Powinna mieć fantazję i rozumieć artystów w procesie twórczym, a jednocześnie posiadać umiejętności organizacyjne, zmysł do budżetowania, cierpliwość i potrafić załatwić brakujący element „na wczoraj”. O niezwykle potrzebnym, choć niewidocznym zawodzie producenta/ producentki z Magdą Milewską – producentką wystaw i Olą Shayą – producentką teatralną i festiwalową rozmawia Marta Zdanowska.
Marta Zdanowska: Wielu z nas zawód producenta kojarzy się przede wszystkim z produkcją filmową i pozyskiwaniem dużych pieniędzy na projekty filmowe. Taki rodzaj produkcji można zresztą studiować w Szkole Filmowej w Łodzi na Wydziale Organizacji Sztuki Filmowej. Wasza praca nie wiąże się jednak z filmem. Magda jest producentką wystaw, a Ola producentką wydarzeń teatralnych i festiwali. Na czym polega specyfika waszej pracy w obu przypadkach?
Magda Milewska: Kiedy rozpoczynałam swoją pracę z wystawiennictwem, nie myślałam, że będę producentką i właściwie wpłynęły na to okoliczności. Zostałam zatrudniona w Galerii Manhattan, gdzie kuratorką była pani Krystyna Potocka. Zostałam jej asystentką, a w praktyce właśnie producentką wystaw i wydarzeń, które galeria organizowała. Oczywiście, nie miałam złudzeń co do tego, że zaraz po studiach będę pracować jako kuratorka, więc nasza współpraca ułożyła się dość naturalnie. Moja obecna praca w Kamienicy Hilarego Majewskiego jest kontynuacją tej drogi zawodowej.
W różnych miejscach produkuje się różnie. Kamienica Hilarego Majewskiego jest przestrzenią zabytkową, więc nie mogę zrobić tu wielu rzeczy, które w innym miejscu by się udały. Nie można wbijać gwoździ w ściany, nie można na stałe niczego instalować. Wcześniej przez pięć lat prowadziłam Punkt Odbioru Sztuki w piwnicy Teatru Szwalnia i tam mogłam zrealizować właściwie wszystko.
Nie lubię mieć w życiu problemów (śmiech), a bycie producentem to niekończące się pasmo pokonywania trudności i gaszenia pożarów
W produkcji zajmuję się wszelkiego rodzaju logistyką, która ma doprowadzić do tego, żeby wystawa została otworzona. Na początku roku rozpisujemy plan wystaw. Potem – w zależności od terminu wystawy – kontaktuję się z artystami i kuratorami (chyba że sama kuratoruję) i badam ich potrzeby. Muszę zaplanować prace montażowe, transport, ubezpieczenia, honoraria, umowy, bieżące zakupy do wystawy. Jeśli przy wystawie pracuję także jako kuratorka, muszę być w stałym kontakcie z artystami. Jak widać to dosyć kompleksowa praca.
Ola Shaya: Specyfika mojej pracy jest bardzo podobna. Jako producentka festiwalowa czy teatralna jestem trochę jak człowiek-orkiestra. Znam się na planowaniu i logistyce, na umowach cywilno-prawnych; wiem czym są PARy [reflektory sceniczne – przyp. red.] i co różni mikrofony pojemnościowe od dynamicznych, orientuję się, które hotele mają świetny serwis w przystępnych cenach, a które lepiej omijać. Producent powinien wiedzieć, gdzie co można załatwić, skąd wypożyczyć krzesła, kto buduje sceny plenerowe. Przydaje się szeroka baza kontaktów tworzona przez lata. Producent powinien też być bardzo dobrze zorganizowany. Moja praca często łączy się też z kuratorowaniem i jest to w zasadzie typowe dla branży kulturalnej, która rzadko pozwala osobno zatrudniać kuratorów, osobno producentów. Dlatego zazwyczaj zajmuję się też układaniem programu i kontaktem z artystami.
Praca producentki polega też na zdobywaniu funduszy. Niezależnie od tego, czy pracujesz w NGO, czy w miejskich instytucjach publicznych, musisz pozyskać pieniądze na realizację konkretnego wydarzenia. W związku z tym, wiem gdzie i jak szukać funduszy, piszę i budżetuję projekty. W naszej branży planuje się i wymyśla projekty, a potem zdobywa na nie pieniądze lub ich nie zdobywa – a wtedy układa się plan B pod niższy budżet.
Wygląda na to, że pracy producenta obie uczyłyście się już w toku jej wykonywania. Wprawdzie na Uniwersytecie Łódzkim powstał kierunek produkcja teatralna i organizacja widowisk, ale uruchomiono go dopiero w 2020 roku. Jakie cechy i umiejętności przydały się wam szczególnie w zawodzie?
Magda Milewska: Jestem specyficznym przypadkiem. Nie lubię mieć w życiu problemów (śmiech), a bycie producentem to niekończące się pasmo pokonywania trudności i gaszenia pożarów. Na szczęście pracę producenta wspiera profesjonalizm innych osób. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym nie pracować bezpośrednio z ekipami montażowymi, co do których miałam naprawdę duże szczęście w każdej pracy. Ola już wspomniała o tym, że niesłychanie ważne w naszym zawodzie jest planowanie i organizacja pracy. Nawet jeśli po drodze coś się wysypie, nie można załamywać rąk, tylko wprowadzić plan B, który doprowadzi do realizacji wystawy. Bardzo przydaje się w związku z tym elastyczność i otwartość na zmiany.
Ola Shaya: To rzeczywiście praca, w której często gasi się pożary, choć przy dobrym planowaniu i po latach praktyki można ich uniknąć. Duży wpływ na pracę mają oczywiście ludzie, a podstawą każdego wydarzenia kulturalnego jest świetna ekipa techniczna. Solidni pracownicy techniczni, którzy wiedzą, co mają robić, to połowa problemów z głowy przy produkcji teatralnej. Otwartość, umiejętność planowania, elastyczność to podstawowe umiejętności producenta. A jeśli pracuje się bezpośrednio z artystami, przydaje się też dużo cierpliwości. Bardzo ważna jest też fantazja. Jeśli podchodzisz bez fantazji do pracy artysty, może pojawić się bardzo dużo konfliktów. Wiem, że artysta w procesie twórczym może być czasami nieznośny, ale dąży też do finalnego efektu, więc fantazja i wiara w jego sztukę, bardzo się wtedy przydają. Czasem ważne jest też zrozumienie, że nie finalny efekt jest najważniejszy, nie to końcowe „wow”, ale sam proces, który bywa twórczy i rozwijający.
W toku produkcji trzeba być też otwartym na kolejną z rzędu „zmianę koncepcji artystycznej”, a to nie jest łatwe.
Ola Shaya: Są tacy artyści, którzy od początku wiedzą, czego chcą i mają bardzo klarowną wizję. Ale są i tacy, dla których to długi proces, a najbardziej twórczy stają się na kilka dni przed premierą czy koncertem premierowym i wtedy rzeczywiście trzeba mieć stalowe nerwy, bo jest to moment kumulacji różnych napięć. Producent może próbować te napięcia łagodzić. Na pewno powinien mieć na tyle otwartą głowę, żeby rozumieć, że tak właśnie powstaje sztuka.
Magda Milewska: Ze względu na rozbieżność charakteru naszej pracy, artyści w moim przypadku albo przedstawiają rzeczy, które już mają w swoim dorobku albo realizują je na tę konkretną wystawę. I na szczęście bardzo rzadko zdarza się, żeby na trzy dni przed otwarciem wystawy zmieniali koncepcję. Ale w pracy pomaga mi także to, że bardzo lubię artystów i artystki, bo są to bardzo wrażliwe, wartościowe osoby. Brak cierpliwości i zrozumienia dla artystów w pracy producenta to poważny błąd, który działa na szkodę obu stron.
Dla producenta/ producentki istnieje oczywiście absolutnie nieprzekraczalny deadline. W projektach teatralnych to premiera, w wizualnych – wernisaż. Chciałabym zapytać o wasze indywidualne doświadczenie najtrudniejszej rzeczy, którą trzeba było zrealizować na wczoraj, wytrzasnąć spod ziemi tuż przez wejściem publiczności? To też pytanie o wasze największe wyzwanie producenckie.
Magda Milewska: Miałam takie doświadczenie dość niedawno. Rozpoczęłam pracę w instytucji inLodz21 w Kamienicy Hilarego Majewskiego dwa i pół roku temu. Ponieważ przenieśliśmy się na samym początku do zabytkowej przestrzeni, w której w zasadzie niczego nie było, musieliśmy w bardzo małym zespole ustalić ramy instytucji i zbudować ją na nowo. Zostałam zatrudniona w charakterze producentki i moim zadaniem było nie tylko wyprodukowanie pierwszej wystawy, ale też zgromadzenie wyposażenia, które pozwoliłoby funkcjonować instytucji pod względem wystawienniczym w dalszych latach jej istnienia. Było to dla mnie prawdziwe wyzwanie, bo musiałam możliwie starannie wszystko przewidzieć i zakupić rzeczy, które będą nam potrzebne przy kolejnych realizacjach.
Na otwarcie produkowałam instalację świetlną Karoliny Hałatek. Była bardzo efektowna, ale też bardzo pracochłonna. W naszym absolutnym entuzjazmie dla nowego miejsca instalowała tę pracę jedna, momentami dwie osoby. W dniu, w którym otwieraliśmy wystawę, odbywało się też otwarcie samej Kamienicy Hilarego Majewskiego jako nowego miejsca, przyszło bardzo dużo osób, a instalacja wciąż nie była gotowa. Trwa wernisaż, sala, w której montujemy instalację wciąż jest zamknięta, ludzie niepokoją się i pytają o co chodzi. Mniej więcej dwadzieścia minut po otwarciu wernisażu wreszcie mogliśmy otworzyć drzwi i pokazać całość. Praca była oczywiście piękna i spektakularna, ale nie chciałabym nigdy więcej tego doświadczenia powtórzyć. Od tego czasu staram się racjonalniej planować proces montażu, zwłaszcza jeśli wiem, że praca będzie wymagała dużo wysiłku.
Ola Shaya: Opowiem w zasadzie podobną historię, bo moim najtrudniejszym doświadczeniem producenckim było wyprodukowanie wystawy „Ceija Stojka. (1933-2013). Nie mogę zapomnieć” w Muzeum Miasta Łodzi na Festiwalu Łódź Wielu Kultur. Po raz pierwszy pracowałam przy wystawie, na której znajdowały się dzieła sztuki wycenione na milion euro, eksponaty wypożyczano od kolekcjonerów prywatnych i galerii państwowych z Austrii i Francji, kuratorem był Francuz, średnio mówiący po angielsku, a budżet całego przedsięwzięcia przedstawiał się raczej skromnie. Na dwa dni przed otwarciem wystawy z drukarni przyszły błędne wydruki tekstów, które nie nadawały się kompletnie do powieszenia i była to jedna z wielu rzeczy, które wydarzyły się po drodze. W dodatku czułam dużą presję wewnętrzną, gdyż pierwotnie współkuratorką wydarzenia miała być Hanna Wróblewska, która ze względu na otrzymanie posady Ministry Kultury musiała zrezygnować z tego projektu. Wiele rzeczy robiłam przy tej wystawie po raz pierwszy. Udało się ją otworzyć na czas, w czym zasługa świetnego zespołu z Muzeum Miasta Łodzi, ale ilość stresu była ogromna. Oczywiście fajnie się o tym opowiada, ale nie wiem, czy zdecydowałabym się ponownie na takie wyzwanie.
Uwielbiam pracę z artystami i są oni dla mnie bardzo ważni, ale nie ukrywam, że mam też artystów z „czarnej listy”, z którymi nigdy więcej nie chciałabym pracować
Innym ważnym doświadczeniem było dla mnie wyprodukowanie festiwalu za granicą. Był to „Festiwal Polskiej Sztuki dla Dzieci: Latawiec i trąbka” w Edynburgu, który trwał dwanaście dni i odbywał się w pięciu różnych miejscach. To ogromny projekt, do którego szykowałam się przez dwa lata. Pieniądze pozyskiwaliśmy i w Polsce i w Szkocji, w festiwal zaangażowanych było wielu partnerów zagranicznych i polskich. Program składał się z dużej wystawy, spektakli, warsztatów, akcji plenerowych, więc było to duże wyzwanie producenckie.
Myślę, że im więcej realizuje się różnych projektów, tym ta praca wydaje się łatwiejsza i mniej skomplikowana. Uwielbiam pracę z artystami i są oni dla mnie bardzo ważni, ale nie ukrywam, że mam też artystów z „czarnej listy”, z którymi nigdy więcej nie chciałabym pracować.
Obie wspominacie, że czasami jednocześnie wchodzicie w rolę producentki i kuratorki projektu czy wystawy. Na czym polega wasza praca koncepcyjna w tym zestawieniu i czy to są dla was momenty realizacji własnych pomysłów? Mam wrażenie, że coś takiego wydarza się w wypadku wystawy „Perfumeryzm”, którą oglądać można w Kamienicy Hilarego Majewskiego do 15 lutego 2026 roku, a której kuratorką jest Magda Milewska. Świat jest na niej opowiadany przez zapach.
Maga Milewska: Sytuacja, w której mogę być kuratorką i producentką własnej wystawy jest dla mnie idealna. Choć przez cały rok pracuję nad innymi projektami w charakterze producentki, to zawsze mam z tyłu głowy tę jedną czy dwie wystawy, w które jestem szczególnie zaangażowana jako kuratorka. Wystawa „Perfumeryzm” wynika z moich autentycznych zainteresowań, bo świat zapachów i perfum interesuje mnie od wielu lat. Zgłosiłam ten pomysł rok temu i nawet trochę bałam się, że ktoś mnie wyprzedzi i taka wystawa powstanie wcześniej gdzie indziej w Polsce, bo wątek zapachowy coraz częściej pojawia się w pracach artystów. Ale udało się.
Sytuacja, w której mogę być kuratorką i producentką własnej wystawy jest dla mnie idealna
Kiedy jestem kuratorką pracuję koncepcyjnie i bezpośrednio kontaktuję się z artystami w sprawie przygotowywania prac – w wypadku „Perfumeryzmu” większość prac powstała specjalnie na wystawę. Oczywiście jako producentka zawieram wtedy z artystami umowę, która pozwoli im pracować z wyprzedzeniem. Ale taki tryb pracy pozwala też na dobrą organizację, np. latem, kiedy projektów było stosunkowo mało, mogłam spokojnie napisać teksty do wystawy i jesienią przekazać je do działu komunikacji. Ponieważ byłam w bieżącym kontakcie z montażystami, mogłam też od razu skierować ich uwagę na te momenty, w których będę potrzebowała od nich specjalnego zainteresowania i dowiedzieć się, czy pewne rzeczy są w ogóle możliwe technicznie do wykonania.
Ola Shaya: Obiema rękami podpisuję się pod tym, co mówi Magda. Dla mnie najlepszym modelem pracy jest łączenie pracy kuratorskiej z umiejętnościami producenckimi. Uwielbiam proces kreacyjny, zwłaszcza kiedy mogę go realizować w kolektywie, a staram się tak pracować, np. przy festiwalu Retroperspektywy czy przy moim ukochanym projekcie, który robię z Anną Mrozińską-Szmajdą i Kamilą Majchrzycką-Szymańską, czyli przy Festiwalu Książki Obrazkowej „Kropka+Kreska”. Proces zastanawiania się nad tematem festiwalu z ludźmi o podobnej wrażliwości, wyszukiwanie artystów, planowanie to chyba moja ulubiona część pracy. A Festiwal Książki Obrazkowej „Kropka+Kreska” to moje ukochane dziecko festiwalowe, nie czuję przy nim w ogóle, że pracuję.
Jak widzicie swój zawód na tle innych pracowników kultury? Mam taki zwyczaj, że kiedy na konferencjach prasowych dziękuje się dyrektorowi festiwalu, sprawdzam, kto jest producentem, bo to zazwyczaj osoba, która ma za sobą ogrom pracy i najwięcej o festiwalu wie, może poza promocją.
Ola Shaya: Produkcja w kulturze to właściwie praca niezrozumiana przez większość społeczeństwa. Ludzie jeszcze jakoś kojarzą producentów filmowych jako tych, którzy zdobywają pieniądze. Czasem słyszę: po co w ogóle są ci producenci, tylko zabierają kasę, jeśli jest artysta i miejsce, to przecież to wszystko może się odbywać bez nich. Praca producenta jest niewidzialna, nie jest traktowana jak zawód. Przy świątecznym stole ciocia zawsze mnie pyta: „Ale co ty właściwie robisz?”. Część osób uważa, że to hobby, ale też w ogóle pracę w kulturze uważają za hobby. Natomiast warto pamiętać, że praca producenta jest działaniem kompleksowym: trzeba mieć wiedzę z prawa pracy, dopasować umowę do wykonywanej czynności, wiedzieć, jak rozpisać budżet, skąd pozyskać pieniądze, mieć nieco wiedzy technicznej i umieć czytać ridery techniczne.
W ostatnich latach zarówno Instytut Teatralny, jak Narodowy Instytut Muzyki i Tańca zaczął wspierać producentów, pojawiły się specjalne programy rozwojowe. Sama ukończyłam podyplomowe zarządzanie kulturą, ale tak naprawdę większości umiejętności nauczyłam się w praktyce. Producentem stajesz się przez doświadczenie.
Magda Milewska: Pierwszym kierunkiem, który ukończyłam jest historia sztuki, ale na tych studiach absolutnie nie uczy się kwestii producenckich, jest to typowa teoria. Ukończyłam również muzealnictwo, ale tam również nie uczono produkcji wystaw. Tak jak wspomniała Ola, wiedzę w tym zawodzie uzyskuje się poprzez pracę. W swojej drodze zawodowej przepracowałam dwa lata w Muzeum Sztuki w Łodzi, w tym rok w Dziale Realizacji Wystaw i Wydawnictw, gdzie pracowałam ze świetnymi producentkami i producentem. Dało mi to doskonały ogląd tego, jak powinno się pracować. Jest jeszcze dodatkowy element zawodowy. Jeśli wyjeżdża się prywatnie obejrzeć Biennale Sztuki do Wenecji, albo do Berlina to poza prezentowaną na wystawach sztuką, często patrzy się także na to, jak coś jest zamontowane i czy można to przenieść na swoje podwórko. Rozwiązania techniczne potrafią być bardzo inspirujące. Mam w telefonie sporo zdjęć montażu w zabytkowych przestrzeniach.
Co do widzialności zawodu wydaje mi się, że w sztukach wizualnych jest z nią coraz lepiej. Na kolofonach przy wejściu na wystawę czy w katalogach wymieniani są już producenci, a nawet montażyści, za czym bardzo optuję. Oczywiście najważniejsza jest koncepcja artystyczna i jak najlepsze zaprezentowanie dzieł, ale praca wykonywana za kulisami jest kluczowa, żeby publiczność mogła w ogóle obejrzeć wystawę. Z pozoru niewidzialny zawód producenta decyduje o finalnym efekcie, który oglądamy.
____________________
Magda Milewska – kuratorka i producentka wystaw. Absolwentka kierunku Historia Sztuki na UŁ, ukończyła także Podyplomowe Studium Muzealnicze na UW. Swoje doświadczenie zawodowe budowała w takich miejscach jak: Galeria Propaganda w Warszawie, Festiwal Warszawa w Budowie, edycja VI, Biuro Miejskiego Konserwatora Zabytków przy Urzędzie Miasta Łodzi, Galerii Manhattan w Łodzi. W latach 2016-2021 była kuratorką i producentką galerii Punkt Odbioru Sztuki, działającej w strukturach Poleskiego Ośrodka Sztuki w Łodzi. W latach 2021-2023 pracowała w Muzeum Sztuki w Łodzi, najpierw w dziale Komunikacji, a następnie w dziale Realizacji Wystaw i Wydawnictw. Od 2023 roku pracuje w instytucji inLodz21, mającej swoją siedzibę w Kamienicy Hilarego Majewskiego w Łodzi na stanowisku Specjalistki ds. organizacyjnych. Równolegle jako kuratorka zrealizowała tam wystawy: „Sielanka” (2024), Pozor! (2024) oraz „Perfumeryzm” (2025).
Ola Shaya – kuratorka, producentka, koordynatorka projektów międzynarodowych. Absolwentka Kulturoznawstwa na UW oraz podyplomowych studiów Marketingu Kultury na UWr (przy współpracy z Narodowym Centrum Kultury). Stypendystka Federation of Scottish Theatre (2014/2015) oraz MKiDN (2015). Laureatka Dorocznej Nagrody Prezydenta Miasta Łodzi za osiągnięcia w dziedzinie twórczości artystycznej, upowszechniania kultury oraz ochrony kultury (2021). Pomysłodawczyni Festiwalu Książki Obrazkowej „KROPKA+KRESKA” (Łódź), Festiwalu Sztuki Polskiej dla Dzieci „LATAWIEC I TRĄBKA” w Edynburgu, Rodzinnego Festiwalu Książki „TY CHYba czytasz?” w Tychach. Kuratorka wystaw dla dzieci: „Przytul Polskę” (w ramach 12. Międzynarodowego Festiwalu Łódź Design Festival), „Dziki Pokój” (w Centrum Kultury w Lublinie), „Malowane Ptaki” (realizowanego w ramach programu Kultura Interwencje 2018. EtnoPolska), „Elementarz empatii" (w Centrum Dialogu im. Marka Edelmana w Łodzi). Współpracowała z Fabryką Sztuki w Łodzi, Teatrem Pinokio i Fotofestiwalem. Członkini Teatru Chorea. Współtwórczyni Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego Retroperspektywy oraz główna producentka Festiwalu Łódź Wielu Kultur. Pomysłodawczyni, producentka, reżyserka i autorka piosenek do spektaklu muzycznego „Dzień Dobry Pinky Mouse!”. Obecnie pracuje w Centrum Dialogu im. Marka Edelmana w Łodzi.
____________________
Marta Zdanowska – współzałożycielka Fundacji Łódzki Szlak Kobiet, redaktorka, animatorka literatury i recenzentka teatralna. Sekretarzyni Nagrody Literackiej im. Juliana Tuwima i Nagrody Translatorskiej im. Ireny Tuwim. Prowadzi zajęcia dla twórczego pisania na Uniwersytecie Łódzkim oraz spotkania i warsztaty literackie, związane głównie z herstorią i narracjami kobiet oraz tożsamościami lokalnymi. Na co dzień pracuje w Domu Literatury w Łodzi, współtworzy Festiwal Puls Literatury. Pasjonatka Dolnego Śląska.
____________________
____________________
