Dwa tygodnie, sześć spektakli i wiele powodów do dyskusji. Powrót Letniej Sceny do Domu Literatury w Łodzi okazał się okazją do rozmowy o dojrzewaniu, tożsamości i pamięci, ale także do krytycznego spojrzenia na najnowsze realizacje polskiej dramaturgii. Tegoroczną edycję festiwalu podsumowuje Julia Radecka.
Po kilkuletniej przerwie Letnia Scena ponownie zagościła w Domu Literatury, wracając do miejsca, gdzie wszystko się zaczęło. Długo oczekiwany powrót po pandemii oraz przedłużającym się remoncie siedziby wiązał się jednak z pewną niewiadomą. Czy perspektywa letniego wieczoru spędzonego w ciemności teatralnej sali okaże się na tyle kusząca, by przyciągnąć zarówno wierną publiczność, jak i nowych widzów? Jak przyznają organizatorzy, największe obawy w fazie planowania przedsięwzięcia budziła właśnie frekwencja. Ta jednak dopisała w nadmiarze, potwierdzając, że Letnia Scena wciąż ma swoje miejsce na kulturalnej mapie Łodzi.
Mimo że tegoroczny program nie powstawał wokół jednego, z góry założonego tematu przewodniego, z czasem między kolejnymi spektaklami zaczęły wyraźnie wybrzmiewać wspólne motywy. Punktem wyjścia był wybór najciekawszych realizacji współczesnej polskiej dramaturgii prezentowanych przez teatry zawodowe z całego kraju. Jak opowiada Marcin Bałczewski, koordynator festiwalu, inspiracją były przede wszystkim spektakle pokazywane w ramach Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej. Ostateczny program był efektem wielu rozmów z zespołami teatralnymi oraz konieczności dostosowania przedstawień do kameralnej sceny Domu Literatury. Dzięki temu na festiwalu pokazane zostały realizacje formalnie różnorodne, ale cechujące się podobnym rodzajem artystycznej wrażliwości. Przez dwa tygodnie – od 1 do 15 lipca – publiczność Domu Literatury miała szansę zapoznać się z sześcioma spektaklami repertuarowymi zaprezentowanymi przez pięć grup teatralnych z różnych zakątków kraju. Historie o krystalizowaniu się osobowości jednostki, tworzeniu zbiorowej tożsamości oraz alienacji i poszukiwaniu własnego miejsca weszły w skład spójnej opowieści, która choć nieplanowana, stała się niezbywalną ramą tegorocznej edycji.
Dzięki temu „POV: Masz 12 lat i prze****ne” wykracza poza ramy samego spektaklu, stając się punktem wyjścia do dialogu o problemach, które często pozostają przemilczane.
Inkluzywne otwarcie
Letnią Scenę w Domu Literatury otworzyły w tym roku dwa spektakle dla młodzieży i dzieci, które najlepiej oglądać w towarzystwie rodziców. „POV: Masz 12 lat i prze****ne” w reżyserii Jakuba Zalasy, oparta na nagrodzonym dramacie Mariusza Gołosza zwycięzcy 35. Konkursu na Sztukę Teatralną dla Dzieci i Młodzieży spektakl zrealizowany przez Teatr im. Aleksandra Fredry w Gnieźnie oraz „Bibuła w tapczanie" na podstawie książki Michała Rusinka w reżyserii Michała Derlatki i w realizacji Miejskiego Teatru Miniatur w Gdańsku.
„POV: Masz 12 lat i prze****ne” opowiada historię dwunastoletniego Arka będącego ofiarą szkolnych prześladowców. Lęk, samotność i natrętne myśli bohatera zostają tu zwizualizowane i stają się pełnoprawnymi uczestnikami scenicznych wydarzeń, dzięki czemu twórcom udaje się przekonująco oddać perspektywę nastolatka, który nie dostrzega możliwości wyrwania się z sytuacji przemocy. Spektakl nie ogranicza się jednak do opowieści o jednostkowej traumie. Pokazuje bullying jako zjawisko będące początkiem mechanizmów przemocy obecnych także w dorosłym życiu, od mobbingu po publiczne lincze w mediach społecznościowych. Ważnym dopełnieniem spektaklu były towarzyszące mu warsztaty prowadzone przez psychologa, adresowane zarówno do młodzieży, jak i dorosłych. Dzięki temu „POV: Masz 12 lat i prze****ne” wykracza poza ramy samego spektaklu, stając się punktem wyjścia do dialogu o problemach, które często pozostają przemilczane.
Kolejny spektakl „Bibuła w tapczanie” pomyślany dla najmłodszych widzów umiejętnie przybliża realia lat osiemdziesiątych i historię Solidarności. Efektowna lalkowa forma dobrze współgra z edukacyjnym charakterem przedstawienia, a humor i dynamiczna narracja pozwalają uniknąć szkolnej dydaktyki. Największym atutem realizacji pozostaje umiejętne połączenie wielkiej historii z perspektywą dziecka, dzięki czemu opowieść o wolności i wspólnocie zachowuje emocjonalną wiarygodność. Spektakl nie odkrywa nowych środków teatralnych, ale konsekwentnie realizuje swój cel: wprowadza młodą publiczność w problematykę historyczną w sposób atrakcyjny i zrozumiały. Spektakl przygotowany przez grupę Miejskiego Teatru Miniatur w Gdańsku pokazuje, że teatr edukacyjny nie musi rezygnować z lekkości i dowcipu.
Zamiast moralizować czy proponować jednoznaczne diagnozy, twórcy wybierają ironię, groteskę i humor, wykorzystując je jako narzędzia krytycznego spojrzenia na polskość i mechanizmy kształtujące zbiorową wyobraźnię
Tożsamościowe wycieczki
Po spektaklach poświęconych doświadczeniu dorastania festiwal skierował uwagę ku pytaniom o tożsamość, tym razem rozumianą nie jako indywidualne dojrzewanie, lecz efekt uwikłania w historię, kulturę i społeczne role. Dwie realizacje warszawskiego Teatru Ochoty, choć oparte na zupełnie różnych tekstach literackich, łączy podobny sposób prowadzenia narracji. Zamiast moralizować czy proponować jednoznaczne diagnozy, twórcy wybierają ironię, groteskę i humor, wykorzystując je jako narzędzia krytycznego spojrzenia na polskość i mechanizmy kształtujące zbiorową wyobraźnię. Zarówno „Życie towarzyskie i uczuciowe”, jak i „Siódemka. SzÓs polskich królowa” zapraszają widza w podróż przez różne modele tożsamości, choć każda z tych wycieczek prowadzi w zupełnie innym kierunku.
Pierwszym przystankiem na festiwalowej trasie tożsamościowych wycieczek było „Życie towarzyskie i uczuciowe” w reżyserii Igora Gorzkowskiego. Adaptacja powieści Leopolda Tyrmanda z dużą swobodą odtwarza koloryt powojennej Warszawy, czerpiąc z charakterystycznych dla pisarza sarkazmu i czujnej obserwacji codzienności. To właśnie lekkość prowadzenia narracji oraz sprawnie budowane komediowe sytuacje stanowią najmocniejszą stronę przedstawienia. Niestety największą wartością spektaklu okazuje się umiejętne uchwycenie atmosfery epoki, któremu daleko do współczesnego odczytania i wydobycia nowych sensów. Postacie funkcjonują przede wszystkim jako anachroniczni reprezentanci określonych postaw i środowisk, przez co ich wzajemne relacje bywają uproszczone i przewidywalne. Reżyser świadomie stawia na tempo, humor i rytm opowieści, nie zawsze znajdując przestrzeń na rozwinięcie psychologicznej złożoności bohaterów.
Kolejny spektakl zaprezentowany przez Teatr Ochoty „Siódemka. SzÓs polskich królowa” Rafała Szumskiego na podstawie powieści Ziemowita Szczerka to groteskowa podróż przez polskie mity, kompleksy i wyobrażenia o własnej tożsamości. Dynamiczna forma „spektaklu jazdy” dobrze oddaje charakter literackiego pierwowzoru, a zespół aktorski sprawnie przechodzi między wieloma rolami i konwencjami. Inscenizacja imponuje energią i pomysłowością w wykorzystaniu niewielkiej sceny Domu Literatury. Jednocześnie nadmiar narracji i dygresji sprawia, że akcja bywa przegadana, a niektóre sceny mogłyby zyskać na większej kondensacji. Najmocniej wybrzmiewają momenty, w których satyra na polskość łączy się z autoironicznym dystansem, słabiej te, które opierają się wyłącznie na kolejnych groteskowych epizodach. Mimo pewnego przesytu materiałem spektakl pozostawia wrażenie żywego teatru, który potrafi jednocześnie bawić i prowokować do refleksji.
Zapomniane wrażliwości
Ostatnia część programu zwróciła się ku temu, co nieobecne lub łatwo podlegające zapomnieniu. Zarówno monodram „W maju się nie umiera. Historia Barbary Sadowskiej” w reżyserii Anny Gryszkówny, jak i koncert zespołu Wieczornik z towarzyszącym spotkaniem autorskim Aleksandry Samelczak przypominały, że literatura i sztuka pełnią nie tylko funkcję estetyczną, ale również archiwizującą. Pozwalają zachować doświadczenia, emocje i biografie, które z różnych powodów znikają z głównego nurtu.
W przypadku tak dobrze napisanego tekstu bardziej oszczędne środki sceniczne mogłyby okazać się skuteczniejsze
Monodram poświęcony Barbarze Sadowskiej należy do najmocniejszych propozycji festiwalu przede wszystkim dzięki tekstowi Piotra Rowickiego i znakomitej kreacji Agnieszki Przepiórskiej. Aktorka z dużą precyzją prowadzi opowieść o poetce, działaczce opozycyjnej i matce Grzegorza Przemyka, łącząc wisielczy humor z przejmującymi fragmentami dotyczącymi śmierci syna. Największe emocje budzą właśnie sceny konfrontacji z traumą i bezsilnością wobec państwowego aparatu przemocy. Pewne wątpliwości może jednak wywoływać warstwa scenograficzna. Wykorzystane wizualizacje i muzyczne wstawki sprawiają miejscami wrażenie naddatku, który odciąga uwagę od energii samego dramatu i aktorskiej interpretacji. W przypadku tak dobrze napisanego tekstu bardziej oszczędne środki sceniczne mogłyby okazać się skuteczniejsze. Mimo tego „W maju się nie umiera” pozostaje jednym z najbardziej wyrazistych wydarzeń tegorocznej Letniej Sceny.
Natomiast koncert zespołu Wieczornik skierował uwagę ku temu, co najbardziej intymne. Występ muzyczny oraz spotkanie autorskie z Aleksandrą Samelczak, poświęcone jej debiutanckiemu tomowi poetyckiemu Dom, nie próbowały konkurować z teatralną ekspresją pozostałych wydarzeń. Przeciwnie, ich siłą okazała się powściągliwość. Zarówno poezja Samelczak, koncentrująca się wokół doświadczeń codzienności, pamięci i relacji rodzinnych, jak i muzyka zespołu stworzyły przestrzeń dla emocji wyrażanych cicho, ale niezwykle konsekwentnie, przypominając, że sztuka nie zawsze potrzebuje widowiskowości, by mówić o sprawach najważniejszych. W kontekście całego festiwalu wydarzenie to dopełniło opowieść o zapomnianych wrażliwościach, oddając głos doświadczeniom, których udziałem często zostaje niedopowiedzenie.
Nie bez znaczenia pozostaje także fakt, że do instytucji trafili widzowie, którzy wcześniej nie mieli okazji jej odwiedzić
Tegoroczna Letnia Scena potwierdziła, że potencjał festiwalu nie tkwi wyłącznie w prezentowanych spektaklach, ale również w konsekwentnie budowanej formule. Jak podkreślają organizatorzy, od początku nie chodziło o stworzenie kolejnego wakacyjnego przeglądu teatralnego, lecz o wydarzenie, które pozwoli śledzić najciekawsze zjawiska współczesnej dramaturgii i jednocześnie wpisze je w literacki charakter Domu Literatury. Tegoroczny program dobrze realizował tę ideę. Choć poszczególne przedstawienia różniły się poziomem artystycznym i nie wszystkie decyzje inscenizacyjne okazały się równie przekonujące, jako całość tworzyły spójną propozycję zachęcającą do rozmowy o aktualnych problemach.
Na uwagę zasługuje również sam sposób funkcjonowania festiwalu. Kameralna przestrzeń Domu Literatury w swej ascezie sprzyja odbiorowi spektakli opartych przede wszystkim na tekście i aktorstwie, pozwalając wybrzmieć treściom, które mogłyby zagubić się przesycie scenograficznych ozdobników. Nie bez znaczenia pozostaje także fakt, że do instytucji trafili widzowie, którzy wcześniej nie mieli okazji jej odwiedzić. Letnia Scena okazała się więc nie tylko wydarzeniem teatralnym, ale także zaproszeniem do poznania miejsca, które od lat konstruuje swoją tożsamość na styku literatury i innych sztuk.
W czasie, gdy letni repertuar często podporządkowany jest przede wszystkim rozrywce, Letnia Scena konsekwentnie proponuje coś innego: program oparty na nowej dramaturgii, skłaniający do refleksji i pozostawiający miejsce na dyskusję. Tegoroczna edycja pokazała, że nie był to jedynie powrót do dawnej siedziby, ale przede wszystkim do idei festiwalu, który siłę wyrazu odnajduje w spotkaniu literatury, teatru i uważnej publiczności.
________________
Julia Radecka – absolwentka twórczego pisania oraz studentka kultury i sztuki współczesnej na Uniwersytecie Łódzkim. W swoich poszukiwaniach badawczych skupia się na reprezentacji nienormatywności w sztuce oraz specyfice współczesnych praktyk queerowych. W czasie wolnym tworzy surrealną prozę poetycką i zszywa kolażowe zestawy onirycznej pościeli.
________________