, że ta suka jej świeże zwłoki wisi
Nikt nie sprzeda mi wojny
Nie wspieram swoim ciałem konflikty zbrojne
Gniew z porcelany,
Kolczuga z kremem,
Nadgarstek nie rysuje martwej natury.
Brokatowe łzy na marmurze,
Świt bez ogórka i masła,
Ponura folia i obojczyk,
Jasnoróżowy szal i suche mleko.
Kempa suchych dźwięków,
Woda wokół ciała,
Skóra degustuje krople.
Spłaszczony kształt czarnych pereł,
Triumf nie trawi lukru,
Różny odcień mają nie tylko włosy.
Nie śledzę nowości
Nie wiem kiedy zrobili święto zabitych
O zabitych pamiętam i tak”
Zmęczony po wykonie, przesycony wartością słów Kiril, prosi publiczność, aby nie bili mu braw i żeby wyszli w ciszy. Tak też robimy i odchodzimy w niepamięć nocy.
DZIEŃ III – 10 stycznia
Poranny budzik milknie smutkiem zbliżającego się końca „aKTOmaru”. Z miejsca, w którym nocuję jadę na próby. Światło, dźwięk, informacje. Wszystko już znacie, więc nie będę nabijać licznika znaków. Po 15:00 w górnym foyer rozpoczyna się panel dyskusyjny prowadzony przez Paula Harrisona. Wśród panelistek znajduje się Perform Riga, Perform Bergen i Perform Istanbul. Wywiązuje się ważna rozmowa o życiu artysty performera, przyszłości performancu w dobie AI, relacjach z publicznością i nie tylko. Masja Nor Nødtvedt „Kutt” dodaje nadziei i kreśli celne spostrzeżenia.
Na koniec (w zimną noc) wyszła na zewnątrz teatru i okrążyła go nadal będąc w scenicznym zamyśleniu
Ostatni dzień V edycji przeglądu rozpoczyna się pokazem mistrzowskim Masji. Stąd też musiała wcześniej zejść z panelu jako rozmówczyni, aby przygotować się do swojego działania. To godzinny pełen postapokaliptycznego chłodu performans realizowany w duchu skandynawskim. O odczuciach skandynawskich szepnęła mi jedna z osób, które przez jakiś czas tam mieszkała. Faktycznie, Masja spacerowała po scenie jak zraniona pustka. Na koniec (w zimną noc) wyszła na zewnątrz teatru i okrążyła go nadal będąc w scenicznym zamyśleniu. Na backstagu przygotowaliśmy dla niej herbatę i rozpoczęliśmy przygotowania do ostatniego setu pokazów mistrzowskich i pokazu Kurta Johannessena, który ocieplił i rozbawił publiczność swoją teorią planu.
Velta Gutmane z Latvian Academy of Art z performancem o tytule „Atrament” przywodzi na myśl prząśniczkę uczuć, która jednym ukłuciem barwi na czerwono ówcześnie białą nić. Dziewiczość uczucia, które chciałoby się podarować ukochanej osobie albo pełną moc empatii dla zmartwionej osoby. Czystość potrzeby rozchmurzenia czyjegoś dnia. Na podłodze rozsypane róże, dla których niejakim wazonem zostaną usta performerki, a ziemią jej włosy. „Róża? Jak wygląda róża? Czy to kwiat? A może kamień?” V Międzyuczelniany Przegląd Performansu „aKTOmar” wieńczy pokaz Oski Żuk i Antoniego Trzaski.
Na widowni niestety nie zostało już wielu świadków ostatnich działań. Szkoda — często sporo osób rozchodzi się jeszcze przed tym symbolicznym „tupnięciem nóżką”, które oficjalnie domyka wydarzenie. Trzeba jednak przyznać, że w tym roku finał — przynajmniej dla mnie — nie miał wyraźnej kropki ani radości wspólnej celebracji. Może zabrakło charyzmatycznego Artiego i jego pełnego pasji, zaangażowanego głosu? Nasi konferansjerzy robili jednak wszystko, by wypełnić tę przestrzeń i jak najlepiej przejąć jego rolę. Kończymy późną porą, jak każdego dnia, ale pomimo zmęczenia jest nam ciężko przyjąć, że to już koniec “roller coastera” i trzeba wrócić do spokojniejszej rzeczywistości. Wieczór, a raczej dojrzałość nocy spędziliśmy wszyscy razem – nasz ekipa i młodzi performerzy – na rozmowach o twórczym charakterze, wspólnych planach i wspomnieniach. Oczywiście, nie skończyło się bez przygód takich jak na przykład szukanie Ubera w meandrach krakowskich uliczek!
W niedzielę, na powrót do Łodzi świat obsypał mnie śniegiem i obdarował dzięki temu pięknymi widokami zza okna pociągu relacji Kraków – Łódź. Nie mogłam się przez to zdecydować czy dokończyć ostatnie 80 stron książki „Marina Abramowić. Pokonać mur. Wspomnienia.” czy słuchać muzyki klasycznej i wpatrywać się w głębię bieli pokrywającą Polskę. Pogodziłam oba pragnienia...
___________________
Julia Sosnowska – od dziecka trzymała aparat taty w prawej dłoni. W wieku nastoletnim wpadła jej w ręce zakurzona kamera cioci. Oba urządzenia towarzyszą jej do dziś, a przy okazji nosi pod pachą maszynę do pisania i trzyma za uchem pędzle. Jest interdyscyplinarnym twórcą, a w produkcjach filmowych nie ogranicza się do jednej roli. W twórczości eksperymentuje ze zmysłami, eksploruje wszelkie granice oraz zadaje surrealistyczne pytania. Obecnie studentka Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi, ale po głowie nadal jej tańczy PWSFTviT, na której zabrakło jej w rekrutacji dwóch punktów.
___________________